8. All I ever wanted was for you to know that I care

  Po skończeniu rozmowy z pielęgniarką podszedł do drzwi i zajrzał przez okienko. Angie spała. Usiadł więc pod drzwiami i oparł głowę o ścianę. Wszystkie wydarzenia ostatnich dni wracały do niego po raz kolejny.
    Nagłe pukanie do drzwi oderwało go od lektury. Zdziwiony spojrzał na zegarek, którego wskazówki powoli lecz pewnie zbliżały się do 12. Północ to zdecydowanie dziwny czas na niezapowiedziane wizyty. Z pewną dozą i ciekawości i irytacji odłożył książkę i wstał z fotela. Szedł w stronę drzwi, a w tle Pink Floyd uporczywie pytało „Jak się czujesz?”. Otworzył drzwi, a w progu zobaczył ostatnią osobę jakiej się spodziewał.
    - Bill? Wiesz, że zawsze jesteś u mnie mile widziany, ale przyznam, że jest trochę późno.
       - Tak, wiem. Przepraszam, że Ci przeszkadzam o tej godzinie. Mogę wejść?
    - Pewnie. Coś się stało? – Przepuścił go w drzwiach, wskazując jeden z foteli. Mężczyzna zdjął kapelusz i posłusznie usiadł na wskazanym miejscu. Kiedy Jim do niego dołączył ten westchnął głęboko.
    - Przyznam, że nie bardzo wiem jak zacząć, więc będę walił prosto z mostu. – Jego głos był spokojny, jednak momentami dało się w nim słyszeć bardzo delikatne drżenie. Jim pokiwał głową zgadzając się na takie podejście. Irytacja zniknęła i teraz ciekawość mieszała się z niepokojem, którego było coraz więcej. – Masz córkę w Indianie?
Przyczyna powagi i przybicia policjanta nieco się rozjaśniła. Bill był bardzo rodzinnym człowiekiem, sam miał 6 dzieciaków i kochał ich nad życie. Jeśli więc dowiedział się o córce znajomego porzuconej kilka stanów dalej na pewno nie był zadowolony. 
    - Tak. Raczej tylko teoretycznie, ale tak. – Chciał się wytłumaczyć, jednak zanim zaczął mówić dalej szeryf uniósł dłoń aby go zatrzymać. 
    - Dostaliśmy telefon. Szukali jej ojca, stwierdziłem, że najlepiej jak sam przyjadę Ci powiedzieć. Dziewczyna jest w szpitalu, jej stan jest bardo poważny, nie wchodzili w szczegóły. Już się nią zajmują, ale chcieli żebyś przyjechał jak najszybciej, lekarze chcą z tobą porozmawiać. Dodatkowo są też formalności do uzupełnienia. – Czuł jak z każdym kolejnym słowem Billa spada głębiej i głębiej w otchłań. W końcu po dłuższej chwili zdołał zapytać:
    - A jej matka? Zgo… - policjant znów go zatrzymał.
    - Jim. Szukali najbliższej rodziny. Nie wiem więcej, lekarze i funkcjonariusze na miejscu będą mogli Ci udzielić odpowiedzi.
Czyli jej też musiało się coś stać. Może miały wypadek? Przez jego głowę przelatywało tysiące scenariuszy. Rozmyślanie jednak nic nie da. Wstał nagle. Zakręciło mu się w głowie, ale zdołał utrzymać równowagę. 
    - Muszę… muszę… gdzie moje kluczyki? – Mówił ledwie słyszalnym głosem, gorączkowo przeszukując pokój.
    - Jim. Jim. Przestań. – Bill chwycił go za ramię. – Nie jesteś w stanie teraz nigdzie jechać. Odwiozę Cię na lotnisko, tylko spakuj torbę, możesz tam być dłużej.
Chciał protestować, jednak po momencie namysłu uznał, że to rzeczywiście najlepszy plan działania. Błyskawicznie wrzucił do torby podróżnej trochę ubrań, nie bardzo wiedząc co w ogóle pakuje, zabrał dokumenty i trochę odłożonych pieniędzy i już niedługo siedział w radiowozie, który pędził na najbliższe lotnisko. 
      Obudził go dźwięk tłuczonego szkła. Powoli rozejrzał się wokół jednak nikogo nie zobaczył, któraś z pielęgniarek musiała coś upuścić. Rzeczywiście niewysoka, czarnowłosa kobieta w mundurku przeszła przez korytarz z miotłą i szufelką w dłoni. Westchnął i znów zajrzał do dziewczyny. W delikatnym świetle wpadającym do pokoju widział jak jej klatka piersiowa powoli unosi się i opada. Próbował znaleźć między nimi choć jedna wspólną cechę jednak nie był w stanie. Dziewczyna wyglądała zupełnie jak jej matka. Uznał to za wręcz poetyczny obraz przepaści jaka ich dzieliła. 
Znów usiadł na krześle i zamykając oczy pozwolił napłynąć kolejnym wspomnieniom. 
      - Policja znalazła dziewczynę mocno krwawiącą, zgłosili to karetce, która od razu ruszyła do przypadku. Policjanci przystąpili do pierwszej pomocy. Ambulans przewiózł ją do naszego szpitala. Była nieprzytomna, miała złamaną rękę i głęboką ranę ciętą na brzuchu oraz wiele siniaków na całym ciele, które sugerowały wystąpienie krwotoku wewnętrznego. Od razu zajęliśmy się ustabilizowaniem jej. Podaliśmy jej krew, oraz operowaliśmy by opanować krwotok. Przeprowadziliśmy badania laboratoryjne  – Lekarz zaczął wymieniać wszystkie testy jakie zrobili i rożne ich wyniki, które nic mu nie mówiły. Miał ochotę krzyknąć, żeby ten się zamknął. Irytował go jego spokojny ton. Wziął jednak głęboki oddech i w końcu przerwał.
    - Doktorze, czy ja wyglądam na kogoś komu to wszystko by coś mówiło? Chcę tylko wiedzieć co z moją córką. W normalnym języku. – Lekarz spojrzał na niego dłuższą chwilę, nie był zaskoczony tą odpowiedzią. Westchnął głęboko.
    - Jak powiedziałem wcześniej – stan Angie był bardzo poważny. Udało nam się go ustabilizować, niestety nie oznacza to, że wróci do pełni zdrowia. Kości ręki są już nastawione prawidłowo, a operacja zakończyła się pomyślnie. Jednak jest bardzo wychudzona i niedożywiona, przez co organizm jest słaby i może nie radzić sobie z ranami tak jak byśmy chcieli. Teraz znajduje się na oddziale intensywnej terapii. Nadal dokładnie monitorujemy jej stan i podajemy morfinę na obecny ból, pozostaje nam jedynie czekać na zmianę lub przebudzenie. Obiecuję, że zrobimy wszystko żeby jej pomóc.
Nie mógł oddychać. Czuł się jakby każde słowo lekarza wbijało kolejne ostrze w jego klatkę piersiową. Był zły na Lisę, na jej faceta, na siebie, na wszystkich. Nie wiedział tylko na kogo bardziej. Gdyby tylko bardziej starał się utrzymywać z nią kontakt. Może do niczego by nie doszło. W pomieszczeniu zapadła chwila ciszy. Zdecydowanie pozostawiona specjalnie aby dać mu czas się pozbierać. W końcu znów odezwał się głos, tym razem kobiecy. 
    - Jest jeszcze jedna kwestia. Nie dowiemy się więcej dopóki Angie się nie obudzi, jednak powinien Pan mieć cały obraz sytuacji. – Spojrzał na nią nie wiedząc czy będzie w stanie znieść więcej wiadomości, jednak zachował milczenie czekając aż będzie kontynuowała. – Chodzi o stan psychiczny Angie. Wśród jej ran są również takie, które zdecydowanie nie zostały zadane przez osobę trzecią. Ma również wiele blizn tego samego rodzaju. Dodatkowo jej ekstremalne wychudzenie, może wskazywać na poważne zaburzenia psychiczne, jak anorexia. Z naszej strony postaramy się zapewnić jej wizyty psychologiczne i możliwie najlepszą opiekę, jednak warto zastanowić się nad umieszczeniem jej na oddziale psychiatrycznym.
       Odstawił kubek kawy na stolik, jednak nie spuścił z niej wzroku. Patrzył jak w papierowym kubeczku tworzyły się małe kręgi. Słowa pielęgniarki nadal huczały w jego głowie, mimo mijających dni. Chciał aby Angie dostała wszelką pomoc jakiej może potrzebować. Biorąc to pod uwagę pobyt w psychiatryku może być dobrym pomysłem, jednak co jeśli nie będzie chciała się na to zgodzić? Z jednej strony czuł, że powinien zrobić to co będzie uważał za najlepsze, z drugiej, że nie ma prawda podejmować takich decyzji w jej imieniu. Chciał z nią o tym porozmawiać, ale raz za razem unikał tematu. Po zastanowieniu był zmuszony przyznać przed samym sobą, że się boi. W końcu jakie prawo ma do podejmowania za nią decyzji czy prawieniu jej morałów. Bał się co może od niej usłyszeć jeśli zbytnio się będzie narzucał. Dziewczyna raczej się nie odzywała, nie był pewien dlaczego. Może spowodował to szok, może strach przed ojczymem, może złość na niego. Kiedy tak nad tym rozmyślał podeszła do niego idealna okazja. Kobieta miała brązowe włosy związane w kitkę, okulary w jasnych oprawkach i beżową garsonkę. Przedstawiła się, powiedziała, że jest psychologiem i chciałaby porozmawiać z Angie. Cóż za perfekcyjny moment żeby poprosić o pomoc. Kobieta słuchała go przez chwilę, zastanowiła się po czym postanowiła, że wspólna rozmowa może być bardzo przydatna, ale tylko jeśli Angie  się na nią zgodzi. Pierwsza weszła do pokoju i poprosiła żeby chwilę poczekał. Spodziewał się, że szatynka może odmówić, zdenerwowany przestępował z nogi na nogę w oczekiwaniu. Jednak po chwili został zaproszony do środka.
    - Angie, pozwolę sobie zacząć od pytania: jak się czujesz?
    - Okej. – dziewczyna odpowiedziała szybko, odruchowo, nie patrzyła na żadne z nich.
    - Czy mogłabyś powiedzieć coś więcej o swoim samopoczuciu? – Szatynka lekko wzruszyła ramionami i skrzywiła się kiedy jej ciało zareagowało bólem na ten nagły ruch. Chwilę milczała, a w końcu odparła:
    - A co mam powiedzieć? Jestem zmęczona, i wszystko mnie boli.
    - No dobrze, jeśli potrzebujesz większą dawkę leków przeciwbólowych możesz powiedzieć o tym pielęgniarce, ona będzie mogła pomóc. A pomijając zdrowie fizyczne, co z twoim samopoczuciem?
    - Jestem w szpitalu, jest nudno jak cholera i nie wiem co dalej, chyba każdy by się miał tak samo.
Nadal unikała kontaktu wzrokowego, jej słowa można by uznać za raczej dosyć standardową postawę nastolatki, jednak jej ton był zupełnie bezbarwny. W ten sam sposób mogłaby udzielić informacji o wczorajszym meczu, czy wygłosić wykład z historii. 
    - Masz rację. Dla każdego byłaby to trudna sytuacja. Powiedz mi proszę, czy jeśli wiedziałabyś już „co dalej” to byłoby pomocne? – dziewczyna znów wzruszyła ramionami tym razem bardzo delikatnie.
    - Może.
    - Dobrze w takim razie postaramy się  to dziś ustalić. Ale żeby zdecydować o przyszłości trzeba najpierw porozmawiać o przeszłości. Twój tata chciałby opowiedzieć Ci sytuację ze swojej perspektywy. Zechciałabyś go wysłuchać? – Szatynka prawie niezauważalnie kiwnęła głową, na co kobieta spojrzała na Jima wyczekująco.
    - Angie posłuchaj… ja… cholera, nie wiem od czego zacząć. – Wziął kilka głębokich wdechów żeby się uspokoić. - Prawda jest taka, że nigdy Cię nie zostawiłem, to znaczy, no nie chciałem. Zobaczyłem, że mój związek z Lisą nie ma sensu, ciągle tylko się kłóciliśmy, dla nikogo to nie było dobre, więc odszedłem. Ale nigdy nie miałem zamiaru Cię porzucić. Złapałem pracę w Chicago i musiałem wyjechać. Codziennie dzwoniłem, ale Lisa nie pozwalała mi z tobą porozmawiać. Przez lata wysyłałem pieniądze, prezenty, listy. Większość była odesłana z powrotem. Co się stało zresztą nie wiem. Podczas jednej z kłótni Lisa powiedziała, że wszystko wyrzuciła, ale czy to prawda – wzruszy ramionami i wziął kolejny głęboki oddech. – Miałaś jakoś 6 lat czy coś takiego jak przyjechałem do Lafayette kłócić się znowu żeby Cię zobaczyć. Podjechałem pod dom i zobaczyłem jak całą trójką ganiacie się po ogrodzie. Śmiałaś się jak oszalała – uśmiechnął się na to wspomnienie – aż nie mogłaś złapać oddechu. Obserwowałem was jakiś czas. W tle pachnący grill, Lisa wyszła z domu z gorącym ciastem, ktoś szedł w waszą stronę z wesołym powitaniem. Wszystko to było jak z obrazka. – westchnął głęboko. – No i uznałem, że Lisa może mieć rację. Byłaś szczęśliwa, niczego wam nie brakowało, nie byłem Ci potrzebny. Może rzeczywiście lepiej dla Ciebie, że mnie nie ma. W końcu odjechałem. – Zapadła chwila milczenia. – Wiem, że mnie to nie usprawiedliwia. Powinienem był skontaktować się z tobą kiedy byłaś już starsza, pozwolić Ci samej zdecydować… ale cóż… bałem się. Dopóki się nie skontaktowaliśmy mogłem sobie nadal wyobrażać wspólnie spędzany czas i w ogóle. Nie chciałem stracić i tego. Co stało się z Lisą dowiedziałem się dopiero jak przyjechałem.
Dziewczyna kiwnęła delikatnie głową, ale nie był pewny czy to miała być odpowiedz na to co powiedział. Psycholożka starała się poruszyć z nią jeszcze inne tematy, jednak dziewczyna już niewiele się odzywała.
        Kolejnego dnia wizytę złożyli jej policjanci. Oni również poprosili o pomoc psychologa, a Angie zgodziła się aby i on został. Funkcjonariusze szybko przeszli do rzeczy, zaczęli zadawać pytania o jej ojczyma i to co wydarzyło się ostatnio. Zaczęła więc opowiadać wszystko dokładnie tak jak się wydarzyło. Potok słów wylał się z niej z poczuciem ulgi i nie była w stanie go powstrzymać. Mówiła o wszystkim co pamiętała od śmierci mamy.
      Gdzieś w połowie tej opowieści jej ojciec wstał z krzesła i powolnym krokiem podszedł do okna. Odwrócił się tyłem do całej reszty i ze skrzyżowanymi rękami wpatrywał się w krajobraz. Z boku mogło to wyglądać na brak zainteresowania, jednak w rzeczywistości nie chciał, żeby Angie zobaczyła łzy spływające po jego policzkach.
Kiedy skończyła policjanci zadali jej jeszcze kilka pytań, które doprecyzowywały wydarzenia, a kiedy skończyli zwrócili się trochę do Angie a trochę do jej ojca.
    - Dobrze, to chyba tyle. Dziękujemy. Będziemy jeszcze w kontakcie, możliwe że będziemy potrzebować jeszcze jakiś dodatkowych informacji. - Z twarzą pełną politowania pożegnali się z nią i życzyli zdrowia.
        Minął kolejny dzień, potem następny, okazało się, że lekarz miał rację, Angie była mocno niedożywiona, przez co jej rany nie goiły się tak dobrze jak by wszyscy chcieli. Szybko jednak okazało się jednak, że jej stan psychiczny nie miał z tym nic wspólnego i dziewczyna z chęcią jadła wszystko co zostało przed nią postawione. Ciężko było czuć się z tego powodu dobrze, bo oznaczało to, że dziewczyna już dłuższy czas żyła w warunkach gdzie jedzenie nie było codziennością. Miał wrażenie, że każda dobra wiadomość jest zawsze słodko-gorzka. Dziewczyna, którą widywał już wcześniej przychodziła codziennie i zostawała tak długo jak pozwoliły jej pielęgniarki. Nie miał nic przeciwko temu, był to jedyny fragment normalności, której Angie z pewnością teraz potrzebowała. Brunetka czasem przychodziła z chłopakiem, średniego wzrostu, o czarnych włosach był uprzejmy, ale z tego co zauważył raczej małomówny. Czasem obserwował ich przed okienko, okazjonalnie udawało im się nawet wywołać uśmiech u Angie a widok ten znaczył dla niego więcej niż cokolwiek innego. 
      Stał przy automacie czekając na swoją kawę kiedy zobaczył jak dwójka znajomych idzie korytarzem w stronę wyjścia. Przyspieszył kroku, żeby ich dogonić.
    - Hej, czekaj. – Pierwsza odwróciła się dziewczyna, zatrzymała się z raczej niezbyt zadowoloną miną.
    - Co?
    - Jesteś przyjaciółką Angie, prawda?
    - No i co? – „Nie ma co, dziewczyna jest przyjemna jak stado os.”
    - Chciałem dać jej jakiś prezent, coś żeby poprawić jej humor. Ty zdecydowanie znasz ją lepiej, więc może wiesz co by jej się spodobało?
Dziewczyna prychnęła. Była zła. Angie nie byłaby teraz w szpitalu gdyby jej nie porzucił. Wiedziała, że tak naprawdę sytuacja była bardziej skomplikowana, jednak w tym momencie złość zasnuła tą logiczną i bardziej empatyczną część jej myśli. W pierwszej chwili miała nie odpowiadać, tylko odwrócić się i iść dalej, jednak po chwili zmieniła zdanie. Stwierdziła, że dobitne pokazanie w jakim miejscu znajdowała się Angie ostatnimi czasy będzie bardziej bolesne. 
    - Ostatnio wyjątkowo bardzo pasowała jej wódka. Rzadko widywałam ją trzeźwą, także stawiałabym na procenty, im więcej tym lepiej. – Po tych słowach odwróciła się i ruszyła z chłopakiem w swoją stronę.
Rzeczywiście trafiła w dziesiątkę, słowa te zakuły wyjątkowo mocno. Jim westchnął głęboko, próbując utrzymać wszelką powagę i ruszył z powrotem w stronę wejścia do szpitala. Nagle z ciemności odpowiedział mu niski głos i kłąb papierosowego dymu.
    - Ja bym postawił na słodycze. Szczególnie celowałbym w czekoladę. – Chłopak stał w miejscu, w którym było zbyt ciemno żeby móc się mu przyjrzeć. Po tych słowach tajemniczy głos wyrzucił jarzącego się jeszcze peta na ziemie i ruszył w tym samym kierunku co tamta dwójka. Jednak nie dogonił ich, tylko wcisnął ręce w kieszenie jeansowej kurtki i przeszedł na drugą stronę ulicy.
        Kolejne dni mijały powoli, boleśnie. Jak tylko mógł starał się zmniejszyć dzielącą ich przepaść, choć trochę. Próbował z nią rozmawiać, jednak były to raczej monologi. Przynosił jej małe prezenty, których nie odmawiała, ale też nie przyjmowała z ochotą -  na co miał nadzieje. Czekolada którą przyniósł dwa dni temu wciąż leżała na szafce obok łóżka, nadal zamknięta, miał wrażenie, że kiedy ją przyniósł położył ją dokładnie w tym samym miejscu. Z pomocą psycholożki udało mu się ustalić, późniejszy pobyt Angie w szpitalu. Dziewczyna odebrała to jak wszystko inne - nie okazując żadnych emocji. Z równym entuzjazmem przystała na zamieszkanie z nim. Zgodziła się też ze stwierdzaniem, że „zmiana miejsca może pozytywnie na nią wpłynąć”. Cieszyło go to, dzięki temu mógł zabrać ją do domu od razu ze szpitala, uniknęli niepotrzebnych wizyt w sądach, a Angie nie groził pobyt w żadnym domu zastępczym. Wysłuchała też trochę o sprawach sądowych, które z pewnością się odbędą, w związku z aresztowaniem jej ojczyma, streścił jej rozmowę z prawnikiem i poinformował, że będzie musiała zeznawać. Była to jedyna wiadomość, która wywołała reakcję. Dziewczyna podniosła głowę i spojrzała na niego oczami pełnymi przerażenia. Wiedział, że to spojrzenie zapamięta do końca życia.

Brak komentarzy:

Prześlij komentarz