poniedziałek, 14 lipca 2025

Hey, hi, hello

To by było na tyle poprawiania, skończył mi się materiał źródłowy. Zajęło to o wiele więcej czasu niż planowałam. Niestety życie trochę mi weszło w paradę, a oprócz tego My Sweet, Lovely Rose pisałam w gruncie rzeczy od zera, bo nie dało się tego inaczej uratować. Mam jeszcze kilka fragmentów, które planuje kiedyś wykorzystać, ale nie sklecę z nich następnego rozdziału.

Mam kilka rozdziałów zaczętych, ale nieco nie po kolei, więc ciężko mi powiedzieć, kiedy pojawi się kolejny. W przyszłości chciałabym je wstawiać choć trochę regularnie, ale nie mam zamiaru nic obiecywać, bo dobrze wiem jak to u mnie jest z regularnością.

Wygląda na to, że jakieś osoby się tutaj pojawiają. Mam nadzieję, że moje skrobanie czyta się choć trochę okej i nie marnuje waszego czasu. 

10. And rivers made from wine so clear, flow on and on forever

Po przejściu przez ulicę i podwórko pełne śmieci stanęłyśmy pod drzwiami. Nacisnęłam dzwonek, który nie wydał z siebie żadnego dźwięku. Zapukałam więc i czekałyśmy aż ktoś otworzy. Po dłuższej chwili zapukałam jeszcze raz, tym razem głośniej. Nic to nie dało, spojrzałam na Kate z zaskoczeniem. W mieszkaniu panowała zupełna cisza. Nie było słychać rozmów, ani muzyki. Czy to możliwe, żeby nas zaprosili po czym wyszli? W końcu już trochę wkurwiona zaczęłam walić w drzwi. Dopiero to przyniosło efekt. Usłyszałyśmy krzyk z wnętrza budynku.
- Kurwa jego mać może by ktoś ruszył dupę otworzyć te pieprzone drzwi?! - Od razu rozpoznałam ten charakterystyczny głos.
Po chwili drzwi otworzył, a właściwie prawie wyrwał z zawiasów, nie kto inny jak wkurwiony Axl. Patrzył się na nas swoimi wściekłymi, zielonymi oczami. Zaczęłam się zastanawiać czy on w ogóle kiedykolwiek nie krzyczy i nie ma w oczach tej żądzy mordu. Nie bardzo wiedziałam co powiedzieć. Jeszcze niedawno stał w moich drzwiach i wyglądał jakby chciał mnie zabić, teraz zresztą wyglądał tylko nieco mniej morderczo. Nie wiedziałam czy lepiej milczeć czy może powinnam się jednak przywitać i wytłumaczyć naszą obecność. W końcu może Duff nie wspomniał im, że przyjdziemy. Nie dane mi było podjąć decyzji.