Znów przespałam całą podróż jednak tym razem obudziłam się jeszcze bardziej zmęczona. Ból głowy też zrobił się znacznie gorszy. Nie miałam przy sobie żadnych leków przeciwbólowych, także jako pierwszą muszę zlokalizować aptekę. Na lotnisku zapytałam o nią kobiety w punkcie informacji, która nie wyglądała na zbyt pewną tego co mówi. Może po prostu chciała się mnie pozbyć, nie zaszkodzi spróbować iść za jej instrukcjami. Szłam więc zatłoczonymi ulicami, a ludzie patrzyli na mnie albo z politowaniem albo z pogardą. Nie powiem, żebym jakoś bardzo im się dziwiła, w pewnym momencie zobaczyłam swoje odbicie w jednej z witryn i się przeraziłam. W końcu udało mi się znaleźć upragniony budynek. Połknęłam dwie tabletki naraz. Próbowałam złapać taksówkę nie marząc o niczym innym jak tylko znaleźć się w łóżku. Wtedy przypomniałam sobie, że przecież najpierw muszę odebrać klucze.
Kurwa…
Podałam taksówkarzowi adres biura pana Moore’a. Kiedy dojechaliśmy wyjaśniłam, że muszę wejść tylko na chwilę i zapytałam czy mógłby poczekać. Po jego minie spodziewałam się, że odmówi, jednak spojrzał na mnie i się zlitował. Po chwili znów siedziałam w samochodzie podając adres mojego nowego domu. Jak się okazało, było to ładny kawałek, w dodatku utknęliśmy w korkach.