środa, 4 marca 2026

8. All I ever wanted was for you to know that I care

            Po skończeniu rozmowy z pielęgniarką podszedł do drzwi i zajrzał przez okienko. Angie spała. Usiadł więc pod drzwiami i oparł głowę o ścianę. Wszystkie wydarzenia ostatnich dni wracały do niego po raz kolejny.
       Nagłe pukanie do drzwi oderwało go od lektury. Zdziwiony spojrzał na zegarek, którego wskazówki powoli lecz pewnie zbliżały się do 12. Północ to zdecydowanie dziwny czas na niezapowiedziane wizyty. Z pewną dozą i ciekawości i irytacji odłożył książkę i wstał z fotela. Szedł w stronę drzwi, a w tle Pink Floyd uporczywie pytało „Jak się czujesz?”. Otworzył drzwi, a w progu zobaczył ostatnią osobę jakiej się spodziewał.
    - Bill? Wiesz, że zawsze jesteś u mnie mile widziany, ale przyznam, że jest trochę późno.
    - Tak, wiem. Przepraszam, że Ci przeszkadzam o tej godzinie. Mogę wejść?
    - Pewnie. Coś się stało? – Przepuścił go w drzwiach, wskazując jeden z foteli. Mężczyzna zdjął kapelusz i posłusznie usiadł na wskazanym miejscu. Kiedy Jim do niego dołączył ten westchnął głęboko.
    - Przyznam, że nie bardzo wiem jak zacząć, więc będę walił prosto z mostu. – Jego głos był spokojny, jednak momentami dało się w nim słyszeć bardzo delikatne drżenie. Jim pokiwał głową zgadzając się na takie podejście. Irytacja zniknęła i teraz ciekawość mieszała się z niepokojem, którego było coraz więcej. – Masz córkę w Indianie?