wtorek, 2 grudnia 2025

11. I wanna fall into a love so sweet

            Budząc się poczułam dziwny ciężar na brzuchu, otworzyłam oczy i szybko doszłam do wniosku, że leżę na podłodze. Po jednej stronie spał Duff, a po drugiej Rachel. Kiedy uniosłam głowę zobaczyłam że rozwiązaniem zagadki ciężaru był Slash. Leżał wyciągnięty na całej naszej trójce i chrapał.       Postanowiłam ich nie budzić, więc spróbowałam delikatnie wysunąć się ze swojego miejsca. Szło to dosyć opornie i bardzo pomału, sytuację utrudniał Duff, który gadał przez sen i musiałam co chwilę powstrzymywać śmiech. W końcu udało mi się wydostać i przejść w stronę kuchni. Odchodząc obserwowałam moich nocnych kompanów i resztę towarzystwa. Slash nadal spokojnie chrapał, Rachel przytulał się do poduszki z lekkim uśmiechem, a Duff podrywał jakąś laskę. Na jednym z foteli spał Sebastian, a Kate siedziała na jego kolanach, również pochłonięta głębokim snem. Dave i Rob spali przytuleni do siebie na wpół siedząco, oparci o ścianę. Scotti leżał na kanapie i mamrotał coś przez sen. Ciekawe jak udało mu się zgarnąć najwygodniejsze miejsce. 
    W kuchni przy „stole” siedzieli Axl, Izzy i Caroline i rozmawiali cicho, więc  ruszyłam w ich stronę.
    - Cześć.
    - Cześć, jak się spało? – zapytał Axl. Miał na twarzy rozbawiony uśmiech zapewne nadal mając przed oczami obraz naszej czwórki na podłodze. 



sobota, 13 września 2025

7. All I really want is peace

         Próbowała otworzyć oczy jednak światło w pomieszczeniu było zbyt jasne, a jej powieki zbyt ciężkie. W pierwszej chwili nie mogła przypomnieć sobie co się stało, jednak wspomnienia szybko zaczęły wracać, choć bardzo nieskładnie i w urywkach. Widocznie w pewnym momencie straciła przytomność. Pomyślała, że musi leżeć przy oknie skoro słońce tak mocno świeci jej w twarz. Jednak po chwili doszła do wniosku, że leży na czymś miękkim, to na pewno nie podłoga. Czuła ból ale nie taki jak zawsze, ten był inny. Jakby stłumiony, odległy. Całe ciało miała niezwykle sztywne, w gardle zupełnie sucho. Otaczające ją dźwięki, również były dziwne - pikanie, szum, syczenie, wszystko naraz, nie potrafiła stwierdzić co może je wydawać. Nagle usłyszała nieznajomy damski głos. Wydawał się dochodzić z daleka i nie była w stanie rozszyfrować co kobieta mówiła. Ciekawość więc wygrała, postanowiła otworzyć oczy pomimo bólu powodowanego rażącym światłem. Jednak to okazało się błędem. Pomieszczenie zaczęło nagle wirować, zrobiło się jej niedobrze, a głowa odezwała się pulsującym bólem. Zamknęła więc znów oczy zanim zdążyła poznać odpowiedź na jakiekolwiek nurtujące ją pytanie i wkrótce zasnęła.



poniedziałek, 14 lipca 2025

Hey, hi, hello

To by było na tyle poprawiania, skończył mi się materiał źródłowy. Zajęło to o wiele więcej czasu niż planowałam. Niestety życie trochę mi weszło w paradę, a oprócz tego My Sweet, Lovely Rose pisałam w gruncie rzeczy od zera, bo nie dało się tego inaczej uratować. Mam jeszcze kilka fragmentów, które planuje kiedyś wykorzystać, ale nie sklecę z nich następnego rozdziału.

Mam kilka rozdziałów zaczętych, ale nieco nie po kolei, więc ciężko mi powiedzieć, kiedy pojawi się kolejny. W przyszłości chciałabym je wstawiać choć trochę regularnie, ale nie mam zamiaru nic obiecywać, bo dobrze wiem jak to u mnie jest z regularnością.

Wygląda na to, że jakieś osoby się tutaj pojawiają. Mam nadzieję, że moje skrobanie czyta się choć trochę okej i nie marnuje waszego czasu. 

10. And rivers made from wine so clear, flow on and on forever

Po przejściu przez ulicę i podwórko pełne śmieci stanęłyśmy pod drzwiami. Nacisnęłam dzwonek, który nie wydał z siebie żadnego dźwięku. Zapukałam więc i czekałyśmy aż ktoś otworzy. Po dłuższej chwili zapukałam jeszcze raz, tym razem głośniej. Nic to nie dało, spojrzałam na Kate z zaskoczeniem. W mieszkaniu panowała zupełna cisza. Nie było słychać rozmów, ani muzyki. Czy to możliwe, żeby nas zaprosili po czym wyszli? W końcu już trochę wkurwiona zaczęłam walić w drzwi. Dopiero to przyniosło efekt. Usłyszałyśmy krzyk z wnętrza budynku.
- Kurwa jego mać może by ktoś ruszył dupę otworzyć te pieprzone drzwi?! - Od razu rozpoznałam ten charakterystyczny głos.
Po chwili drzwi otworzył, a właściwie prawie wyrwał z zawiasów, nie kto inny jak wkurwiony Axl. Patrzył się na nas swoimi wściekłymi, zielonymi oczami. Zaczęłam się zastanawiać czy on w ogóle kiedykolwiek nie krzyczy i nie ma w oczach tej żądzy mordu. Nie bardzo wiedziałam co powiedzieć. Jeszcze niedawno stał w moich drzwiach i wyglądał jakby chciał mnie zabić, teraz zresztą wyglądał tylko nieco mniej morderczo. Nie wiedziałam czy lepiej milczeć czy może powinnam się jednak przywitać i wytłumaczyć naszą obecność. W końcu może Duff nie wspomniał im, że przyjdziemy. Nie dane mi było podjąć decyzji.


piątek, 28 marca 2025

9. Sippin’ and drinkin’ and feelin’ fine

        Obudził mnie hałas dochodzący z domu naprzeciwko. Rozejrzałam się dookoła nieco zdezorientowana. Widocznie wypiłam wczoraj więcej niż mi się wydawało, bo przyznam, że z powrotu do domu pamiętam jedynie przebłyski. 
    Podeszłam do okna i spojrzałam na drugą stronę ulicy ciekawa, czym moi sąsiedzi tak hałasują od samego rana. Rzuciłam okiem na zegarek - 12:35. No dobra, czyli nie tak od samego rana. Byłam pewna, że słyszę muzykę, a dokładniej gitarę i głosy. Myślałam więc, że może ta zapowiadana wczoraj próba przeniosła się w końcu na dzisiaj. Z ciekawością otworzyłam okno, a ciepłe powietrze rozwiało mi włosy. Po chwili przysłuchiwania się stwierdziłam, że rzeczywiście ktoś gra na gitarze, jednak głosy, które słyszałam brzmiały bardziej jak kłótnia. Zaczynam podejrzewać, że to u nich codzienność. 
    Co prawda nie rozpoznałam granej melodii, ale podobała mi się. Jeszcze chwilę się wsłuchiwałam próbując wyłapać jak najwięcej dźwięków, po czym włączyłam elektryka i próbowałam powtórzyć to samo. Wiadomo, nie brzmiało identycznie, nie miałam aż tak dobrego słuchu, do tego tu i ówdzie dodałam coś od siebie, ale skromnie przyznam, że szło mi całkiem nieźle. Nagle muzyka na przeciwko umilkła. Nastała chwila ciszy, którą zastąpił kawałek cyrkowej melodyjki. Uśmiechnęłam się i powtórzyłam ją, dodając końcowe dźwięki.



wtorek, 18 marca 2025

8. You fix your hair and you look real pretty

            Drzwi otworzyły się błyskawicznie i pojawił się w nich Rachel. Ewidentnie albo do nich biegł, albo właśnie pod nimi stał. 
    - Hej. - Uśmiechnęłam się do bruneta. Ten jednak nie odwzajemnił uśmiechu, a jedynie przyjrzał mi się od stóp do głów. Kurwa, naprawdę aż tak źle zazwyczaj wyglądam? Chyba zacznę mieć kompleksy. Po chwili w drzwiach pojawił się wysoki blondyn, którego dane mi było już raz spotkać w Roxy. Stanął obok Rachela z rękami na biodrach i zagwizdał.
    - Cholera, ale z Ciebie ślicznotka. Cześć, jestem Sebastian. - Chłopak uśmiechnął się i podał mi rękę.
    - Hej. Val. - Odwzajemniłam uśmiech rozbawiona faktem, że chłopak widocznie nie pamiętał, że już raz się spotkaliśmy. Nie to żeby mnie to dziwiło ledwo wtedy stał na nogach. Uścisnęłam jego dłoń, a on wciągnął mnie do środka, objął ramieniem i prowadząc korytarzem mówił dalej. 
    - Dobrze, że już jesteś, bo Rachel sterczy pod tymi jebanymi drzwiami już ze 20 min. Za żadną cholerę go nie mogłem odciągnąć. - W odpowiedzi brunet rzucił jedynie “Pierdol się” i nas wyminął. - Muszę powiedzieć, że Bolan trochę Ci umniejszył urody. - Nie wiedziałam co na to powiedzieć. Chłopak mówił dosyć szybko, zachowywał się w nieco nachalny sposób. Zanim zdążył kontynuować z pomocą przyszedł mi Rachel.



poniedziałek, 20 stycznia 2025

7. I can't understand what all the fighting’s for

            Niestety nie było mi dane zasnąć bo naprzeciwko była właśnie impreza. Wstałam z łóżka i podeszłam do okna. W tym niedużym jednak budynku, a także dookoła niego, było mnóstwo ludzi. Właśnie leciało „Rock You Like a Hurricane” Scorpionsów, co zapewne słyszeli ludzie cztery przecznice dalej. Nie znamy się na tyle dobrze żebym im odpuściła. W dodatku nie jestem najcierpliwszą osobą, szczególnie taka zmęczona. 
        Szybko się ubrałam, zbiegłam po schodach i wyszłam z domu. Ruszyłam na drugą stronę ulicy. Nie znam pozostałej dwójki mieszkańców, więc pozostało mi liczyć, że któryś z poznanych dzisiaj chłopaków gdzieś tu jest. Stwierdziłam, że w tym tłumie znalezienie kogokolwiek będzie graniczyło z cudem. Jednak kiedy dopchałam się już do budynku dosyć szybko zlokalizowałam Duffa. Chwała bogu, że ten facet jest taki wysoki. Przebiłam się przez tabun ludzi i dotarłam do mojego celu, który właśnie lizał się z jakąś laską. Na początku szturchnęłam chłopaka ale nie zareagował, więc przerwałam ten jakże namiętny pocałunek. Oboje byli bardzo zdziwieni i nie za bardzo ogarniali co się dzieje. Dziewczyna pierwsza zwróciła na mnie uwagę i właśnie zabijała mnie wzrokiem kiedy blondyn odwrócił się w moim kierunku. Miał niesamowicie rozszerzone źrenice i ledwo trzymał się na nogach. Patrzył się na mnie zdziwiony.




poniedziałek, 13 stycznia 2025

6. It’s a sunny day outside my window

            No przecież. Na mojej twarzy pojawił się ogromny uśmiech. Zerwałam się z miejsca, i podbiegłam do pudła z pamiątkami. Cudem nawet pamiętałam gdzie jest.
   - A potem mieszkałeś w Londynie. - Oznajmiłam szukając zdjęcia, ale w odpowiedzi chłopak jedynie dziwnie na mnie spojrzał, tak samo jak reszta. W końcu wygrzebałam odpowiedni album i fotografię, na której była cała rodzinka Hudson. Z jeszcze większym uśmiechem  i niezwykłą dumą podeszłam do chłopaka. Mulat chwilę przyglądał się zdjęciu, po czym aż podskoczył.
     - O kurwa. - Spojrzał na mnie z niedowierzaniem. - Tina? Cholera w ogóle Cię nie poznałem. 
   - Zmieniłeś imię. - Powiedziałam nieco z wyrzutem, gdyby przedstawił się jako Saul od razu bym skojarzyła. Przynajmniej tak sobie mówiłam. Chłopak prychnął.
    - Ty też. - Rzeczywiście, on znał mnie jako Tinę, a dziś na pewno powiedziałam “Val”.
    - Nie prawda. - Odparłam raczej bez przekonania. - Oba to skróty. - Slash spojrzał na mnie jakby zupełnie wątpił w to co mówię.
    - Niby od czego? 
  - Valentina. Rodzina zawsze mówiła na mnie ‘Tina”, ale znajomi “Val” i tego głównie używam. - Widziałam, że chciał coś powiedzieć, ale Steven go wyprzedził.
   - Czy ktoś nam wytłumaczy co tu się kurwa odpierdala? - Jednocześnie spojrzeliśmy na blondyna. W tym momencie zadzwonił telefon. Poszłam więc odebrać, zostawiając Saula wyjaśnieniom.
    - Halo?
    - No cześć, żyjesz jeszcze?





czwartek, 9 stycznia 2025

5. Don’t know what we’re doin’ but I think we’re doin’ fine

            Spojrzałam na właściciela głosu zaskoczona.
    - Miesiąc minął jakieś 3 dni temu. Sam nie jestem szczególnie punktualny, ale cholera 3 dni to poważna obsuwa. - Chłopak patrzył na mnie z uśmiechem, a ja nie wierzyłam, że ze mną rozmawia. Nie spodziewałam się, że będzie o mnie pamiętał, a co dopiero… czekał? Na to wyglądało. Skąd wiedział, że 3 dni temu mnie tu nie było? Czyżby bywał tu codziennie? W końcu udało mi się pozbierać i odwzajemniłam jego uśmiech.
    - Sugerujesz, że jestem Ci coś winna, za taką zniewagę? - Rachel zaśmiał się.
    - Ah, pięknie to ujęłaś.
    - No skoro takie są zasady. - Uśmiechnęłam się. - Co powiesz na drinka?
    - Hmm, że to dobry początek. - Gestem zawołałam Marka, który akurat stał po drugiej stronie baru.
    - Początek? Czego tak właściwie oczekujesz? - Chłopak tylko wzruszył ramionami z uśmiechem. Co prawda jego spojrzenie nie sugerowało jasno, że to czego oczekuje to seks, ale mimo wszystko moja duma chciała sprowadzić go na ziemię. Tak na wszelki wypadek. Jednak przerwał mi Mark.
    - Val, jeszcze raz to samo?
   - Tym razem on wybiera. - Kiwnęłam głową na bruneta i uśmiechnęłam się. Chłopak zamówił nam kolejkę wódki. No okej, niech mu będzie. Chciałam wrócić do naszej rozmowy jednak Rachel zmienił temat.
    - “Val” to ciekawe imię.