Londyn, 1973 rok
3 czerwiec
Ugh… znowu pada deszcz. Jesteśmy tu już trzeci dzień i ani na chwilę nie przestało. Tata obiecał, że pójdziemy do tego wielkiego parku, który widzieliśmy po drodze, ale przez deszcz nie możemy. Ciocia Janet powiedziała, że jutro na pewno będzie świecić słońce, ale ona codziennie tak mówi. Potwornie tu nudno, a Robert w kółko mi dokucza. Wczoraj zabrał mojego ulubionego pluszaka i oddał dopiero jak mama mu kazała, a później za karę nie mógł zjeść dokładki deseru. Ciocia Janet robi naprawdę dobre desery, i prawie codziennie jest inny. Mama obiecała, że weźmie od niej kilka przepisów i też będzie takie robić. Dzisiaj ma być ciasto, ciocia nazwała je Angel Food Cake. Moje ulubione ciasto to Devil’s Food Cake, więc to na pewno też będzie pycha.
Na obiedzie byli sąsiedzi cioci Janet, Państwo Hudson przyszli z synem. Saul ma tyle samo lat co ja. Jest naprawdę śmieszny i ma takie ładne włosy. Bawiliśmy się cały wieczór, później nawet Robert się do nas przyłączył. Tata powiedział, że możemy zabrać Saula na spacer po parku jak już przestanie padać.
P.S. Okazało się, że Angel Food Cake jest całkiem niepodobne do mojego ulubionego ciasta. Byłam strasznie zawiedziona.
4 czerwiec
Dzisiaj nareszcie przestało padać, więc rano poszliśmy wszyscy do parku tak jak tata obiecał. Nawet Ciocia Janet z nami była. No i zaprosiliśmy też Saula. Park jest naprawdę śliczny, chociaż nie było zbyt dużo kwiatów, a je najbardziej lubię. Bawiliśmy się w berka i karmiliśmy ptaki. Tata nawet nauczył nas wszystkich puszczać kaczki. Później poszliśmy do lodziarni, a mama pozwoliła mi wziąć aż dwie gałki! Wybrałam czekoladowy i karmelowy smak. Były pycha. Jak wróciliśmy do domu pomogłam mamie i cioci zrobić obiad. A po południu wszyscy oglądaliśmy telewizję. To był naprawdę super dzień.
5 czerwiec
Zaraz po śniadaniu rodzice kazali nam się ładnie ubrać i powiedzieli, że wszyscy jedziemy do jakiegoś muzeum. Oboje z Robertem chcieliśmy zostać w domu, ale tata się nie zgodził. Na szczęście jak wychodziliśmy zobaczyliśmy Saula, powiedział, że idzie się spotkać z kolegami i udało nam się przekonać tatę, żebyśmy mogli pójść z nim. Koledzy Saula od razu polubili Roberta, ale dla mnie nie byli zbyt mili. Chyba jednak wolałabym jechać z rodzicami nudzić się w muzeum.
6 czerwiec
Dzisiaj cały dzień było bardzo gorąco i dosyć nudno, więc po południu rodzice pozwolili nam iść do lodziarni niedaleko. Ciocia Janet wyjaśniła nam drogę i kilka razy kazała powtórzyć, żebyśmy zapamiętali i się nie zgubili. Po drodze spotkaliśmy Saula, na szczęście był bez kolegów, więc poszliśmy na lody we trójkę. Jak zjedliśmy Saul powiedział, że pokaże nam fajne miejsce, ale jak przechodziliśmy przez murek zahaczyłam o coś i rozcięłam sobie rękę. Leciała mi krew i strasznie bolało. Pomogli mi wstać, Robert zawinął swoją koszulkę dookoła rany, a Saul rozśmieszał mnie całą drogę do domu. Mama bardzo się wystraszyła i zaczęła na nas krzyczeć. Zabandażowała mi rękę i zagroziła, że więcej nigdzie nas nie puści. Tata, też był bardzo zdenerwowany. Robert uważał, że to wszystko wina Saula i był na niego bardzo zły. Nie chciał się nawet z nami bawić.
7 czerwiec
Jutro wracamy do domu. Szkoda, że nie spędzimy tu więcej czasu, ale trochę się też cieszę, bo tęsknię już za koleżankami, szczególnie za Letty. Saul przyszedł dzisiaj zapytać jak się czuję. Później postanowiliśmy pójść na spacer. Robert nie chciał iść razem z nami. Saul zaprowadził mnie do parku niedaleko. Ten nie był aż tak duży, ale było tu zdecydowanie więcej kwiatów. Było też dużo ptaków do karmienia i mogliśmy puszczać kaczki. Saul powiedział, że szkoda, że mieszkam tak daleko, gdybym mieszkała u cioci Janet na stałe to moglibyśmy codziennie chodzić na takie spacery do parku i bawić się. Powiedział też, że w Londynie jest bardzo dużo parków, więc muszę jeszcze kiedyś przyjechać, żeby wszystkie zobaczyć. Nagle potwornie się rozpadało, więc wróciliśmy do domu całkiem przemoknięci. Mama znowu była strasznie zła. Kiedy się żegnaliśmy obiecaliśmy, że jeszcze kiedyś się spotkamy.
Brak komentarzy:
Prześlij komentarz