Miałam poprosić Letty żeby poleciała ze mną, ale zaczęła właśnie nową pracę i nie chciałam żeby od razu ją zwolnili, bo jak tak dalej pójdzie to musiałabym zacząć ją utrzymywać. Wybrałam się więc sama. Podróż była długa i męcząca ale też ekscytująca. Miasto jest naprawdę piękne, a z każdą chwilą którą tu jestem utwierdzam się w przekonaniu, że to był najlepszy wybór. Z panem Moorem jestem umówiona jutro rano, przydałoby się przespać. Niestety we wszystkich hotelach, które nie miały cen z kosmosu, nie było już wolnych pokoi. Stwierdziłam, więc, że przejdę się po okolicy, pozwiedzam i na pewno znajdę jakiś motel niedaleko.
Chodziłam po tym jebanym mieście już chyba całe godziny. Nie wiedziałam gdzie jestem, ani gdzie idę, ale nie miałam siły żeby iść dalej. Nagle moim oczom ukazał się dość duży, piętrowy budynek z ogromnym, świecącym napisem „Motel”. Przez chwilę wahałam się czy wejść do środka, bo z zewnątrz wyglądał trochę jakby zaraz miał się zawalić. Popękane ściany, odpadający tynk i mocno zniszczone drzwi przed którymi stało kilka pustych butelek po jakimś tanim winie. W ogóle wszędzie było pełno paczek po fajkach, opakowań po pizzy, butelek po wypitych już trunkach i innych podejrzanych przedmiotów. W końcu stwierdziłam, że niedługo zrobi się ciemno, a ja nie mam innych opcji. Jedna noc mnie nie zabije. Weszłam do środka i rozejrzałam się. Pomieszczenie, w którym się znajdowałam nie było zbyt duże. Na podłodze leżała wykładzina. Była cholernie brudna, więc ciężko powiedzieć jaki miała kolor. Wydaje mi się, że jasno żółty albo kremowy, lub coś pomiędzy. Chociaż równie dobrze mogła być kiedyś biała. Ściany również były w opłakanym stanie, ale nie tak bardzo jak podłoga. Mogłam z pewnością stwierdzić, że pokrywała je bordowa farba. Po lewej stronie od wejścia stało biurko, a trochę dalej po prawej mały telewizor, niewielka ława oraz dwuosobowa kanapa, na której leżał jakiś koleś, który wyglądał jakby nie oddychał. Naprzeciwko wejścia znajdowało się kilka zasłoniętych okropnie brudnymi zasłonami okien, które były po prostu czarne. Więc nawet jeśli byłyby odsłonięte nie dawałyby światła. Jedynym jego źródłem była ledwo paląca się żarówka wisząca na środku sufitu. Cały ten piękny wystrój wykończony został zniszczonymi obrazami i uschniętymi roślinami. Trochę dalej za biurkiem był korytarz prowadzący w stronę schodów na piętro wyżej. Podeszłam do recepcji, znaczy...myślę, że to miała być recepcja, chodzi o to biurko, które stało obok wejścia. Nacisnęłam dzwonek, taki jak na filmach, ale szczerze wątpiłam w to, że będzie działał. Ku mojemu zdziwieniu wydał z siebie dźwięk. Chyba była to jedyna rzecz w tym miejscu, która działała.
Po jakiś piętnastu minutach mojego uporczywego uderzania w ten biedny dzwonek, pojawiła się nieźle wkurwiona dziewczyna, która była w zbliżonym wieku do mojego, może trochę starsza. Jej jasne blond włosy były wytapirowane niemalże pod sufit. Miała na sobie opiętą, ognisto czerwoną, mocno wydekoltowaną bluzkę na ramiączkach, która sięgała jej do pępka. Spódnica w panterkę, ledwo zakrywała jej tyłek do tego w chuj wysokie, czarne szpilki. Na rękach miała masę pierścionków i bransoletek, na szyi kilka łańcuszków i kolczyka w pępku. Kiedy podeszła do biurka tylko dziwnie się na mnie spojrzała i usiadła na krześle stojącym za dzielącym nas kawałkiem drewna.
- Tak? - zapytała znudzonym i mocno poirytowanym głosem.
- Chciałabym wynająć pokój na dwie noce.
Dziewczyna podała mi cenę, a kiedy zapłaciłam nic nie mówiąc podała mi klucz, wzięłam go i od razu udałam się w stronę korytarza prowadzącego do schodów.
Po drodze zastanawiałam się czy nie zatrzymać się przy kanapie i zobaczyć czy ten gościu w ogóle żyje, ale postanowiłam się nie wtrącać. Ta dziewczyna nawet nie zwróciła na to uwagi, więc pewnie to jest tutaj normalne. Kiedy szłam korytarzem zobaczyłam, że jest tutaj restauracja i wtedy mój żołądek dał o sobie znać. No tak niewiele jadłam cały dzień, więc na pewno jeszcze odwiedzę to miejsce.
W końcu znalazłam mój pokój i weszłam do środka. Pomieszczenie było niewielkie, jasny, trochę brudny dywan nieźle komponował się z ciemnymi ścianami w brązowym kolorze. Stało tam dwuosobowe, jasne łóżko nakryte pościelą w jakieś dziwne wzorki. Po obu jego stronach znajdowały się niewielkie szafki, a nad nim wisiał obraz przedstawiający góry. Naprzeciwko stała sporych rozmiarów, jasna szafa oraz niewielka komoda. Na parapetach stały w większości całkowicie uschnięte rośliny. Poszłam w kierunku drzwi, które prowadziły do łazienki. To pomieszczenie było wielkości pudełka po zapałkach. Ściany i podłogę pokrywały niebieskie kafelki, a na suficie była farba w tym samym kolorze, co nadawało pomieszczeniu nieprzyjemny, zimny charakter. Znajdowały się tutaj tylko umywalka, prysznic i kibel, a nie było się tam jak ruszyć.
Zadzwoniłam do Scarlett, żeby powiedzieć, że dotarłam na miejsce w jednym kawałku. Właśnie wychodziła do pracy, więc nie mogłyśmy dłużej porozmawiać. Postanowiłam iść coś zjeść, a potem wziąć szybki prysznic i jak najszybciej znaleźć się w łóżku. Byłam już zupełnie wykończona. Wyszłam z pokoju, zamknęłam go i poszłam w stronę restauracji. Zamówiłam sobie spaghetti i herbatę. Na szczęście nie musiałam długo czekać na moje zamówienie, bo chyba bym tam umarła z głodu. Szybko zjadłam, wypiłam, zapłaciłam i wróciłam do pokoju. Po szybkim prysznicu od razu położyłam się do łóżka i natychmiast zasnęłam.
Obudziłam się rano i spojrzałam na zegarek, stojący na szafce. Albo nie działał, albo byłam spóźniona jak cholera. Stwierdziłam, że nie ma czasu się nad tym zastanawiać, szybko naciągnęłam na siebie pierwsze ubrania jakie wpadły mi w ręce, złapałam kluczyki i wybiegłam z budynku.
Na szczęście szybko udało mi się złapać taksówkę, zapytałam kierowcę o czas i okazało się że jestem spóźniona ale tylko trochę. Uspokoiłam się nieco jednocześnie próbując dostrzec w szybie jak bardzo żałośnie wyglądam. Przeczesałam włosy palcami próbując je trochę ułożyć i wytarłam śpiochy z kącików oczu, W tym momencie uświadomiłam sobie, że chyba zapomniałam założyć majtek, no cóż. Z ciekawości rzuciłam okiem na swoje skarpetki, oczywiście nie były do siebie ani trochę podobne. Zajebiście się ten dzień zaczął…
Mieszkania, które oglądałam, były dosyć różne, niektóre lepsze, inne gorsze. Jednak musiałam przyznać, że w żadnym się nie zakochałam. Byłam tym nieco zawiedziona i zmartwiona, że poszukiwania zajmują jednak dużo więcej czasu niż się spodziewałam. Jednak na koniec pan Moore zaproponował mi jeszcze dom, który mieścił się w budżecie.
- Dom? - Zapytałam zaskoczona. - Cały dom? - Mężczyzna zaśmiał się i odpowiedział twierdząco. - No dobra, co jest z nim nie tak?
- Cóż, głównym problemem są sąsiedzi. Jakiś czas temu naprzeciwko wprowadzili się nowi lokatorzy. Są widocznie bardzo głośni i dlatego kobieta, która tam mieszka postanowiła się przeprowadzić. Z tego też powodu zależy jej na szybkiej sprzedaży, dodatkowo dom nie jest zbyt duży. Poza tym z posiadłością jest wszystko w porządku.
- Jak głośnym trzeba być, żeby sąsiedzi zaczęli się przeprowadzać? - Mężczyzna znów się zaśmiał.
- Tego nie wiem, ale aktualna lokatorka jest starszą kobietą, więc pewnie liczyła na raczej spokojną okolicę.
- Hmm, no dobra, chętnie go obejrzę, ale dzisiaj jest już chyba za późno.
- Tak, zdecydowanie. Umówię się z panią Jenkins, proszę zadzwonić jutro z samego rana, to przekaże Pani szczegóły.
- Dobrze, w takim razie do usłyszenia jutro.
W pierwszej chwili postanowiłam wrócić do motelu, ale było jeszcze wcześnie, a ja byłam potwornie głodna. Stwierdziłam więc, że poszukam jakiejś restauracji. Nie musiałam iść daleko, lokal wyglądał nieźle więc uznałam, że to będzie dobry wybór. Najadłam się do syta, z przy wyjściu zapytałam kelnerki czy jest tu w okolicy jakiś park czy coś gdzie można spędzić trochę czasu. Niedaleko był rzeczywiście niewielki park, powiedziała mi też jak trafić na plaże. Tym razem wybrałam park, trafiłam do niego bez problemów. Rzeczywiście był raczej mały, ale ładny i zadbany. Dłuższy czas chodziłam alejkami, aż słońce zaczęło coraz bardziej chować się za budynkami. Stwierdziłam, że to najlepszy czas, żeby wrócić do pokoju. Na chodniku minęłam grupkę strasznie wystrojonych dziewczyn. Wszystkie miały krótkie, obcisłe sukienki i buty na obcasach. Rozmawiały głośno i co chwilę chichotały. Zatęskniłam za takimi przyjacielskimi wyjściami. Jak wrócę muszę koniecznie wyciągnąć gdzieś Letty. Miałam już poszukać jakiegoś baru na drinka, ale byłam nieco zmęczona i nie chciałam powtórki z wczoraj, więc zamiast tego złapałam taksówkę.
Na miejscu znalazłam się dosyć szybko i nadal było wcześnie, więc wzięłam długi prysznic, przebrałam się w piżamę i wczołgałam się pod pościel wraz z “Tożsamością Bourne’a” Roberta Ludluma. Przed pójściem spać nastawiłam jeszcze budzik, żeby na pewno wstać jutro na czas.
Budzik zadzwonił już o 8, także dzień zaczął się zajebiście wcześnie. Zajęło mi chwilę żeby się rozbudzić, a kiedy w końcu mi się to udało sięgnęłam po słuchawkę i wykręciłam numer pana Moore’a. Nie musiałam długo czekać na odpowiedź. Dowiedziałam się, że spotkanie umówione jest na 12 i dostałam adres, podziękowałam po czym wstałam się szykować. Po porannej toalecie, naciągnęłam na siebie jeansy i ciemną koszulkę, założyłam buty, katanę i wyszłam z pokoju. Przy okazji dopłaciłam za jeszcze jedną noc w tym jakże cudownym motelu. Ruszyłam do kawiarni, którą wyczaiłam wczoraj po drodze. Ze względu na wczesną godzinę w środku było dosyć tłoczno. Nigdzie mi się dzisiaj nie spieszyło, a dwie osoby pracujące za barem ewidentnie się nie wyrabiały, postanowiłam więc poczekać aż większość ludzi spieszących się do pracy wyjdzie. Kiedy tak się stało, podeszłam do kasy, najpierw zapytałam kelnerkę o adres pod który miałam się udać żeby wiedzieć ile mam czasu. Jak się okazało było to całkiem niedaleko, zamówiłam więc kawę i parę słodkich rogalików i usiadłam przy oknie. Miałam stąd piękny widok na najbliższą okolicę. Ulice powoli robiły się spokojniejsze. Wyglądało na to, że dzień będzie wyjątkowo ciepły. Godzina spotkania zbliżała się coraz bardziej, więc zebrałam się i ruszyłam w kierunku, który wcześniej wskazała kelnerka.
Dotarłam na miejsce w tym samym momencie, w którym pan Moore wysiadał z samochodu.
- Dzień dobry. Widzę, że dzisiejszy poranek miała Pani znacznie spokojniejszy.
- Dzień dobry. Na szczęście tak. - Zaśmiałam się. Następnie wspólnie ruszyliśmy w stronę drzwi.
Dookoła posesji ciągnął się średniej wysokości drewniany płot. Budynek miał dwa piętra, mimo to nie był zbyt duży, jednak zadbany i ładny. Jasny kolor ścian pięknie kontrastował z ciemnym drewnem framug oraz czerwoną dachówką. Okna były duże, a drzwi miały po środku niewielki witraż, na którym widniały kwiaty. Prowadziła do nich ścieżka wyłożona kostką, kawałek dalej był wybetonowany podjazd, na którym stał raczej wiekowy już samochód w granatowym kolorze. Wszystko otoczone było masą kwiatów i krzewów. Całe podwórko wyglądało przepięknie i aż zrobiło mi się smutno, że z moją ręką do roślin na pewno wszystkie szybko byłyby martwe. Stanęliśmy przed drzwiami które osłaniał niewielki daszek i mój towarzysz zadzwonił dzwonkiem. Po chwili starsza kobiet otwrzyła drzwi i powitała nas z uśmiechem. Miała jasne krótkie włosy i przyjazną twarz. Była trochę wyższa ode mnie, ubrana w jeansy i luźną, niebieską koszulkę.
Zaprosiła nas do środka i zaczęła rozmowę z panem Moorem jednak przyznam, że byłam zbyt zajęta rozglądaniem się dookoła, żeby słuchać. Kiedy tylko przekroczyłam próg opanowało mnie dziwne uczucie. Jakbym nareszcie znalazła się w domu po całej wieczności podróży.
Przeszliśmy przez mały korytarz, w którym znajdowała się niewielka szafa, kilka półek oraz spore lustro i znaleźliśmy się w salonie. Na ścianach była jasno zielona farba, a na podłodze piękny parkiet. Na środku pokoju stała jasna ława, kremowa kanapa i dwa fotele w tym samym kolorze. Przed sofą był telewizor. Po przeciwnej stronie znajdowała się niewielka szafka, na której stał adapter i barek. Poza tym było tam jeszcze kilka półek, zaraz obok drzwi znajdowały się schody na piętro. Całe pomieszczenie oświetlały dwa duże okna. Obok jednego z nich były szklane drzwi wychodzące na niewielki zadaszony taras. Pomieszczenie było również pewne pudeł, co oznaczało, że aktualna lokatorka zdążyła zacząć wyprowadzkę. Oczami wyobraźni już widziałam jak stoją tutaj meble z domu rodziców. Ulubiony obraz mamy pięknie prezentowałby się zaraz nad kanapą.
Obok schodów znajdowały się drzwi prowadzące do kuchni. Weszłyśmy do tego właśnie pomieszczenia. Było ono małe, ale biorąc pod uwagę jak u mnie z umiejętnościami kulinarnymi to zdecydowanie wystarczy. Podłoga była taka sama jak w salonie, natomiast ściany pokrywały bordowe płytki. Wszystkie szafki miały jasnobrązowy kolor, stała tam kuchenka, lodówka i ekspres do kawy oraz mikrofalówka. Po lewej stronie od wejścia znajdował się stół i sześć krzeseł, a na ścianie wisiał zegarek. Na górze weszliśmy do pierwszego pomieszczenia, które okazało się łazienką. Ściany były wyłożone beżowymi, a podłoga brązowymi kafelkami. Stał tam prysznic, sedes, kilka jasnych szafek, cztery półki i umywalka nad, którą wisiało lustro. Następnie weszłyśmy do kolejnego pomieszczenia, którym była sypialnia. Ściany miały ładny jasnożółty kolor, wszystko inne utrzymane było w jasnych nudnych kolorach: szafa, łóżko, szafki nocne zasłony i pościel. Na parapecie stało kilka roślinek i właściwie niczego więcej tam nie było. Sporych rozmiarów okno dawało dużo światła, więc pokój był ładnie oświetlony. Następnym pomieszczeniem była kolejna sypialnia, nieco mniejsza, ledwo mieściła dwuosobowe łóżko. Na ścianach była jasna tapeta w geometryczne wzorki. Po drugiej stronie była szafa i niewielka komoda. Następny pokój był jeszcze mniejszy. Było coś na kształt gabinetu. Podłogę pokrywał parkiet, a ściany jasna boazeria. Znajdowało się tam ciemne biurko i kilka szafek na książki, a także kilka półek.
Wiedziałam już na pewno, że muszę tu zamieszkać bez względu na wszystko. Z zamyślenia wyrwał mnie głos pani Jenkins.
- Może Pan Moore już Ci wspominał, ale czuję się w obowiązku Cię ostrzec. Niedawno do domu naprzeciwko wprowadziła się grupka chłopaków. Ciągle urządzają imprezy i puszczają głośną muzykę, całkowicie nie mogłam przez to spać. Jesteś młodziutka, więc pewnie aż tak Ci to nie będzie przeszkadzać, ale ja potrzebuje spokoju.
- Bardzo dziękuję za ostrzeżenie. Myślę, że to przeżyję. - Odpowiedziałam z uśmiechem.
Z racji, że kobiecie bardzo zależało na jak najszybszej sprzedaży, zgodziła się od razu na moją ofertę i chciała jak najszybciej podpisać dokumenty. Może bała się, że zmienię zdanie. Tak czy inaczej bardzo podobał mi się taki obrót spraw. W końcu ustaliłyśmy, że mogę wprowadzić się za miesiąc.
Całe spotkanie trochę trwało i zrobiła się pora obiadowa. Postanowiłam, więc pozwiedzać okolicę i znaleźć jakąś restaurację. Pan Moore zapytał czy mnie podwieźć, odmówiłam mówiąc, że się przejdę. Wychodząc z posesji zerknęłam w stronę budynku naprzeciwko. Aktualnie było w nim zupełnie cicho, jednak czułam, że kiedy przyjdzie mi się spotkać z jego mieszkańcami, nie będzie to pokojowe spotkanie. Ruszyłam w nikomu nieznanym kierunku.
Brak komentarzy:
Prześlij komentarz