Lafayette, Indiana, lipiec 1978 rok
Słońce chyliło się już ku zachodowi kiedy szła polną drogą. Sama nie wiedziała dokąd idzie, po prostu szła przed siebie. Lewą dłoń przyciska do prawego przedramienia, a spod jej palców wypływała krew. Włosy przyklejały się do jej mokrych od łez policzków. W pewnym momencie zatrzymała się i usiadła na ziemi. Plecami oparła się o wielkie, rozłożyste drzewo i spojrzała w niebo. Przez jej umysł przelatywało tysiące myśli.
Choć minęło tyle lat nadal doskonale pamiętała kiedy ojczym uderzył ją po raz pierwszy. Jej mama była chora przez długi czas i chociaż większość czasu była w domu, co jakiś czas musiała jechać do szpitala. Wtedy zostawała sama z ojczymem, który na ogół dobrze się nią zajmował, przynajmniej z perspektywy czasu. Zawsze miała co jeść i prawie codziennie odwoził ją do szkoły. Czasem nawet pomagał w lekcjach, a wieczorami razem oglądali telewizję. Jednak nie zawsze było tak różowo, były momenty kiedy na nią krzyczał, czasem zaczynał czymś rzucać, strasznie się go wtedy bała. Aż pewnego dnia w końcu ją uderzył. Prosto w twarz. Aż się przewróciła. Nigdy nie była do końca pewna dlaczego nie powiedziała o tym mamie, może gdyby wtedy się przyznała wszystko byłoby inaczej. Może nic by się nie zmieniło. Może i tak zostałaby zupełnie bez nikogo tylko dodatkowo nie miałaby gdzie mieszkać. Jeśli taka była alternatywa, to chyba wolała swoją rzeczywistość. Po śmierci mamy sytuacja szybko stała się dużo gorsza, a ciosy i obelgi były chlebem powszednim. Uważała, że ojczym naprawdę musiał kochać jej mamę, skoro kompletnie się zmienił po jej odejściu. Długo zajęło jej stwierdzenie, że w ogóle się nie zmienił, a jedynie ona zawsze była nieświadoma tego co działo się w jej własnym domu. W dniu pogrzebu po prostu zastąpiła matkę. Nie wiedziała czy ta zdawała sobie sprawę z tego, że mężczyzna w końcu podniesie rękę również na jej córkę. Teraz już nigdy się nie dowie.
Choć minęło tyle lat nadal doskonale pamiętała kiedy ojczym uderzył ją po raz pierwszy. Jej mama była chora przez długi czas i chociaż większość czasu była w domu, co jakiś czas musiała jechać do szpitala. Wtedy zostawała sama z ojczymem, który na ogół dobrze się nią zajmował, przynajmniej z perspektywy czasu. Zawsze miała co jeść i prawie codziennie odwoził ją do szkoły. Czasem nawet pomagał w lekcjach, a wieczorami razem oglądali telewizję. Jednak nie zawsze było tak różowo, były momenty kiedy na nią krzyczał, czasem zaczynał czymś rzucać, strasznie się go wtedy bała. Aż pewnego dnia w końcu ją uderzył. Prosto w twarz. Aż się przewróciła. Nigdy nie była do końca pewna dlaczego nie powiedziała o tym mamie, może gdyby wtedy się przyznała wszystko byłoby inaczej. Może nic by się nie zmieniło. Może i tak zostałaby zupełnie bez nikogo tylko dodatkowo nie miałaby gdzie mieszkać. Jeśli taka była alternatywa, to chyba wolała swoją rzeczywistość. Po śmierci mamy sytuacja szybko stała się dużo gorsza, a ciosy i obelgi były chlebem powszednim. Uważała, że ojczym naprawdę musiał kochać jej mamę, skoro kompletnie się zmienił po jej odejściu. Długo zajęło jej stwierdzenie, że w ogóle się nie zmienił, a jedynie ona zawsze była nieświadoma tego co działo się w jej własnym domu. W dniu pogrzebu po prostu zastąpiła matkę. Nie wiedziała czy ta zdawała sobie sprawę z tego, że mężczyzna w końcu podniesie rękę również na jej córkę. Teraz już nigdy się nie dowie.
Często zastanawiała się też co stało się z jej ojcem. Matka nigdy o nim nie mówiła, a wszystkie jej pytania zbywała. Jedyne co wiedziała to że zostawił je zaraz po tym jak się urodziła i już nigdy więcej nie dał znaku życia. Pewnie zadawałaby więcej pytań, ale wtedy jeszcze nie miała powodów do naciskania na odpowiedzi. Byli wtedy szczęśliwi, a przynajmniej tak jej się wydawało. Jedyne co miała po ojcu to jedno zdjęcie które znalazła kiedyś przypadkiem i postanowiła zatrzymać nie mówiąc mamie. Podobno w domu było też kilka jego winyli, ale nie wiedziała, które. Teraz już nie miało to znaczenia, ojczym i tak prawie wszystkie już sprzedał.
Na początku ograniczał znęcanie się nad nią do ciosów poniżej szyi. W ten sposób nie było widać siniaków, a ona nie miała problemów z chodzeniem do szkoły. Pewnego dnia zaczął ją też gwałcić. Była zaskoczona jak ciężko było jej się po tym pozbierać. Przez tydzień nie była w stanie wyjść z domu. Później udawała, że była chora. Była to wymówka, której z czasem używała coraz częściej. Od pewno czasu nie ograniczał się już i często dostawała również w twarz. Nigdy nikomu o tym nie powiedziała, jej przyjaciółka wiele razy dawała jej szansę się wygadać, pytając dlaczego nie było jej w szkole, czy o to skąd wzięły się jej siniaki. Jednak dziewczyna nigdy nie powiedziała jej prawdy. Nie uważała żeby to miało jakoś pomóc. Bała się konsekwencji jakie by ją czekały. Dokąd by trafiła? Z czego miałaby żyć i gdzie? W dodatku nie miała pewności czy nie skrzywdziłby Olivii za udzielenie jej pomocy. Wiedziała, że był zupełnie nieprzewidywalny, niejednokrotnie się o tym przekonała. Nie mogła narazić przyjaciółki w ten sposób. Wolała żyć jako służąca i kozioł ofiarny ojczyma.
Do jej oczu napływało coraz więcej łez. Starała się powstrzymać płacz i uspokoić oddech, ale nie mogła. Oparła głowę o pień drzewa i zamknęła oczy. W końcu udało jej się opanować. Z ręki przestała lecieć jej krew, a z oczu łzy. Oddech uspokoił się. Przez krótki czas siedziała jeszcze i patrzyła w gwiazdy jednak po chwili zasnęła wyczerpana.
Obudziły ją promienie słońca, które niedawno wzeszło nad horyzont. Nie potrafiła powiedzieć ile czasu spała, nie na tyle by się wyspać, ale wystarczająco żeby mieć problem z podniesieniem się z ziemi. Już wcześniej była potwornie obolała, sen pod drzewem zdecydowanie nie pomógł. Z trudem wstała i ruszyła w kierunku domu. Po chwili usłyszała czyjeś roześmiane głosy. Kiedy przeszła jeszcze kawałek zobaczyła grupkę chłopaków z jej szkoły. Nie zauważyli jej i dalej rozmawiali. Miała na sobie podartą, zakrwawioną koszulkę i krótkie spodenki w równie kiepskim stanie. Włosy brudne, poplątane i posklejane krwią, a rękę rozciętą i całą w zaschniętej już krwi. Oczy mocno podkrążone i kilka siniaków, więc gdy tylko ich spostrzegła od razu skręciła. Nie chciała żeby ktoś ją teraz zobaczył, a już na pewno nie oni. Wystarczająco docinków słyszała każdego dnia. A żartów z jej aktualnego stanu na pewno by sobie nie darowali. Przez to, że skręciła musiała iść na około, więc do domu dotarła dopiero po prawie godzinie marszu. Ku jej zdziwieniu mieszkanie było puste. Spodziewała się kolejnej awantury, a tu taka miła niespodzianka. Zastanawiała się dokąd mógł pójść jej „kochany” tatuś. Poszła do łazienki i wzięła długi, gorący prysznic. Dokładnie umyła włosy i zmyła z siebie krew. Nucąc pod nosem poszła do swojego pokoju opatrzyła ranę na ręce i przebrała się. Ubrała na siebie jeansy i białą koszulkę. Włosy zostawiła rozpuszczone żeby szybciej wyschły. Zeszła na dół do kuchni i zajrzała do lodówki. Nie było w niej nic oprócz kilku butelek piwa. Był to raczej normalny widok w jej domu. To był zawsze najważniejszy punkt zakupów. Mogli głodować, ale zapasy alkoholu zawsze musiały być. Wyciągnęła więc jedyne, co było w lodówce. Założyła znoszone, brudne trampki, kurtkę i wraz ze swoim ,,obiadem” ruszyła do przyjaciółki.
Do jej oczu napływało coraz więcej łez. Starała się powstrzymać płacz i uspokoić oddech, ale nie mogła. Oparła głowę o pień drzewa i zamknęła oczy. W końcu udało jej się opanować. Z ręki przestała lecieć jej krew, a z oczu łzy. Oddech uspokoił się. Przez krótki czas siedziała jeszcze i patrzyła w gwiazdy jednak po chwili zasnęła wyczerpana.
Obudziły ją promienie słońca, które niedawno wzeszło nad horyzont. Nie potrafiła powiedzieć ile czasu spała, nie na tyle by się wyspać, ale wystarczająco żeby mieć problem z podniesieniem się z ziemi. Już wcześniej była potwornie obolała, sen pod drzewem zdecydowanie nie pomógł. Z trudem wstała i ruszyła w kierunku domu. Po chwili usłyszała czyjeś roześmiane głosy. Kiedy przeszła jeszcze kawałek zobaczyła grupkę chłopaków z jej szkoły. Nie zauważyli jej i dalej rozmawiali. Miała na sobie podartą, zakrwawioną koszulkę i krótkie spodenki w równie kiepskim stanie. Włosy brudne, poplątane i posklejane krwią, a rękę rozciętą i całą w zaschniętej już krwi. Oczy mocno podkrążone i kilka siniaków, więc gdy tylko ich spostrzegła od razu skręciła. Nie chciała żeby ktoś ją teraz zobaczył, a już na pewno nie oni. Wystarczająco docinków słyszała każdego dnia. A żartów z jej aktualnego stanu na pewno by sobie nie darowali. Przez to, że skręciła musiała iść na około, więc do domu dotarła dopiero po prawie godzinie marszu. Ku jej zdziwieniu mieszkanie było puste. Spodziewała się kolejnej awantury, a tu taka miła niespodzianka. Zastanawiała się dokąd mógł pójść jej „kochany” tatuś. Poszła do łazienki i wzięła długi, gorący prysznic. Dokładnie umyła włosy i zmyła z siebie krew. Nucąc pod nosem poszła do swojego pokoju opatrzyła ranę na ręce i przebrała się. Ubrała na siebie jeansy i białą koszulkę. Włosy zostawiła rozpuszczone żeby szybciej wyschły. Zeszła na dół do kuchni i zajrzała do lodówki. Nie było w niej nic oprócz kilku butelek piwa. Był to raczej normalny widok w jej domu. To był zawsze najważniejszy punkt zakupów. Mogli głodować, ale zapasy alkoholu zawsze musiały być. Wyciągnęła więc jedyne, co było w lodówce. Założyła znoszone, brudne trampki, kurtkę i wraz ze swoim ,,obiadem” ruszyła do przyjaciółki.
Brak komentarzy:
Prześlij komentarz