sobota, 23 listopada 2024

6. I can't save you if you don't let me

            Obudziła się i zdezorientowana rozejrzała po pokoju. W pierwszej chwili nie wiedziała gdzie jest, jednak szybko przypomniała sobie wczorajszy wieczór. Usiadła na łóżku i spojrzała na zegarek, 13:20. Dosyć późno, choć ostatnimi czasy rzadko wstawała wcześniej. Zaczęła się zastanawiać co zrobić teraz. Rozmyślania przerwało jej szczekanie psa. Wyjrzała przez okno i zobaczyła Jeffa idącego w kierunku domu z plecakiem na ramieniu. Zwierze oparte na płocie czekało na swojego właściciela wesoło merdając ogonem. Psina nie był duży, raczej średnich rozmiarów, najprawdopodobniej kundel. Był cały czarny, prócz lewego ucha które było bielutkie. Miał piękne brązowe, błyszczące oczy. Chłopak otworzył furtkę, przy której już czekało uradowane zwierzę. Pies zaczął skakać i szczekać wesoło. Brunet pogłaskał go i coś powiedział jednak Angie nie słyszała co. Przyglądała się jak Jeff zmierza w stronę drzwi wraz ze swoim towarzyszem i zastanawiała się czy i ona mogłaby mieć takie życie. Mieć normalną rodzinę, psa, ładny dom z zadbanym ogródkiem. Teraz to już chyba niemożliwe. Po tym co przeszła i co na pewno jeszcze będzie musiała przejść, to przegrana sprawa. Zawsze będą dręczyć ją wspomnienia. Dobrze wiedziała, że przenigdy nie zazna sielankowego życia. Jednak mimo iż była o tym przekonana zawsze wypierała takie myśli.




piątek, 22 listopada 2024

5. Those scars on your wrists are the mark of the world

            Obudziła się nieco zdezorientowana, z poczuciem wszechobecnego bólu. Nie pamiętała co prawda co wydarzyło się wczoraj, jednak biorąc pod uwagę fakt, że leżała w łóżku cała obolała i naga nie musiała wysilać wyobraźni. Łzy wypełniły jej oczy, a po chwili spływały po jej policzkach. Zauważyła, że ostatnio często jej się to zdarzało, zauważyła również, że ostatnimi czasy ojczym bił ją coraz częściej i był zdecydowanie bardziej brutalny. Czy to dlatego, że rzadziej bywała w domu? Czy to jest przejściowe, czy już tak zostanie, a może będzie jeszcze gorzej? Nie potrafiła odpowiedzieć na żadne z tych pytań, przez co dręczyły ją jeszcze bardziej. W końcu po dłuższych zmaganiach udało jej się podnieść i powoli ruszyła w kierunku drzwi. Stanęła przed wejściem do pokoju i chwile nasłuchiwała, kiedy nie usłyszała żadnego dźwięku, stwierdziła że jest sama. Otworzyła drzwi i powoli, chwiejnym krokiem ruszyła w stronę łazienki. Cały czas trzymała się ściany bojąc się że się przewróci, a podejrzewała, że nie będzie w stanie wstać po raz drugi. Kiedy udało jej się dotrzeć do toalety, weszła pod prysznic i włączyła wodę. Po gorącym prysznicu wyszła z łazienki nie chcąc nawet patrzeć na swoje odbicie w lustrze. Wiedziała, że wygląda teraz wyjątkowo żałośnie.



4. I know how you feel inside, I've been there before

            Kolejny tydzień cała czwórka spędziła głównie u Olivii. Pod nieobecność jej rodziców właśnie tam imprezowali właściwie codziennie. Słuchając muzyki, oglądając telewizję i pijąc. Angie jak zawsze nie odzywała się za bardzo i nie mogła powiedzieć, że zostali przyjaciółmi, ale ich relacje zdecydowanie się ociepliły. Jeffrey nawet kilka razy próbował nawiązać jakąś rozmowę, ale dziewczyna zawsze była tym tak speszona, że konwersacja szybko się kończyła. Choć William nadal jej docinał i to zdecydowanie częściej niż pozostałej dwójce, to docinki te były znacznie lżejsze niż poprzednio i raczej nie padały już w nich wyzwiska. Sam nie był do końca pewien skąd brała się ta zmiana nastawienia. Ani razu ze sobą nie rozmawiali, dziewczyna w ogóle rzadko kiedy się odzywała, więc na pewno nie mógł powiedzieć, że ją polubił. Zawsze była tak potwornie smutna, że można było dostać depresji od samego patrzenia. Choć przecież nie był to pierwszy raz kiedy zwrócił na to uwagę, była taka odkąd pamiętał. To co zaobserwował u dziewczyny po raz pierwszy przez ten tydzień to, że ten smutek nigdy nie znikał. Jej uśmiech nigdy nie sięgał oczu, nawet kiedy żartowała z Liv w oczach nadal miała tą smutną rezygnację. Może przez to było mu jej zwyczajnie żal.



3. Maybe you'll drink those tears away

            Szli ulicą, Olivia jak zwykle cały czas gadała, jednak żadne z towarzyszy jej nie słuchało. Pogrążeni we własnych myślach szli za dziewczyną nie zwracając na nic uwagi. Zatrzymali się przed monopolowym, a brunetka zebrała „zamówienia” przyjaciół, po czym ruszyła do sklepu. Kiedy wróciła zastała swoich znajomych, tak jak ich zostawiła. Ani dziewczyna, ani chłopak nie ruszyli się nawet o krok.
    - Niesamowite! Obydwoje nadal żyjecie. - Zawołała Olivia ze śmiechem, a po chwili dodała: - Czyli jednak można was zostawić samych. - Will miał ręce wciśnięte w kieszenie kurtki, patrzył na nią jednak zdecydowanie nie było mu do śmiechu. Natomiast Angie stała kawałek dalej tępo wpatrując się w ziemię. W tym momencie była na zupełnie innej planecie. - Hej, co wy macie takie grobowe miny? Idziemy się bawić, a nie na pogrzeb. - To również niewiele dało, zrezygnowana dodała więc: - Dobra, whatever. Idziemy?
    - Ta - Odpowiedział Will. Jednak szatynka nie odezwała się, nadal była całkowicie nieobecna. 
    - Heeej. Żyjesz? - Przyjaciółka stanęła przed nią i pomachała jej ręką przed oczami. W tym momencie dziewczyna ocknęła się i patrząc na Liv zdezorientowanym spojrzeniem powiedziała:
    - Co? Sorry wyłączyłam się na chwilę.
    - Idziemy?
    - Ah, tak.
        Wszyscy ruszyli przed siebie w nieznanym Angie kierunku. Ta podążała za nimi trzymając się kilka kroków z tyłu.




2. I see you standin’ on your own

        Rano obudził ją krzyk:

- Wstawaj do cholery. Zapierdalaj do sklepu i kup coś do żarcia, a przede wszystkim to piwo się skończyło, więc rusz łaskawie dupę! - krzyknął po czym zrzucił ją z łóżka.

Ledwo była w stanie się ruszyć, podniosła się najszybciej jak mogła i zmieniła ubrania na pierwsze lepsze jakie zobaczyła. Zeszła na dół, w kuchni na stole leżało trochę pieniędzy. Wzięła je i schowała do kieszeni, założyła kurtkę i buty. Nie miała pieniędzy na zbyt duże zakupy, więc kupiła tylko trochę podstawowych produktów. 

Po powrocie rozpakowała wszystko i spojrzała na zegarek, który pokazywał 14:20. Szybko przyrządziła prosty obiad. Jeden talerz postawiła na stole w kuchni, drugi wzięła ze sobą i szybkim krokiem weszła po schodach. Zamknęła drzwi swojego pokoju i usiadła przy biurku. Jedząc spoglądała przez okno, choć myślami była już daleko. W innym domu, w innej rodzinie, w zupełnie innym życiu. Po skończonym posiłku, poszła wziąć prysznic, starając się zmyć wspomnienia poprzedniego dnia i rozluźnić obolałe ciało. Wychodząc z łazienki usłyszała trzask drzwi wejściowych. Ojczym musiał widocznie gdzieś wyjść, co zdarzało się bardzo często i niezmiernie cieszyło dziewczynę. Założyła luźne spodnie i ciemną koszulkę z krótkim rękawem, która kiedyś miała z przodu nadruk, jednak teraz był on niemal całkiem sprany.






1. I got nowhere to be

Liv rzadko wstawała wcześniej niż przed południem i zdecydowanie nie lubiła kiedy się ją budziło.  Angie stwierdziła więc, że może być jeszcze za wcześnie na odwiedziny. Poszła najpierw na spacer popijając piwo. Świeże powietrze działało doskonale w odganianiu nieprzyjemnych myśli. Chodziła dosyć długo po pobliskim lesie, z pewną fascynacją oglądając otaczającą ją scenerię. Zaczynało już robić się gorąco, więc stwierdziła, że na pewno dała przyjaciółce wystarczająco dużo czasu na sen i już wkrótce była pod jej drzwiami. Zapukała i czekała aż ktoś otworzy. Po chwili w progu stanęła mama jej przyjaciółki. Miła, przyjemna, troskliwa kobieta po czterdziestce. Liv była do niej bardzo podobna, szczególnie na starych zdjęciach, które kiedyś oglądały. 
- Dzień dobry. Jest Olivia?
- Dzień dobry, Angie. Miło Cię widzieć. Tak, wejdź, zawołam ją. Właśnie miałyśmy siadać do stołu. - powiedziała i ciepło się uśmiechnęła.
Dziewczyna weszła do domu i rozejrzała się. Mimo że odwiedzała Liv, niemalże codziennie i tak zawsze dokładnie przyglądała się wnętrzu, tak jakby była tutaj po raz pierwszy. Może to dlatego że u niej w domu było inaczej. Tutaj od progu czuło się rodzinną atmosferę. Przypominało jej to czasy kiedy mama jeszcze żyła, wtedy jej dom również tak wyglądał. Na ścianach wisiały zdjęcia i obrazy, z kuchni zawsze dochodziły przepiękne zapachy świeżo przygotowanego jedzenia i wypieków.