11. I wanna fall into a love so sweet

    Budząc się poczułam dziwny ciężar na brzuchu, otworzyłam oczy i szybko doszłam do wniosku, że leżę na podłodze. Po jednej stronie spał Duff, a po drugiej Rachel. Kiedy uniosłam głowę zobaczyłam że rozwiązaniem zagadki ciężaru był Slash. Leżał wyciągnięty na całej naszej trójce i chrapał. 
    Postanowiłam ich nie budzić, więc spróbowałam delikatnie wysunąć się ze swojego miejsca. Szło to dosyć opornie i bardzo pomału, sytuację utrudniał Duff, który gadał przez sen i musiałam co chwilę powstrzymywać śmiech. W końcu udało mi się wydostać i przejść w stronę kuchni. Odchodząc obserwowałam moich nocnych kompanów i resztę towarzystwa. Slash nadal spokojnie chrapał, Rachel przytulał się do poduszki z lekkim uśmiechem, a Duff podrywał jakąś laskę. Na jednym z foteli spał Sebastian, a Kate siedziała na jego kolanach, również pochłonięta głębokim snem. Dave i Rob spali przytuleni do siebie na wpół siedząco, oparci o ścianę. Scotti leżał na kanapie i mamrotał coś przez sen. Ciekawe jak udało mu się zgarnąć najwygodniejsze miejsce. 
    W kuchni przy „stole” siedzieli Axl, Izzy i Caroline i rozmawiali cicho, więc  ruszyłam w ich stronę.
    - Cześć.
    - Cześć, jak się spało? – zapytał Axl. Miał na twarzy rozbawiony uśmiech zapewne nadal mając przed oczami obraz naszej czwórki na podłodze.
    - Dobrze, tylko kołdrę miałam trochę ciężką. – odwzajemniłam uśmiech. W tym momencie Caroline wstała oznajmując, że musi już iść, bo spóźni się do pracy. Spojrzałam na zegarek, który wisiał na ścianie, niestety jego wskazówki się nie ruszały, patrząc po reszcie mieszkania, pewnie już od dawna.         Pożegnaliśmy się z dziewczyną, Izzy wyszedł z kuchni razem z nią, a po chwili usłyszeliśmy odgłos zamykanych drzwi. Brunet już nie wrócił a w domu zapadła cisza przerywana jedynie pochrapywaniem i mamrotami. Axl siedział patrząc nieobecnym wzrokiem za okno. Też spojrzałam w tamtym kierunku zatapiając się we własnych myślach. Na ziemię sprowadził mnie Duff idąc w naszą stronę i gadając coś do siebie. Kiedy usiadł na krześle obok mnie zapytałam z uśmiechem:
    - I co udało Ci się poderwać tą dziewczynę? – chłopak ewidentnie nie pamiętał co mu się śniło, bo patrzył na mnie całkiem zdezorientowanym wzrokiem. - Gadałeś przez sen. – Blondyn kiwnął głową dając znać, że już rozumie i uśmiechnął się. Nie pozwolił jednak, żeby zapadła cisza, chociaż mówił już bardziej do siebie niż do nas.
    - Głodny jestem.
    - Ja w sumie też. – Odpowiedział Axl, który właśnie wybudził się z rozmyśleń. Widocznie „głodny” to słowo, które zmusza go do powrotu ze swojego świata. Ciekawe czy są inne takie słowa. Moja ciotka miała kiedyś psa, który biegł do drzwi na słowo „spacer”. Może rudzielca też się da wytresować. 
    - W lodówce jak zwykle nic nie ma, prawda? – zapytał Duff z rezygnacją w głosie.
    - Możesz sprawdzić, ale raczej żaden zakupów nie robił. – Odparł rudzielec, przez chwilę nad czymś myślał po czym z wyrzutem dodał – Zaraz, to Ty wczoraj robiłeś zakupy. Gdzie jedzenie debilu?
Wystraszyłam się, że ta wymiana zdań może doprowadzić do kłótni i wybuchu Axla, więc wcięłam się zanim blondyn zdołał odpowiedzieć.
    - Możemy iść do mnie, u mnie lodówka jest pełna, więc można by coś ugotować – powiedziałam do chłopaków uśmiechając się.
    - Już się cieszę, że mieszkasz naprzeciwko. – Powiedział blondyn, a na jego twarzy pojawił się ogromny uśmiech.
    - Ty się tak nie ciesz, ja was nie będę karmić. – Zaśmiałam się po czym wstaliśmy i ruszyliśmy do wyjścia.
    Weszliśmy do środka i od razu ruszyliśmy w stronę kuchni. Rzuciłam okiem na zegarek, który wskazywał 14:15, nie byłam pewna czy powinnam robić śniadanie czy obiad. W końcu uznałam, że oni powinni się cieszyć, że w ogóle będą jeść, a ja mam ochotę na naleśniki. Chłopaki usiedli przy stole, a ja zajrzałam do lodówki. Akurat szczęśliwie się złożyło, że wszystko do zrobienia mojej zachcianki było, więc zaczęłam przygotowywanie. Na początku grzecznie poprosiłam, żeby łaskawie podnieśli swoje dupy i pomogli, ale bardzo szybko okazało się to błędem i wygoniłam ich z kuchni. Przeszli więc do salonu i włączyli telewizor. Musieli być cholernie głodni, bo kiedy w końcu zawołałam ich z powrotem pojawili się w ułamku sekundy. Wspólnie usiedliśmy przy stole i jedliśmy rozmawiając o wszystkim i niczym. Już dawno nie spędziłam tak czasu. Miło było mieć się do kogo odezwać przy jedzeniu, nawet jeśli była to tylko gadka szmatka… może jednak czasem będę ich karmić.
    Kiedy pochłonęli już wszystko do ostatniego okruszka podziękowali, a nawet zaproponowali, że posprzątają. Cholernie mnie tym zaskoczyli, spodziewałam się raczej że pójdą się z powrotem walnąć na kanapę przed telewizorem. Kiedy zmywali zrobiłam nam kawę i przenieśliśmy się do salonu. Wspominaliśmy wczorajszy wieczór, śmiejąc się i żartując. Jednak niewiele się dowiedziałam o tym co działo się po tym jak urwał mi się film. Wyglądało na to, że oni odpłynęli mniej więcej w tym samym czasie. Naprawdę dobrze spędzało mi się z nimi czas. Nawet z Axlem i choć niezbyt chętnie, to jednak musiałam przyznać Duffowi rację. Rudzielec rzeczywiście jest spoko kiedy mu nie odpierdala. Cieszę się, że mieszkają naprzeciwko, nawet pomimo tego raczej nie najlepszego startu naszej znajomości. Dobrze, że dałam im szansę i dałam się zaprosić na tą imprezę. Później chłopaki stwierdzili, że będą się już zbierać, natomiast w drzwiach minęli się z Kate, która właśnie miała nacisnąć dzwonek. 
    - Hej. Zastanawiałam się gdzie się podziałaś.
    - Hej, przepraszam, ale nie chciałam Cię budzić. Widziałam, że świetnie Ci się spało z Sebastianem – puściłam do niej oczko.
    - Oj przestań. – machnęła ręką poirytowana, jednak w jej spojrzeniu było coś co mówiło mi, że to udawana irytacja. Chyba się ktoś zakochuje… rozbudziła się moja ciekawość i miałam nadzieję, że uda mi się wydostać z niej coś więcej.
    - Chodź, zrobię kawę.
    - Nie, nie. Będę już lecieć, ale chciałam Ci podziękować za zaproszenie, świetnie się bawiłam.
    - No dobra. Nie ma za co i polecam się na przyszłość.
Śmiejąc się przytuliłyśmy się na pożegnanie i już po chwili dziewczyna pędziła w swoją stronę.
    To był mój ostatni wolny dzień, jutro zaczynałam pracę w Roxy. Zaczęłam się więc zastanawiać czym powinnam się zająć. Jednak w końcu nie przyszło mi do głowy nic co musiałabym przygotować wcześniej. Posprzątałam więc po kawie i usiadłam do czytania książki. Zanim jednak zdążyłam zanurzyć się w lekturze usłyszałam dzwonek do drzwi. 
    - Hej. – brunet powitał mnie z uśmiechem.
    - Oo, hej Rachel. – odwzajemniłam jego uśmiech i poczułam delikatne ciepło rozpływające się w moim żołądku. O chryste, nie czułam się tak od liceum, na szczęście udało mi się powstrzymać głupi chichot, ale wyraźnie czułam jak we mnie wzbiera.
    - Widzę, że całkiem nieźle się trzymasz po wczorajszej imprezie.
    - No pewnie. Mam się czuć urażona? Nie myślałeś chyba, że to moja pierwsza impreza.
    - Niee, nie, ale z chłopakami – kiwnął głową w stronę domu naprzeciwko – dziewczyny często wysiadają. Cholera nawet ja pierwsze dwa czy trzy razy miałem kaca życia.
    - Może tak być, chyba jeszcze nie całkiem wytrzeźwiałam. – Zaśmiałam się, a brunet mi zawtórował. - Chcesz wejść? – zapytałam otwierając drzwi szerzej i odsuwając się.
    - Chciałbym, ale chcemy dzisiaj jeszcze zrobić próbę, także nie da rady. Ale… ten… myślałem, że może, chciałabyś żebym pokazał Ci trochę miasto? – Miałam wrażenie, że wyrzucił to z siebie bardzo nagle i jakby niepewnie, co było zaskakujące, bo wydawał się raczej bardzo pewny siebie.
    - Jasne, byłoby super. – Moja odpowiedź wydawała się go uspokoić, a na jego twarzy pojawił się szeroki, szczery uśmiech dzięki któremu wyglądał jeszcze przystojniej. Może myślałam o nim zupełnie nie tak. Teraz zapragnęłam poznać go bliżej. 
    - Super. Masz czas jutro?
    - Uuu, jutro zaczynam pracę, więc nie bardzo. Ale pojutrze zaczynam dopiero o 20, to możemy się spotkać wcześniej.
    - Jasne, to koło 15?
    - Pasuje mi – uśmiechnęłam się delikatnie.
    - Super. Przyjdę po Ciebie. Do zobaczenia – posłał mi niezwykle czarujący uśmiech.
    - Do zobaczenia.
    Jeszcze chwilę patrzyłam jak odchodzi, zamknęłam drzwi i wróciłam do książki. Ale teraz już całkowicie nie mogłam się skupić. Moje myśli wciąż wracały do bruneta i naszego przyszłego spotkania. Znów poczułam jak wzbiera we mnie ten nastoletni chichot. W tym momencie strasznie żałowałam, że nie ma tu Letty, no ale zawsze można do niej zadzwonić. Tak też zrobiłam. Opowiedziałam jej wszystko, a później siedziałyśmy i gadałyśmy do późnego wieczora. Kiedy w końcu się pożegnałyśmy poszłam zrobić sobie na szybko coś do jedzenia i siadłam przed telewizorem. Leciały głównie mało ciekawe głupoty, ale zupełnie mi to nie przeszkadzało. Był to jedynie dźwięk w tle, w mojej głowie nadal był jedynie Rachel. 
    Kiedy się obudziłam telewizor nadal grał, jednak zaraz odbiornikiem widziałam słoneczny dzień. Nagle uderzała mnie myśl, że zaspałam na pierwszy dzień w pracy. Podskoczyłam z kanapy i spojrzałam na zegarek, a kiedy do mojego zaspanego umysłu dotarło, że wskazuje on dopiero 9 zalała mnie fala spokoju. Opadłam z powrotem na kanapę, ale nie miałam zamiaru wracać spać. Nie potrafiłam powiedzieć, o której zasnęłam, ale nie mogło być szczególnie późno. Nareszcie udało mi się wyspać. Chwilę jeszcze siedziałam próbując zaplanować dokładnie swój dzień. Kiedy wreszcie pozbierałam myśli wstałam wyłączając telewizor i ruszyłam na górę. 
    Postanowiłam, że najlepszym pierwszym krokiem będzie prysznic. Jak się okazało miałam rację. Kiedy zobaczyłam swoje odbicie w lustrze niemal krzyknęłam. Włosy miałam całkiem potargane, makijaż zdążył się rozmazać, tworząc ciemne kręgi pod moimi oczami, a w kącikach oczu delikatnie spływał eyeliner. W sumie nie ma się co dziwić, wczoraj zasnęłam zanim zdążyłam się umyć, więc przespałam w tym makijażu już dwa dni. Za to jeśli wczoraj wyglądałam choć trochę podobnie to dziwię się, że Rachel się ze mną umówił. 
    Po kąpieli wyglądałam i czułam się o wiele lepiej, ubrałam pierwsze wygodne ciuchy, które wpadły mi w ręce i przygotowałam sobie ubranie na później. Postawiłam na wygodę i prostotę, po czym zeszłam zrobić śniadanie.  Zjadłam szybko i wyszłam na taras zabierając ze sobą kubek gorącej kawy i książkę. Pogoda była przepiękna, słońce świeciło jasno na błękitnym niebie i wiał delikatny wiaterek. Rozkoszowałam się kawą zatapiając się w lekturze. Gdy kubek był już pusty odłożyłam książkę dłuższy czas zostając właśnie w tym momencie. Patrząc na zielone krzewy i kolorowe kwiaty poczułam się szczęśliwa. Mam piękny dom, przyjaciół wokół, no dobra, może to przesada. „potencjalnych przyjaciół”. Czuję też miłość już za zakrętem. 
    Ta wdzięczność jednak stała się nagle bardzo gorzka. Poczułam przytłaczające wręcz poczucie winy. Jak mogłam w ogóle tak myśleć po takiej stracie? Jak mogę być szczęśliwa tak szybko po ich śmierci? Przecież kochałam ich niesamowicie mocno, byliśmy ze sobą tak blisko, w sekundę oddałabym to wszystko i więcej jeśli miałoby to wrócić im życie. Jak więc mogę jednocześnie czuć się z tym tak dobrze? Długo rozmyślałam te kwestie, ale moje myśli przyniosły jedynie więcej pytań, a poczucie winy pozostało równie silne. 
    W końcu pozbierałam się z podłogi i w niezmiennie ponurym nastroju poszłam wyszykować się do pracy. Przebrałam się w wybrane wcześniej ubrania, spięłam włosy do tyłu, żeby nie wchodziły mi w oczy i zrobiłam delikatny makijaż. Zdążyłam zjeść jeszcze szybki obiad zanim musiałam wychodzić. 
Teraz kiedy już dokładnie pamiętałam drogę, spacer do Roxy nie trwał zbyt długo. Na miejscu byłam nawet 15 min przed czasem, hmm taka nadgorliwość mi się nie zdarza. To chyba stres pierwszego dnia. Po wejściu do środka zobaczyłam jednak, że mają dzisiaj bardzo dużo pracy. Wszyscy byli zajęci i niemalże biegali w te i z powrotem. W oczach Marka widziałam, że jest wdzięczny, że jestem wcześniej. Uznałam to za możliwość zaplusowania, więc jak najszybciej i z wielką chęcią zabrałam się do pracy. Kiedy już zażegnaliśmy kryzys jedna z dziewczyn wytłumaczyła, że zazwyczaj o tej godzinie jest bardzo spokojnie. Dziś mieli akurat jakieś problemy z zamówieniami, które przyszły niekompletne i w zupełnie złym terminie. Nie ukrywałam, że mnie to uspokoiło, nie wyobrażałam sobie nosić tyle pudeł i biegać w tę i z powrotem w ten sposób codziennie. Na mojej zmianie pracowały jeszcze 2 dziewczyny, obie były raczej miłe, ale z tego co zauważyłam raczej nie nadajemy na tych samych falach. Dane mi było również poznać dziewczynę z wcześniejszej zmiany, która zgodziła się zostać i pomóc przy zamieszaniu. Była raczej wredna i cały czas patrzyła się na mnie spod byka. Zanim klienci zaczęli się na dobre schodzić jedna z dziewczyn – Kay, wprowadziła mnie do pracy i wszystko wytłumaczyła. Nic nie brzmiało szczególnie skomplikowanie i jak się później okazało nie było, ale przy natłoku klientów i zamówień łatwo się pogubić i zacząć robić głupoty. Wieczór nie był łatwy i chociaż parę razy zdecydowanie spieprzyłam to raczej nie okazałam się kompletną katastrofą. Po powrocie do domu padłam zmęczona na łóżko i od razu zasnęłam.

Brak komentarzy:

Prześlij komentarz