wtorek, 10 grudnia 2024

4. Where will I be this time tomorrow? Jump in joy or sinking in sorrow?

            Znów przespałam całą podróż jednak tym razem obudziłam się jeszcze bardziej zmęczona. Ból głowy też zrobił się znacznie gorszy. Nie miałam przy sobie żadnych leków przeciwbólowych, także jako pierwszą muszę zlokalizować aptekę. Na lotnisku zapytałam o nią kobiety w punkcie informacji, która nie wyglądała na zbyt pewną tego co mówi. Może po prostu chciała się mnie pozbyć, nie zaszkodzi spróbować iść za jej instrukcjami. Szłam więc zatłoczonymi ulicami, a ludzie patrzyli na mnie albo z politowaniem albo z pogardą. Nie powiem, żebym jakoś bardzo im się dziwiła, w pewnym momencie zobaczyłam swoje odbicie w jednej z witryn i się przeraziłam. W końcu udało mi się znaleźć upragniony budynek. Połknęłam dwie tabletki naraz. Próbowałam złapać taksówkę nie marząc o niczym innym jak tylko znaleźć się w łóżku. Wtedy przypomniałam sobie, że przecież najpierw muszę odebrać klucze. 
        Kurwa…
        Podałam taksówkarzowi adres biura pana Moore’a. Kiedy dojechaliśmy wyjaśniłam, że muszę wejść tylko na chwilę i zapytałam czy mógłby poczekać. Po jego minie spodziewałam się, że odmówi, jednak spojrzał na mnie i się zlitował. Po chwili znów siedziałam w samochodzie podając adres mojego nowego domu. Jak się okazało, było to ładny kawałek, w dodatku utknęliśmy w korkach.



piątek, 6 grudnia 2024

3. Bottoms up

            Szłam już jakiś czas, albo w najbliższej okolicy nie było żadnych lokali albo poszłam w całkiem złym kierunku. W końcu moim oczom ukazała się pizzeria. Nie wyglądała jakby za chwilę miał ją zamknąć sanepid, a w środku było nawet parę osób, więc stwierdziłam, że może być. Z resztą byłam już tak głodna, że karaluchy mogłyby tańczyć walca na stole, a i tak bym to zignorowała. 
        Okazało się, że był to świetny wybór. Jedzenie było naprawdę pyszne, także na pewno wrócę tu w przyszłości. Wyszłam z restauracji i ruszyłam dalej zatłoczonymi ulicami paląc papierosa. Dotarłam do jakiegoś parku, chwilę chodziłam krętymi alejkami, a później usiadłam na ławce i patrzyłam na dzieci bawiące się na placu zabaw. Zaczęłam wspominać czasy kiedy sama byłam dzieckiem. Pamiętam jak chodziliśmy do parku całą rodziną, na samo to wspomnienie mimowolnie się uśmiechnęłam. Zawsze uwielbiałam parki, w sumie nadal tak jest. Pamiętam, że kiedy podróżowaliśmy nie mogliśmy wyjechać nie odwiedzając przynajmniej jednego. Odchyliłam głowę do tyłu zamykając oczy. Pozwoliłam wspomnieniom napływać do mojego umysłu jedno po drugim. Kiedy miałam dziesięć lat dostałam od taty na urodziny swoją pierwszą gitarę. Nauczył mnie na niej grać. Później zdecydowanie tego żałował kiedy siedziałam nad nią całymi nocami



wtorek, 3 grudnia 2024

2. Home sweet home

Miałam poprosić Letty żeby poleciała ze mną, ale zaczęła właśnie nową pracę i nie chciałam, żeby od razu ją zwolnili, bo jak tak dalej pójdzie to musiałabym zacząć ją utrzymywać. Wybrałam się więc sama. Podróż była długa i męcząca ale też ekscytująca. Miasto jest naprawdę piękne, a z każdą chwilą którą tu jestem utwierdzam się w przekonaniu, że to był najlepszy wybór. Z panem Moorem jestem umówiona jutro rano, przydałoby się przespać. Niestety we wszystkich hotelach, które nie miały cen z kosmosu, nie było już wolnych pokoi. Stwierdziłam, więc, że przejdę się po okolicy, pozwiedzam i na pewno znajdę jakiś motel niedaleko.         Chodziłam po tym jebanym mieście już chyba całe godziny. Nie wiedziałam gdzie jestem, ani gdzie idę, ale nie miałam siły żeby iść dalej. Nagle moim oczom ukazał się dość duży, piętrowy budynek z ogromnym, świecącym napisem „Motel”. Przez chwilę wahałam się czy wejść do środka, bo z zewnątrz wyglądał trochę jakby zaraz miał się zawalić. Popękane ściany, odpadający tynk i mocno zniszczone drzwi przed którymi stało kilka pustych butelek po jakimś tanim winie. W ogóle wszędzie było pełno paczek po fajkach, opakowań po pizzy, butelek po wypitych już trunkach i innych podejrzanych przedmiotów.