Rano obudził ją krzyk:
- Wstawaj do cholery. Zapierdalaj do sklepu i kup coś do żarcia, a przede wszystkim to piwo się skończyło, więc rusz łaskawie dupę! - krzyknął po czym zrzucił ją z łóżka.
Ledwo była w stanie się ruszyć, podniosła się najszybciej jak mogła i zmieniła ubrania na pierwsze lepsze jakie zobaczyła. Zeszła na dół, w kuchni na stole leżało trochę pieniędzy. Wzięła je i schowała do kieszeni, założyła kurtkę i buty. Nie miała pieniędzy na zbyt duże zakupy, więc kupiła tylko trochę podstawowych produktów.
Po powrocie rozpakowała wszystko i spojrzała na zegarek, który pokazywał 14:20. Szybko przyrządziła prosty obiad. Jeden talerz postawiła na stole w kuchni, drugi wzięła ze sobą i szybkim krokiem weszła po schodach. Zamknęła drzwi swojego pokoju i usiadła przy biurku. Jedząc spoglądała przez okno, choć myślami była już daleko. W innym domu, w innej rodzinie, w zupełnie innym życiu. Po skończonym posiłku, poszła wziąć prysznic, starając się zmyć wspomnienia poprzedniego dnia i rozluźnić obolałe ciało. Wychodząc z łazienki usłyszała trzask drzwi wejściowych. Ojczym musiał widocznie gdzieś wyjść, co zdarzało się bardzo często i niezmiernie cieszyło dziewczynę. Założyła luźne spodnie i ciemną koszulkę z krótkim rękawem, która kiedyś miała z przodu nadruk, jednak teraz był on niemal całkiem sprany. Zeszła do salonu i siadła przy pianinie, który stał w rogu pokoju. To mama nauczyła ją grać. Melodia, która popłynęła była tą samą, którą jej rodzicielka zawsze nuciła Angie przed snem. Gra był jedną z niewielu rzeczy, które sprawiały jej frajdę, a jednocześnie uspokajały. Przywołane wspomnienia sprawiły, że na twarzy dziewczyny zagościł uśmiech. Dokończyła grać utwór, po czym wstała i poszła do swojego pokoju. Otworzyła szafkę przy biurku i wyciągnęła z niej plik kartek zapisanych nutami. Zeszła na dół i z powrotem usiadła do instrumentu. W stercie papierów znalazła „Dream On” i zaczęła grać. Następnym utworem było „Wish you were here”, a później „Somebody to love”. Muzyka zawsze pomagała jej w trudnych chwilach. Niestety rzadko grała, ponieważ nie lubiła przebywać z ojczymem w jednym pokoju, a on zawsze przesiadywał w salonie. Grała „Stairway to heaven”, kiedy usłyszała dzwonek do drzwi. Wyjrzała przez ozdobną szybę przy drzwiach i zobaczyła Olivię. Szybko założyła koszulę wiszącą obok, żeby zasłonić ręce i otworzyła przyjaciółce.
- Hej. Mogę wejść? Chciałam pogadać.
- Jasne. - Powiedziała po czym puściła brunetkę przodem. Zaprowadziła ją na piętro do swojego pokoju, po czym usiadła na łóżku i wskazała miejsce obok siebie dając dziewczynie znak żeby usiadła. Olivia rozglądała się po pokoju.
- Chciałam Cię przeprosić za wczoraj. To był chujowy pomysł. Jeśli to jakoś poprawi sytuację, to Will dostał porządny ochrzan.
- Nie ma sprawy. Chociaż skoro tak, to żałuję, że wyszłam za wcześnie, żeby to zobaczyć.
- To dobrze. Już myślałam, że się na mnie gniewasz.
- Nie no co ty. Miałabym być zła za coś takiego? Naprawdę masz o mnie tak złą opinię? - Zaśmiała się Angie, a przyjaciółka jej zawtórowała.
- No przyznam, że miałabyś pełne prawo. To była kompletna klapa. - przyznała skruszona, a po chwili ciszy dodała rozglądając się: - A tak w ogóle to od lat tu nie byłam.
Było to małe pomieszczenie, w którym znajdowało się tylko łóżko, szafa, biurko i mała komoda. Podłoga była z jasnego drewna, a ściany miały jasny, trudny do nazwania kolor, który wpadał w różowy. Najdziwniejsze dla brunetki było to, że w pomieszczeniu panował idealny porządek. W jej pokoju nigdy nie było tak czysto, a ten wyglądał jakby nikt tu nie mieszkał. Dość ciemne meble, łóżko nakryte czerwoną narzutą, na ścianie biały zegar, na biurku stał tylko talerz.
- Chyba ostatnio nie było okazji. - Uśmiechnęła się Angie. Dziewczyny zaczęły gadać, a czas szybko im minął.
- Przepraszam, ale muszę już iść, chłopaki na mnie czekają. - Powiedziała brunetka spoglądając na zegarek.
- Nie ma sprawy.
- Zaproponowałabym żebyś się przyłączyła, ale wiem, że nie będziesz chciała iść. No chyba, że zmieniłaś zdanie co do nich.
- Nie, nie zmieniłam, ale z drugiej strony chętnie bym gdzieś poszła i się porządnie najebała.
- Wiesz... z nami masz to zagwarantowane, a jeśli chcesz to mogę przypierdolić Willowi za każde niepotrzebne słowo, które powie. - Zaśmiała się Olivia.
- Chciałabym to zobaczyć. - Powiedziała Angie i również się zaśmiała.
- To co? Idziesz? - dziewczyna przez chwilę myślała, ważąc wszystkie za i przeciw.
- Dobra, czemu nie. Tylko się przebiorę. - to mówiąc wstała i podeszła do szafy, wyjęła z niej czarną koszulkę, z krótkim rękawem i jeansy.
W łazience przebrała się i rozczesała włosy. Przechodząc obok pokoju zawołała przyjaciółkę, założyła na siebie kurtkę i ulubione znoszone trampki. Dziewczyny wyszły z domu zamykając za sobą drzwi na klucz i ruszyły w kierunku placu zabaw.
- Idziemy na plac zabaw? - Zdziwiła się Angie
- Tak, miałam się z nimi spotkać koło huśtawek dwadzieścia minut temu, więc powinni już być.
Gdy dotarły na miejsce zdążyło się już zupełnie ściemnić. Kiedy były niedaleko zobaczyły Willa siedzącego na ławce niedaleko huśtawek. Siedział z rękami rozłożonymi na oparciu i głową zadartą do góry, wpatrzony w gwiazdy, a słabe światło latarni lekko oświetlało jego sylwetkę. Z takiej odległości i o tej porze widoczny był tylko jego zarys, z ciemnej postaci wyróżniały się jedynie jego ognisto rude włosy i kawałek dżinsowej katany. Angie stwierdziła wtedy, że jest całkiem przystojny, ale szybko odgoniła od siebie te myśli, bo nie wypada tak mówić o swoim największym wrogu. Natomiast Olivię zdziwił fakt, że chłopak jest sam. Podeszły bliżej po czym dziewczyna przywitała się ze swoim przyjacielem.
- Cześć. Gdzie Jeff?
- Hej. Powiedział, że się spóźni i mamy iść bez niego, a on później do nas dołączy. - Powiedział chłopak nawet nie podnosząc głowy.
- A mówił dlaczego się spóźni?
- Nie.
- Przyprowadziłam ze sobą Angie, więc jeśli powiesz choćby jedną obelgę o niej, albo choćby raz z niej zażartujesz to Ci przypierdolę. Jasne?
- Jasne, jasne.
Dziewczyna usiadła na ławce i dopiero teraz zobaczyła zaschniętą już lekko krew na twarzy chłopaka. Brunetka zszokowana i wystraszona jednocześnie podskoczyła z miejsca.
- Kurwa, co Ci się stało?! - po tych słowach Angie podeszła z drugiej strony, żeby móc zobaczyć o czym mówi przyjaciółka.
- Aaaa szkoda gadać. - Stwierdził rudzielec lekceważąco i machnął ręką.
- Wiesz ja lekarzem nie jestem, ale według mnie dobrze to, to nie wygląda.
- Uspokój się. Nic mi nie jest. - Powiedział niewzruszony dalej patrząc w niebo.
- Nie żeby coś, ale chyba przydałoby się to chociaż odkazić i zakleić jakimś plastrem. - Do rozmowy nieśmiało wcięła się szatynka.
- Widzisz nawet Angie tak uważa. Wstawaj w domu na pewno mam gdzieś apteczkę, trzeba to obejrzeć w jakimś normalnym świetle i coś z tym zrobić. - Powiedziała brunetka podnosząc się z ławki, a widząc, że chłopak nie reaguje dodała: - No rusz dupę do cholery. - Po tych słowach mocno wkurwionej już Olivii, Will wstał i ruszył za dziewczynami w stronę domu przyjaciółki.
Po kilku minutach dotarli na miejsce. Brunetka otworzyła drzwi puszczając przodem swoich gości. Następnie kazała Willowi usiąść na kanapie, a ona wraz z Angie poszły szukać apteczki. Kiedy udało im się zlokalizować cel ich poszukiwań dołączyły do siedzącego w salonie chłopaka. Olivia zaczęła grzebać w apteczce, ale chyba nie bardzo wiedziała w jakim celu i była tylko coraz bardziej spanikowana. Widząc to szatynka złapała ją za ręce i spojrzała na nią uspokajająco.
- Daj, ja to zrobię. - przyjaciółka kiwnęła jedynie głową wydając z siebie głębokie westchnienie ulgi. - Chodźmy do łazienki, żeby niczego nie pobrudzić. - Po tych słowach całą trójką skierowali się w stronę łazienki. Jako, że Angie była od niego sporo niższa siadł na wannie i cierpliwie czekał na dalszy obrót wydarzeń.
- To gdzieś się tak załatwił? Co? - Zapytała Olivia.
- Nie twoja sprawa. - Warknął Will.
- Dobra, spokojnie. Nie było pytania. - dziewczyna uniosła ręce w geście poddania się. - Potrzebujesz jeszcze czegoś? - tym razem zwróciła się do przyjaciółki zajętej zmywaniem krwi z twarzy swojego „pacjenta”.
- Chyba nie.
- To dobrze, bo nie mogę na to patrzeć. Jak coś to wołaj. - po tych słowach dziewczyna wyszła z łazienki, jednak nie zamknęła drzwi i nie poszła zbyt daleko. Słyszeli jak chodzi w tę i z powrotem po korytarzu.
Angie nie pytała, co się stało, ani nie dociekała, kto mu to zrobił. Miała dziwne przeczucie, że chłopak przeżywa to samo co ona. Jednak, jeśli miała rację, to zupełnie nie było tego po nim widać. Jednocześnie odczuwała pewną przyjemność widząc go w takim stanie, jakby karma nareszcie dopadła go za bycie chujem. Zresztą podejrzewała, że to jedynie przeczucie, była pewna, że niejedna osoba chciałaby mu przyłożyć.
- Znasz się na tym? - zapytał Will przerywając kilkuminutową ciszę, która zapanowała w pomieszczeniu.
- Można powiedzieć, że mam trochę doświadczenia. - stwierdziła cicho szatynka. Wyczuwając, że dziewczyna nie ma ochoty o tym rozmawiać nie zadawał więcej pytań. Z uwagą przyglądał się jej ruchom. Zauważył, że ta dziwnie się przy nim zachowuje. Głos, którym mu odpowiedziała, zupełnie różnił się od tego którym rozmawiała z Liv. Przez cały czas, który spędzili w łazience ani razu nie spojrzała mu w oczy. Było dla niego oczywiste, że nie był to przypadek, dziewczyna specjalnie unikała jego wzroku. Z drugiej strony musiał przyznać, że nie było to aż tak zaskakujące, biorąc pod uwagę jak dotąd wyglądały ich relacje. Pomyślał, że był wobec niej zbyt ostry i złośliwy, choć nie przyznałby tego na głos. Zastanawiał się czy byłaby skłonna mu pomóc gdyby nie Liv.
- Już. - oświadczyła cicho dziewczyna ze spuszczoną głową, od razu odwróciła się w stronę umywalki i zaczęła sprzątać. Chłopak wstał i zmierzał w stronę drzwi ale nagle zatrzymał się i odwrócił:
- Dzięki. - dziewczyna gwałtownie zatrzymała się. Mimo, że się nie odwróciła i nadal miała spuszczoną głowę to w lustrze widział, że na jej twarzy zagościł szczerze zszokowany wyraz.
Wyszedł z łazienki, a chwilę później dołączyła do nich Angie. Odłożyła apteczkę tam gdzie ją znalazły. Kiedy wszyscy znaleźli się w salonie Olivia uśmiechnęła się mówiąc:
- No dobra, to teraz idziemy się najebać.
Brak komentarzy:
Prześlij komentarz