10. And rivers made from wine so clear, flow on and on forever

Po przejściu przez ulicę i podwórko pełne śmieci stanęłyśmy pod drzwiami. Nacisnęłam dzwonek, który nie wydał z siebie żadnego dźwięku. Zapukałam więc i czekałyśmy aż ktoś otworzy. Po dłuższej chwili zapukałam jeszcze raz, tym razem głośniej. Nic to nie dało, spojrzałam na Kate z zaskoczeniem. W mieszkaniu panowała zupełna cisza. Nie było słychać rozmów, ani muzyki. Czy to możliwe, żeby nas zaprosili po czym wyszli? W końcu już trochę wkurwiona zaczęłam walić w drzwi. Dopiero to przyniosło efekt. Usłyszałyśmy krzyk z wnętrza budynku. - Kurwa jego mać może by ktoś ruszył dupę otworzyć te pieprzone drzwi?! - Od razu rozpoznałam ten charakterystyczny głos. Po chwili drzwi otworzył, a właściwie prawie wyrwał z zawiasów, nie kto inny jak wkurwiony Axl. Patrzył się na nas swoimi wściekłymi, zielonymi oczami. Zaczęłam się zastanawiać czy on w ogóle kiedykolwiek nie krzyczy i nie ma w oczach tej żądzy mordu. Nie bardzo wiedziałam co powiedzieć. Jeszcze niedawno stał w moich drzwiach i wyglądał jakby chciał mnie zabić, teraz zresztą wyglądał tylko nieco mniej morderczo. Nie wiedziałam czy lepiej milczeć czy może powinnam się jednak przywitać i wytłumaczyć naszą obecność. W końcu może Duff nie wspomniał im, że przyjdziemy. Nie dane mi było podjąć decyzji. Minęło najwyżej kilka sekund kiedy w drzwiach pojawił się blondyn, którego dane mi było ostatnio poznać. Podszedł do nas i z uśmiechem powiedział: - Cześć. Ooo, kogo to przyprowadziłaś? - podał rękę Kate. - Jestem Steven. - Cześć. To jest Kate. - Przedstawiłam ich sobie. W tym czasie Axl gdzieś wyparował. Steven zaprosił nas do środka, a ja rozejrzałam się po pomieszczeniu. Zaraz obok drzwi znajdowały się schody na piętro, które sprawiały że wejście było nieco klaustrofobiczne. Jednak reszta pokoju była duża i miała otwarty plan. Brudny dywan na podłodze i tak samo brudna tapeta na ścianach niezbyt dodawały wnętrzu uroku. Po prawej stronie była granatowa kanapa i dwa fotele stojące przed drewnianą ławą. Przy przeciwnej ścianie stał samotny, duży fotel. Kawałek dalej zauważyłam nieduży stolik, na którym stał telewizor skierowany w stronę kanapy i komodę, na której stał gramofon i spora kolekcja płyt. Wszystkie meble były w raczej kiepskim stanie - brudne, tu i ówdzie dziurawe. Ściany były nagie, nie było żadnych obrazków ani nic takiego, chociaż w kilku miejscach zauważyłam haczyki sugerujące, że kiedyś coś tam wisiało. Biorąc pod uwagę stan mebli i reszty wystroju zakładam, że zginęły tragiczną śmiercią podczas jednej z imprez. W rogu po lewej znajdowała się kuchnia zawalona pudełkami po pizzy i innymi opakowaniami, którą od salonu oddzielały dwie szafki, przy których stały krzesła, zakładam, że robiły jako stół. Spomiędzy szafek zauważyłam drzwi, które pewnie prowadziły do garażu. Usiadłyśmy na kanapie, a blondyn poszedł w nasze ślady. Steven wesoło nas zagadywał i zadawał Kate pytania, o to skąd jest, czym się zajmuje. Była to raczej standardowa pierwsza konwersacja. Przyznam, że byłam trochę nieobecna. Moje myśli krążyły wokół wcześniejszego spotkania z rudzielcem. Chyba jednak wywarło ono na mnie większe wrażenie niż chciałam przyznać. Ledwie zdążyliśmy usiąść kiedy ze schodów zszedł Saul. Z twarzą głównie zasłoniętą włosami przywitał nas, przedstawił się mojej towarzyszce i siadł w fotelu, który stał najbliżej mnie. Widziałam, że chciał coś powiedzieć kiedy znów otworzyły się drzwi frontowe a po chwili zobaczyłam Duffa, po raz kolejny obładowanego zakupami. - Cześć. - Zawołał blondyn kiedy tylko nas zobaczył. Poszedł do kuchni i zaczął wypakowywać zakupy, na które ewidentnie składał się głównie alkohol. Z mojej obserwacji blondyna wyrwał mnie głos Slasha. - Masz dobry słuch. - Moment zajęło mi skojarzenie faktów i zrozumienie, że miał na myśli wcześniejszy “koncert”. - Ahh, dzięki. - uśmiechnęłam się. - Czyli to z tobą grałam rano - chyba bardziej stwierdziłam niż zapytałam, a chłopak kiwnął głową. - Może następnym razem pogramy nie przez ulicę. - Rzucił mi uśmiech, który kazał mi podejrzewać, że może mu jednak chodzić o coś więcej niż tylko grę na gitarze, ale postanowiłam to zignorować. - Jasne, chętnie. Duff postawił przed nami kilka butelek wszelkiego rodzaju alkoholi, parę różnych paczek chipsów, po czym włączył płytę Misfits. W międzyczasie na dół zszedł chłopak którego jeszcze nie znałam. Jedynie kiwnął nam głową na powitanie po czym siadł przy kuchennym “stole” i zapalił papierosa. Muzyka, która rozbrzmiała była mi dobrze znana i spowodowała, że na mojej twarzy pojawił się lekki uśmiech, a umysł nieco się uspokoił. Steven chętnie zaczął nas obsługiwać nachylając się nad ławą. Obie z Kate wybrałyśmy po piwie i zasłuchiwałyśmy się historyjkami opowiadanymi przez naszego barmana i tak zaczęła się impreza. Slash nie mówił szczególnie dużo, jednak często czułam na sobie jego wzrok. Nie byłam pewna jak mam to odebrać. Nie zagadał o dawnych czasach ani nie próbował wspominać, nie zapytał co u mnie słychać po tylu latach, czym się zajmuję… nic. A jednak co trochę mi się przyglądał. Pomyślałam, że może słyszał o moich rodzicach i nie bardzo wie jak zagadać, jednak szybko stwierdziłam, że to raczej nie możliwe. Nasze rodziny już dawno nie utrzymywały kontaktu, ciocia Janet była na pogrzebie i o nich nie wspomniała. Poza tym mówił, że przeprowadził się do LA całe wieki temu, więc zakładam, że razem z resztą rodziny. Także zapewne nie utrzymują kontaktów. Pomiędzy moimi rozmyśleniami starałam się słuchać rozmowy reszty towarzystwa i jako tako w niej uczestniczyć, ale raczej ciężko mi to szło. Cieszył mnie za to fakt, że na parterze nadal brakowało rudej małpy, choć gdzieś w głębi duszy czułam się nieco niespokojna wiedząc, że w ogóle jest w tym samym domu. Nie przypominam sobie, żeby ktokolwiek inny wywarł na mnie takie wrażenie. Raczej nie jestem strachliwą osobą, może niekoniecznie się zgłaszam do bójek, ale zgrzyty zdarzały się podczas nie jednej imprezy i nigdy nie pozwoliłam sobie wejść na głowę. To uczucie niepokoju, było dla mnie nowe i chyba dlatego aż tak mnie przejęło. No cóż, nie ma co rozpierdalać wieczoru, przecież przy tylu ludziach rudzielec mnie nie zabije. Jednym łykiem wypiłam resztę piwa i przysłuchiwałam się historii Duffa, podczas kiedy Steven włożył mi do ręki kolejną butelkę już otwartego trunku. Rozległo się pukanie, ledwie słyszalne przez głośną muzykę. Slash wstał i ruszył w kierunku drzwi. Do pokoju weszły trzy dziewczyny. Dwie brunetki i szatynka. Dziewczyny przedstawiły się jako Caroline, Stacey i Sue. Caroline była średniego wzrostu brunetką o brązowych oczach. Miała delikatne rysy twarzy i szczupłą sylwetkę. Ubrana była w ciemne buty na obcasach, czarne spodnie, które podkreślały jej zgrabne nogi i białą bluzkę. Podeszła do nieznanego mi bruneta po czym pocałowała go na powitanie. Zaczęli o czymś rozmawiać i oboje się uśmiechali. Stacey była szatynką mniej więcej mojego wzrostu. Ubrana w krótką jeansową spódniczkę i żółta bluzkę na ramiączkach oraz wysokie szpilki. Na twarzy miała mocny makijaż. Podeszła do Stevena i usiadła na jego kolanach. Sue natomiast była niezbyt wysoką brunetką, ubrana w różową sukienkę, która więcej odkrywała niż zakrywała, oraz wysokie szpilki. Jak się okazało była to dziewczyna Slasha. Pomyślałam, że to musi oznaczać, że jego wcześniejsze zachowanie i uśmiech odebrałam w niewłaściwy sposób. W końcu Saul nie jest taki żeby zdradzać swoją dziewczynę. Prawda? Właściwie to nie mogłam powiedzieć, że go znam. Nie rozmawialiśmy od jakichś 15 lat. Zawsze uważałam, że był w porządku i w ogóle, ale przecież byliśmy tylko dzieciakami. Nie wszyscy są chujami od urodzenia. Jednak filozoficzne rozmyślania nad moralnością Pana Saula Hudsona postanowiłam przełożyć na inny dzień jako że właśnie poleciała jedna z moich ulubionych płyt. Razem z Kate zawodziłyśmy właśnie do ulubionej piosenki, co chwilę chichocząc, kiedy drzwi otworzyły się po raz kolejny, tym razem bez zbędnego pukania. A ja nie mogłam uwierzyć kto idzie korytarzem. Kurwa to Los Angeles to naprawdę jest tycie. W moją stronę szedł właśnie Sebastian, a za nim reszta zespołu. Również wydawali się zaskoczeni widząc mnie. - Aj, ślicznotko wszędzie Cię cholera pełno. - Baz rzucił w moją stronę tylko tyle zanim zwrócił się do reszty z powitaniami. Scott uśmiechnął się do mnie i widziałam, że chciał podejść, ale Duff go zatrzymał i zajął rozmową. Rachel natomiast jedynie kiwnął mi na powitanie głową kiedy schylał się po butelkę Danielsa. Po tym odszedł i widziałam jak oparł się o „stół” biorący łyk alkoholu. Chyba moje śniadaniowe rozmyślania były w punkt. Wyglądało na to, że Rachel faktycznie ma mi za złe wczorajszy wieczór. Jednak przecież trochę rozmawialiśmy, z resztą sam zaprosił mnie na spotkanie z zespołem, więc chyba nie spodziewał się, że do nikogo innego się nie odezwę. Może po prostu ma dzisiaj zły dzień. Nie ma co gdybać kiedy można się po prostu zapytać. Jako, że Steven porwał Kate i przedstawiał ją wszystkim po kolei wykorzystałam moment i razem z moją butelką piwa podeszłam do szatyna. - Hej - zaczęłam z niepewnym uśmiechem. Chłopak odpowiedział niemalże bezgłośnym „hej” i wziął duży łyk z butelki. - Jesteś dzisiaj wyjątkowo tajemniczy. Chłopak wzruszył ramionami: - Nie wiedziałem, że tu będziesz. - Przeszkadza Ci to? - zapytałam zaskoczona. Rozumiem, że mógłby być trochę zły, ale żeby moja obecność aż tak mu przeszkadzała? Po raz pierwszy spojrzał mi w oczy i chyba zobaczył w nich coś czego nie chciał widzieć bo jego wyraz twarzy zmienił się diametralnie. - Niee. Nie przeszkadzasz mi. Po prostu… nie spodziewałem się, że Cię tu zobaczę. Oparłam się o ścianę obok niego i wypiłam resztę mojego piwa. Różne myśli kłębiły mi się teraz w głowie. Jego reakcja była co najmniej dziwna i raczej niespodziewana. Chwile tak staliśmy kiedy Rachel wziął kolejny duży łyk z butelki i postanowił przerwać ciszę jaka między nami zapadła. - To z którym z tych oszołomów chodzisz? To pytanie zdziwiło mnie jeszcze bardziej. - Co? - Noo... który z Gunsów się z tobą umawia? - Mówiąc to butelką wskazał na pomieszczenie pełne rozgadanych, uśmiechniętych ludzi. - Żaden! Zaraz…. Gunsów? - Spojrzałam na niego zaskoczonym wzorkiem, a on odpowiedział mi tym samym. - Jak to? - No normalnie. - To jak się tu znalazłaś? - Mieszkam naprzeciwko. Duff mnie zaprosił. - Chłopak patrzył na mnie wielkimi oczami. - Nie wiedziałam, że te imprezy są takie ekskluzywne. Teraz najlepszym pytaniem jest z którym Ty spałeś, żeby się tu dostać. - Chłopak wybuchnął śmiechem, a ja mu zawtórowałam. - Sorry, Baz powiedział, że kogoś masz, więc jak Cię tu zobaczyłem to od razu mi się połączyły kropki. - Niee, to tylko taki szczęśliwy przypadek. Zaraz. To o to Ci chodziło? Myślałeś, że mam chłopaka? - Rachel speszył się i spuścił głowę. Przez chwilę miałam nawet wrażenie, że widziałam jak się zarumienił. - No, powiedzmy. - To masz farta. - Posłałam w jego stronę flirciarski uśmiech, wyjęłam mu z ręki butelkę Danielsa i wypiłam duży łyk. Przyjemne ciepło rozlało się po moim ciele. Ostatnia impreza na którą tu wparowałam była tak głośna, że nie słychać było własnych myśli, a ludzi przyszło tyle, że nie było jak się ruszyć. Teraz nastrój był zupełnie inny i o wiele bardziej mi odpowiadał. Muzyka grała głośno, ale nie na tyle, żebyśmy nie mogli się usłyszeć. Wszyscy pili, śmiali się i rozmawiali w niedużych grupkach, które co trochę zmieniały skład. Takie przyjacielskie spotkanie, a nie szalona impreza. Czułam się tu wyjątkowo dobrze i komfortowo, mimo że przecież tak naprawdę nikogo zbytnio nie znałam. Co prawda nigdy nie stroniłam od imprez i raczej zawsze dobrze się na nich bawiłam, a jednak tutaj było jakoś inaczej. Niemalże… przytulnie? Dziwne słowo na opisanie zabawy, wiem, ale tak właśnie się czułam. Po raz pierwszy od dawna odniosłam wrażenie, że jestem tu gdzie być powinnam, a wątpliwości o przeprowadzce rozwiały się. Ogarnęła mnie dobrze mi znana i jednocześnie bardzo utęskniona beztroska. W kuchni stali Caroline i bezimienny brunet, palili papierosy i rozmawiali, była to zdecydowanie najspokojniejsza dwójka. Przy „stole” siedział Rob i Dave, którzy zawzięcie o czymś dyskutowali. Sebastian siedział na kanapie i z uśmiechem opowiadał coś podniesionym głosem. Kate, Scott i Duff przysłuchiwali mu się z uwagą i rozbawieniem. Włosy blondyna opadały na jego uśmiechniętą twarz. Obok nich Slash obściskiwał się ze swoją dziewczyną. Steven mignął mi przed oczami i już po chwili zobaczyłam jak ciągnie swoją dziewczynę na środek pokoju i zaczynają tańczyć. Rozmowa z Rachelem kleiła się dużo lepiej niż na początku. Jednak w pewnym momencie zawołali go koledzy z zespołu. Widocznie pomimo żarliwej dyskusji nie mogli dojść do porozumienia. Jako, że i tak musiałam iść do łazienki to nawet było mi to na rękę. Łazienka znajdowała się za schodami prowadzącymi na górę i była raczej małym pomieszczeniem wyłożonym kafelkami w jasnych kolorach. Znajdował się tam prysznic, sedes i umywalka nad która wisiało lustro. Tak jak reszta domu, nie grzeszyła czystością, także szybko się wysikałam, umyłam ręce i wyszłam chcąc znów dołączyć do zabawy. Jednak spotkałam niezbyt przyjemny dla mnie widok. Rudzielec siedział na jednym z foteli słuchając Sebastiana i popijając piwo. Niby nie powinnam być w szoku, przecież on też tu mieszka. Na dodatek wiedziałam, ze jest w domu. A jednak stanęłam jak wryta. Kiedy tylko mnie zobaczył zaczął iść w moją stronę zabierając po drodze butelkę Danielsa ze stołu. Jego wzrok był teraz zupełnie inny. Poprzednio miał w oczach jedynie nienawiść i złość, kiedy tylko się go widziało pierwsze co przychodziło Ci na myśl to spierdalać. Teraz na twarzy było widać lekki uśmiech, który jednak znikał z każdym krokiem. Kiedy podszedł jego oczy przybrały też nieco przepraszającego wyrazu. - Wiesz… - zaczął. - Przepraszam za to wcześniej… i wczoraj. Trochę mnie poniosło. - Powiedział swoim niskim głosem i niepewnie się uśmiechnął. - Trochę? W pewnym momencie myślałam że mi przyjebiesz. - Powiedziałam z wyrzutem. Na te słowa Axl posmutniał i jakby nieco się zmieszał. - Tak… jeszcze raz, sorry. Instynktownie chciałam odejść, nogi jakby same poruszyły się w tył. Zanim zdążyłam uciec czy wymyślić jakąś wymówkę poczułam jak ktoś zarzuca rękę na moje ramiona. Szybkie spojrzenie wyjaśniło, że był to Saul. Co pozwoliło mi się rozluźnić. - O czym gadacie? - Nie twój interes. Spadaj. - Axl wydawał się teraz nieco zirytowany. Zapewne nie chciał przepraszać mnie przy świadkach. Brunet jednak nie odebrał tego najlepiej. - Chyba jednak zostanę - powiedział dosadnie i przesunął się tak, że teraz stał niemalże pomiędzy naszą dwójką. - Ehh, dobra, wyluzuj Slash. Chciałem tylko przeprosić. - Kiedy to mówił nie patrzył na żadne z nas. Saul znów wycofał się nieco na miejsce obok mnie a rudzielec spojrzał mi w oczy. - Może napilibyśmy się Danielsa i zaczęli od nowa. Co? - Chwilę się zastanawiałam. - No masz mnie. Danielsa nie potrafię odmówić - uśmiechnęłam się lekko. - Val jestem. - powiedziałam podając mu rękę choć nadal nieco niepewnie. - Axl. – odparł z uśmiechem i uścisną moja dłoń. Wróciliśmy do reszty i zaczęliśmy pić. Im więcej butelek z alkoholem opróżnialiśmy tym lepiej się bawiliśmy. Żartowaliśmy, wygłupialiśmy się, gadaliśmy o wszystkim. Wszyscy bawili się świetnie, a zaczęliśmy się bawić jeszcze lepiej kiedy jeden z chłopaków przyniósł dragi. To była jedna z najlepszych imprez na jakiej byłam. Niestety niedługo potem urwał mi się film.

Przepraszam za długą nieobecność. Nareszcie udało mi się znaleźć czas i motywację, żeby skończyć ten rozdział.

Brak komentarzy:

Prześlij komentarz