Nowy Jork, kwiecień 1986r.
- Moglibyśmy go sprzedać. - podniosłam głowę i spojrzałam na Roberta, ciekawa jego reakcji. On jednak wzruszył jedynie ramionami.
- Moglibyśmy.
Znów zapadła cisza, siedzieliśmy tak już dłuższą chwilę rozmyślając nad tym co oznaczałaby sprzedaż domu. Oboje skrzętnie unikaliśmy tej rozmowy od pogrzebu, jednak teraz Robert musiał wracać do pracy, co oznaczało, że trzeba było podjąć jakąś decyzję.
- Jesteś pewna, że nie chcesz tu zostać?
- Tak. Po co mi taka wielka chałupa? Zresztą przebywanie tu jest depresyjne jak cholera.
- Wiesz, że kiedyś przestałoby być depresyjne?
- Taa… dobrze wiesz, że nie należę do cierpliwych. - chłopak uśmiechnął się lekko.
- To prawda. To co planujesz zrobić dalej? - wzruszyłam tylko ramionami nie odrywając wzroku od okna. Światła latarni i przejeżdżających samochodów rozmywały się na mokrej szybie. - Przeniosę się do ciepłego klimatu. - spojrzał na mnie zdziwiony - Jeśli będę musiała spędzić jeszcze choćby dzień z tym cholernym deszczem to dostane zapaści.
- Nie wiem czy to najlepszy powód, żeby decydować o przeprowadzkach. - zaśmiał się. - Jeśli chcesz możesz jechać ze mną.
- Do Szwecji? Tam chyba mają jeszcze gorszą pogodę? - tym razem zaśmialiśmy się oboje. - Co niby bym tam robiła? Nie znam nawet języka. Nie. Raczej ograniczę swoje przeprowadzki do tej strony oceanu. - podeszłam do lodówki po następne piwo.
- Jak chcesz. Żeby nie było, że nie proponowałem.
Kiedy drzwi lodówki się zamknęły jeszcze chwilę patrzyłam na pocztówki, które na nich wisiały. Pochodziły z różnych miast i krajów. Część z nich została nam wysłana, część sami kupiliśmy jako pamiątki. Mama zawsze lubiła podróżować, więc jeździliśmy na wakacje przy każdej możliwej okazji. Prawie nigdy nie odwiedzaliśmy tego samego miejsca dwa razy. Wspomnienia zalały mój umysł, a oczy zaszły łzami. Jedna z kartek szczególnie zwróciła moją uwagę.
- Może Kalifornia?
- Kalifornia? Skąd ten pomysł? - zdjęłam kartkę z lodówki i pokazałam bratu.
- Byliśmy tam na wakacjach kilka razy, zwiedziliśmy parę większych miast. To były jedne z moich ulubionych podróży, zawsze mi się tam podobało.
- Ah, no tak. Pamiętam, byłem z wami w San Francisco i San Diego. Faktycznie, to były fajne wakacje. Chociaż moje ulubione to zawsze były te do Vail i Aspen.
- Huh. Naprawdę jesteśmy całkiem różnymi ludźmi. - uśmiechnęłam się.
Byliśmy blisko, ale tak naprawdę nie mieliśmy nic wspólnego. Słuchaliśmy innej muzyki, nosiliśmy zupełnie inne ubrania i interesowaliśmy się całkowicie różnymi rzeczami, nawet nie wyglądaliśmy podobnie. Jedynie włosy oboje mieliśmy kruczoczarne, takie same jak mama.
- To prawda. - odpowiedział śmiejąc się. - Naprawdę chcesz wyjechać tak daleko? Wiesz, że nie będzie łatwo wszystko ogarnąć skoro nikogo tam nie znasz.
- Powiedział ten ze Szwecji. - odpowiedziałam z przekąsem.
- Mówię serio. Musisz znaleźć mieszkanie, pracę. Mieszkając w okolicy to nie problem, ale z takiej odległości będzie ciężko. Zawsze mogłabyś wrócić do Hiszpanii, nadal mamy tam rodzinę, może nie najbliższą, ale na pewno zgodziliby się pomóc. No i pogoda będzie idealna. - uśmiechnął się i wstał. Zamyśliłam się, tam pogoda rzeczywiście byłaby świetna. - Dobra. Nie wydaje mi się żebyśmy do czegoś doszli. Przemyśl to jeszcze i pogadamy jutro. Ja idę spać. Dobranoc.
- Dobranoc.
Zostałam sama ze sobą i swoimi myślami, powoli opróżniając butelkę. Od pogrzebu rodziców minął już tydzień. Musiałam przyznać, że ten czas zleciał błyskawicznie. Dni zlewały się w mojej pamięci. Nie byłam w stanie powiedzieć co wydarzyło się kiedy, a teraz stały przede mną poważne decyzje. Pewien głos podpowiadał mi, że nie jest to najlepszy moment na takie postanowienia. Jednak inny głos, ten szalony, mówił, że to idealny moment, że to właśnie będzie to pchnięcie, którego potrzebowałam.
Rozejrzałam się dookoła, przeszłam przez korytarz i weszłam do salonu. Podeszłam do zdjęć wiszących na ścianie, oglądając je wspominałam minione chwile. Odwróciłam się, i rzuciłam wzrokiem po pomieszczeniu. Ściany pokrywały zdjęcia i obrazy. Każde przywoływało nowe wspomnienie. Dwie duże kanapy stały obok siebie czekając aż zostaną zapełnione podczas kolejnego przyjęcia. Przez chwilę pokój znów ożył. Zobaczyłam całe pomieszczenie wypełnione ludźmi. Wszyscy stali lub siedzieli w niewielkich grupkach, rozmawiając, żartując i prowadząc dyskusje na przeróżne tematy. Na środku pokoju rodzice tańczyli śmiejąc się. Niemalże byłam w stanie rozpoznać piosenkę. Zupełnie jakby gramofon grał właśnie tak samo jak wtedy. Nagle wróciłam do rzeczywistości. Goście zniknęli a razem z nimi muzyka i gwar. Znów zostałam sama w ciemnym pokoju, jedynym dźwiękiem przerywającym ciszę było tykanie zegara. Cały dom wypełniony był takimi wspomnieniami i każde z nich było równie dotkliwe. Dlatego też pomysł przeprowadzki tak mi się podobał. Chciałam znaleźć się gdzieś bez bolesnych pamiątek. Uciec od całego tego bólu który czułam i który coraz trudniej było ukryć. Cały tydzień starałam się zachować niewzruszoną twarz, codziennie walczyłam żeby się nie rozsypać. Robert nie mógł zostać długo, a wiedziałam, że byłby w stanie zaryzykować swoją pracę gdyby wiedział jak potwornie znoszę całą tą sytuację. Dlatego też postanowiłam, że pozostane w jednym kawałku do jego wyjazdu. Teraz muszę przyznać, że z każdym dniem jest coraz trudniej i w głębi duszy cieszę się, że pojutrze wyjeżdża.
Mieszkałam tu odkąd miałam 4 lata. Spędziłam właściwie całe swoje życie w tym budynku. Myśl o sprzedaniu domu mnie boli i wydaje mi się bardzo drastyczna. Jakbym chciała pozbyć się pamięci o rodzicach. Ale nie chcę tu zostawać, jeśli się stąd nie ruszę wszystkie te wspomnienia, które ciągle mnie nawiedzają, nie ustaną. Jestem pewna, że wciąż będę widziała cienie rodziców. Z tą ponurą myślą ruszyłam na piętro, weszłam do swojego pokoju i padłam na łóżko. Już po chwili zasnęłam.
Obudziło mnie pukanie do drzwi.
- Hej, zrobiłem śniadanie. Chodź, zanim kawa wystygnie.
- Zaraz zejdę. - spojrzałam na zegarek, który wskazywał 11:15. Siadłam na łóżku i wyjrzałam przez okno. - Znowu leje. Zajebiście. - wymamrotałam pod nosem, wstając i ruszając w stronę drzwi.
Po chwili byłam już w kuchni. Pomieszczenie wypełniał zapach kawy, a na stole stał duży talerz z kanapkami. Podeszłam do szafki sięgnęłam po talerze i postawiłam je na tych samych miejscach co zawsze. Następnie wypełniłam dwa kubki aromatycznym napojem. Z jednego od razu wzięłam duży łyk, drugi postawiłam przed Robertem, który już siedział przy stole.
- I co? Zdecydowałaś gdzie będziesz mieszkać dalej?
- Nie, poszłam spać zaraz po tobie.
- Więc dalej nie wiemy co zrobimy z domem?
- Nie. Pomyślę jeszcze nad tym. Zgodziłbyś się dać mi trochę więcej czasu? Jeśli trzeba by później podpisać dokumenty przecież można wysłać je pocztą.
- Jasne. Nie ma problemu. To nie mała decyzja, zastanawiaj się tak długo jak potrzebujesz. A jak będziesz myśleć wystarczająco długo, to może się załapiesz na moje następne odwiedziny. - zaśmiał się. W spokoju zjedliśmy śniadanie, rozmawiając o wszystkim i o niczym. Jednak szybko znów wróciłam myślami do problemu posesji.
- Nawet jeśli nie sprzedamy domu, chcesz coś zabrać ze sobą?
- Hmm… nie zastanawiałem się. Pomyślę nad tym. - rozmowę przerwał nam dzwonek do drzwi.
Podeszłam do nich i zajrzałam przez wizjer, błyskawicznie rozpoznałam osobę stojącą po drugiej stronie. Już po chwili otwierałam je z lekkim uśmiechem, który jednak szybko zniknął. Letty wyglądała na wyjątkowo wkurwioną. Dziewczyna szybkim krokiem minęła mnie zmierzając w stronę kuchni i wykrzykując:
- Chuj mnie zwolnił! Wyobrażasz sobie?!
- Cześć Letty, też miło Cię widzieć. - odpowiedziałam zamykając drzwi. Kiedy weszłam do kuchni blondynka siedziała już przy stole, a przed nią stała otwarta butelka piwa.
- Ledwo zdążyłam wejść, a on mnie kurwa wyrzucił.
- Jestem w szoku, przecież jesteś taką uroczą dziewczyną. - Robert odpowiedział z przekąsem i uśmiechnął się drwiąco.
- Spierdalaj. - wycedziła przez zaciśnięte zęby, a gdyby wzrok mógł zabijać to brata też bym już nie miała. Odpowiedział jej tylko uśmiechem i wstał od stołu. Zupełnie nie przejmowałam się całą tą sceną, zajęta sprzątaniem kuchni po śniadaniu. Po chwili usłyszałam za plecami:
- Twój brat to idiota.
- I komu ty to mówisz? - odpowiedziałam z uśmiechem. - To co? Zdecydowałaś już którą knajpę uraczysz swoimi usługami jako następną?
- Kurwa, to brzmi jakbym była dziwką.
- Biorąc pod uwagę tempo w jakim Cię zwalniają, zaczynam podejrzewać, że może tak być. - zaśmiałam się patrząc na przyjaciółkę, która zdawała się zastanawiać nad ripostą, jednak nasze przekomarzania zostały przerwane, kiedy w drzwiach znów stanął Robert.
- Obiecałem kumplowi, że wpadnę do niego przed wyjazdem, także będę później.
- Jasne. Miłego dnia i dzięki za śniadanie.
- Nie ma sprawy. - powiedział, a już po chwili usłyszałyśmy zamykane drzwi wejściowe.
- To jak? Kiedy przygłup wyjeżdża?
- Jutro rano.
- Szybko.
- Chyba sprzedamy dom. - powiedziałam to nagle, a kiedy zobaczyłam, że blondynka jeszcze przetwarza te informację kontynuowałam. - Wyjechałabym gdzieś, zaczęła od nowa. Gdzieś gdzie nie będzie tylu wspomnień. Gdzie będę mogła żyć dalej, spokojnie otrząsnąć się po tym wszystkim. Wydaje mi się, że tak będzie najłatwiej. Myślałam nad Kalifornią. Wiem, że to daleko, ale zawsze bardzo mi się tam podobało kiedy jeździliśmy na wakacje. - powiedziałam wszystko niemalże na jednym wdechu, kiedy skończyłam wpatrywałam się w przyjaciółkę wyczekując jej reakcji. Z jej twarzy wyczytałam, że miała ich wiele i chyba próbowała wybrać tą właściwą.
- Do Kaliforni? To przecież w chuj daleko.
- Wiem.
- Nikogo tam nie znasz.
- Wiem.
- I chcesz tam mieszkać tak sama? Już teraz?
- Cóż, no nie teraz. Sprzedaż pewnie trochę potrwa, a pewnie poczekałabym, aż wszystko będzie załatwione zanim wyjadę. Chociaż sama nie wiem.
- Ale dlaczego? Wiem, że czasem miałyśmy marzenia, żeby się stąd wyprowadzić, chyba każdy tak ma za dzieciaka, ale chyba od lat nic o tym nie wspomniałaś. Więc skąd nagle taka decyzja?
- Nie mogę tu dłużej siedzieć. Jeśli zostanę w tym domu choć trochę dłużej zwariuje. Wciąż wszędzie ich widzę. Wciąż czekam na ich kroki w korytarzu i na schodach. Wczoraj zrobiłam kilogram makaronu na obiad, z przyzwyczajenia. Budzę się rano i nie mogę znieść, że nie słyszę mamy śpiewającej pod prysznicem, że tata nie czeka w kuchni ze śniadaniem. Cały ten dom jest ich pełny, ale nigdy nie był tak cholernie pusty. - nawet nie zauważyłam kiedy łzy zaczęły spływać po moich policzkach. Scarlett już była przy mnie, obejmowała mocno i głaskała moje włosy. Po chwili rozpłakałam się na dobre i nie byłam w stanie przestać. Obie osunęłyśmy się powoli na podłogę i siedziałyśmy tak aż się uspokoiłam.
- Wiesz, nie mogę powiedzieć, że wiem co przechodzisz, ale wyobraźnie mam niezłą, więc rozumiem. Nie wiem tylko czy uciekanie przed tym wszystkim to najlepszy sposób. Potrzebujesz czasu, to jasne, ale może lepiej byłoby wyjechać na jakiś czas, a jak będziesz gotowa to wrócisz, nie musisz przecież się wyprowadzać.
- Myślałam nad tym, ale powrót po czasie wydaje mi się jeszcze gorszy. Poza tym nie byłabym w stanie po prostu o tym zapomnieć nawet jeśli wyjadę, cały czas miałabym z tyłu głowy, że będę musiała tu wrócić. Z resztą, nie potrzebuje takiej dużej chałupy.
- No dobra. Siłą Cię nie zatrzymam. Skoro uważasz, że tam Ci będzie lepiej, to pewnie tak jest. Ty wiesz najlepiej czego potrzebujesz. W takim razie daj znać kiedy będziesz potrzebować pomocy przy pakowaniu. - uśmiechnęła się szczerze i przytuliła mnie jeszcze mocniej.
- Dziękuję.
- A jak nie chcesz tu zostać to na razie możesz pomieszkać u mnie, albo ja mogę przyjść tu, żebyś nie była sama.
- Jasne, pomyślę nad tym. Dziękuję.
Reszta dnia zleciała spokojnie, Robert wrócił po południu i wspólnie zjedliśmy obiad. Powiedziałam mu o podjęciu decyzji o sprzedaży domu i oświadczyłam, ze zajme sie tym jutro. Podczas pakowania zdecydował, że zabierze ze sobą kilka rodzinnych zdjęć. Następnego dnia pojechałam razem z nim na lotnisko i pożegnałam serdecznie. Później ruszyłam zająć się sprzedażą domu. W dosyć krótkim czasie budynek został wystawiony na sprzedaż, jednak nie zapowiadało się, żeby miał być szybko zakupiony. Po długich przemyśleniach postanowiłam w końcu, że przeprowadzę się do Los Angeles, nigdy tam jeszcze nie byłam i stwierdziłam, że to miasto najbardziej by mnie interesowało. Skontaktowałam się z przyjaciółmi rodziców którzy mieszkali w Kaliforni i poprosiłam o namiar na kogoś zaufanego kto pomógłby mi znaleźć mieszkanie. Dosyć szybko oddzwonili podając nazwisko - Richard Moore i numer telefonu, po serdecznych podziękowaniach już dzwoniłam pod wskazany numer. Mężczyzna, który odezwał się po drugiej stronie był bardzo miły i po długiej rozmowie, podczas której przedyskutowaliśmy wszystkie istotne kwestie, obiecał, że zajmie się tym jak najszybciej.
Rzeczywiście postanowiłam przyjąć ofertę Letty i mieszkałam u niej prawie tydzień. Zmiana otoczenia zdecydowanie była pomocna, co utwierdziło mnie tylko w przekonaniu, że przeprowadzka to idealny pomysł. Kolejne dwa tygodnie również spędziłyśmy razem pakując cały dom do pudełek. Muszę przyznać, że to było najtrudniejsze. Podejmowanie decyzji o tym co chce zabrać do nowego mieszkania, co powinno trafić do przechowania, a czego się pozbyć. Moi rodzice spędzili całe życie zbierając wszystkie te przedmioty, a ja teraz mam zdecydować które z nich są warte zatrzymania? Myślałam, że najgorszy pokój to będzie sypialnia rodziców, ale o dziwo wcale nie było aż tak źle. Większość decyzji była oczywista. Niemalże wszystkie ubrania poszły do oddania, część rzeczy wyrzuciłam, kilka ciuchów zostawiłam sobie, a pewne sentymentalne kreacje znalazły się w pudłach do przechowania. Znalazłam kilka różnych zdjęć i pocztówek, a ulubiony obraz mamy przygotowałam do zabrania do nowego mieszkania. W końcu przebrnęłam przez wszystko. Cały dom, prócz rzeczy codziennego użytku, był popakowany. Pudła do oddania zawiozłyśmy do pobliskiego Goodwill. W czasie tych dwóch tygodni kilka osób przyszło obejrzeć dom, ale końcowo nic z tego nie wyszło. Dzień po tym jak skończyłyśmy pakowanie zadzwonił Pan Moore z wiadomością, że znalazł kilka mieszkań, które mogą mi się spodobać i mogę przyjechać je obejrzeć. Uzgodniliśmy datę spotkania, zarezerwowałam bilet na samolot i podekscytowana zaczęłam się pakować.
Brak komentarzy:
Prześlij komentarz