3. Maybe you'll drink those tears away

         Szli ulicą, Olivia jak zwykle cały czas gadała, jednak żadne z towarzyszy jej nie słuchało. Pogrążeni we własnych myślach szli za dziewczyną nie zwracając na nic uwagi. Zatrzymali się przed monopolowym, a brunetka zebrała „zamówienia” przyjaciół, po czym ruszyła do sklepu. Kiedy wróciła zastała swoich znajomych, tak jak ich zostawiła. Ani dziewczyna, ani chłopak nie ruszyli się nawet o krok.
    -   Niesamowite! Obydwoje nadal żyjecie. - Zawołała Olivia ze śmiechem, a po chwili dodała: - Czyli jednak można was zostawić samych. - Will miał ręce wciśnięte w kieszenie kurtki, patrzył na nią jednak zdecydowanie nie było mu do śmiechu. Natomiast Angie stała kawałek dalej tępo wpatrując się w ziemię. W tym momencie była na zupełnie innej planecie. - Hej, co wy macie takie grobowe miny? Idziemy się bawić, a nie na pogrzeb. - To również niewiele dało, zrezygnowana dodała więc: - Dobra, whatever. Idziemy?
    -   Ta - Odpowiedział Will. Jednak szatynka nie odezwała się, nadal była całkowicie nieobecna. 
  -  Heeej. Żyjesz? - Przyjaciółka stanęła przed nią i pomachała jej ręką przed oczami. W tym momencie dziewczyna ocknęła się i patrząc na Liv zdezorientowanym spojrzeniem powiedziała:
    -   Co? Sorry wyłączyłam się na chwilę.
    -   Idziemy?
    -   Ah, tak.
        Wszyscy ruszyli przed siebie w nieznanym Angie kierunku. Ta podążała za nimi trzymając się kilka kroków z tyłu. Jej towarzysze rozmawiali, nawet już śmiali się i żartowali, cokolwiek trapiło chłopaka jeszcze przed chwilą, teraz wydawało się jedynie złym wspomnieniem. Szatynka natomiast szła cicho za nimi, pogrążona we własnych myślach. 
        Chciała uciec z domu. Na przestrzeni lat wiele razy o tym myślała, ale dokąd niby miałaby się udać? Ojczym szybko znalazłby ją u Olivii, poza tym to naraziłoby jej przyjaciółkę, więc ten pomysł zawsze szybko odrzucała. Jednak poza tym nie było nikogo innego, u kogo mogłaby się zatrzymać. Z nikim innym nawet nie rozmawiała, nie miała też żadnej rodziny. Musiałaby sama sobie poradzić, wyjechać wystarczająco daleko, żeby ojczym jej nie znalazł, znaleźć jakąś pracę. Tylko jaką? Przecież do niczego się nie nadawała. Zresztą nie skończyła jeszcze szkoły, to przede wszystkim na to czekała cały ten czas. Nie wierzyła, że nadawałaby się na jakiekolwiek studia, jednak chciała mieć to poczucie, że cokolwiek w życiu zrobiła dobrze. Poza tym obiecała mamie, że będzie się dobrze uczyć i jak na razie dotrzymywała tę obietnicę, teraz został jej tylko rok, nie chciała się poddać na ostatniej prostej. I w ten sposób dziewczyna znalazła się dokładnie tam gdzie zaczęła. Nadal nie widziała, żadnego wyjścia z tej sytuacji. Jej opcje się nie zmieniły, a ona dalej czuła się zupełnie uwięziona w swojej piekielnej codzienności.
        W pewnym momencie zatrzymali się w środku lasu, na zupełnym odludziu. Wszystkie budynki już dawno zostawili w tyle. Było ciemno, a księżyc i miliony gwiazd jasno świeciły na niebie. Jej przyjaciele usiedli na przewróconym drzewie, więc ona zrobiła to samo. Od razu wzięli się za rozpakowywanie zakupów i dzielenie się alkoholami. Po chwili Olivia zapytała:
  -  Coś ty dzisiaj taka zamyślona? W ogóle się nie odzywasz. - na co przyjaciółka wzruszyła ramionami i mówiąc:
    -   Po prostu nie mam ochoty na rozmowy, może to jednak nie był dobry pomysł, żebym z wami poszła.
    -  Po pierwsze: to był bardzo dobry pomysł, w dodatku wygląda na to, że nareszcie was do siebie przekonam. Po drugie: Ty nigdy nie masz ochoty na rozmowy.
        Nagle usłyszeli czyjeś kroki, a po chwili zza drzew wyłoniła się szara sylwetka. Jak się okazało był to Jeff. Z gitarą na plecach i reklamówką alkoholi w ręce dołączył do znajomych.  
        Już po chwili chłopaki usiłowali rozpalić ogień, ale szło im to bardzo opornie, w tym samym czasie brunetka przekonywała przyjaciółkę żeby ta powiedziała jej, co ją trapi, jednak na nic się to nie zdawało. Próbowały rozmawiać jednak momentami ciężko było im się przebić przez podniesione głosy i wiązanki przekleństw, które co chwile słyszały. W pewnym momencie szatynka nie wytrzymała. Kierowana głównie ilością wypitego już alkoholu i poczuciem irytacji wstała, po czym podeszła do chłopaków klęczących na ziemi od dłuższego czasu:
   -  Jezu dajcie mi to, bo już nie mogę znieść tych waszych krzyków, a jak tak dalej pójdzie to będziemy tu siedzieć po ciemku i marznąć całą noc.
    -  Skoro jesteś mistrzem rozpalania ognia to, proszę bardzo. Życzę powodzenia. - Powiedział Will z kpiną w głosie. 
        Dziewczyna tylko przewróciła oczami i przyklękła na ziemi. Ku zdziwieniu wszystkich i ewidentnemu niezadowoleniu Willa po chwili, na ziemi już paliło się niewielkie ognisko.
    -   Gdzie się tego nauczyłaś? - Zapytał Jeff z zaskoczeniem.
    -   Właśnie? - Do pytania dołączyła się brunetka.
    -  Ojczym mnie nauczył. - W tym momencie nawet nie skłamała. To faktycznie była prawda, to jej ojczym pokazał jej jak rozpalać ogień, kiedy wyjechali nad jezioro. Była wtedy małą dziewczynką, a teraz miała tą sztukę opanowaną do perfekcji z powodu, o którym nie miała zamiaru nikomu mówić.
        Jeff zaczął grać na gitarze i śpiewać razem z Willem. W dość krótkim czasie wszyscy byli już lekko wstawieni, a najbardziej Angie, która miała zamiar upić się do nieprzytomności. Jak na razie nieźle jej szło. Kiedy zaczynała kolejną butelkę taniego wina zaczęli grać „Dead Flowers” The Rolling Stones. Po chwili do chłopaków dołączyła Olivia, a gdy zaczęli śpiewać refren szatynka także się do nich przyłączyła.
    -   Widzę, że nareszcie odzyskujesz humor. - Zaśmiała się jej przyjaciółka.
    -   Powiedzmy. - Powiedziała Angie i odpowiedziała uśmiechem.
        Ognisko wygasło, a wszyscy byli już zupełnie pijani, więc stwierdzili, że wracają do domu. Dopijając resztki trunków wlekli się chwiejnym krokiem przez puste ulice Lafayette. Co trochę wybuchali śmiechem, niejednokrotnie bez większego powodu. W połowie drogi Olivia zaproponowała, żeby poszli do niej, więc tak też postanowili zrobić. Brunetka spędziła większość drogi uwieszona na ramieniu raz jednego raz drugiego chłopaka. Co jakiś czas któreś z nich przystawało, żeby usiąść na ławce, popatrzeć w niebo lub przypadkowe okno, okazjonalnie znak. Wtedy reszta musiała się wracać szukając zguby.
        Kiedy w końcu dotarli na miejsce Angie już ledwo stała. Brunetka otworzyła drzwi, co w jej stanie zajęło trochę czasu i wpuściła przyjaciół do domu, uciszając wszystkich po kolei. Szatynka próbowała wejść po schodach jednak nie najlepiej jej to szło. Z pomocą przyszedł jej Jeff, który niemalże równie chwiejnym krokiem pomógł wdrapać się jej na piętro. Oboje byli w stanie iść już wyłącznie slalomem, obijali się o ściany chichocząc co chwile. Nie potrzebowali dużo czasu żeby wylądować na podłodze. Siedzieli po przeciwnych stronach korytarza oparci o ściany zanosząc się śmiechem. Dziewczyna próbowała się podnieść, jednak nie była w stanie. Właśnie pogodziła się z tym, że noc spędzi właśnie tutaj kiedy nagle poczuła jak ktoś ją podnosi. Will, który był nieco bardziej trzeźwy od tej dwójki zlitował się nad szatynką i postawił ją z powrotem na nogi. Podpierając się o siebie nawzajem wspólnie ruszyli niepewnym krokiem w stronę pokoju przyjaciółki. Kiedy dotarli na miejsce Will planował siąść na łóżku, ale będąc w nienajlepszym stanie źle wymierzył odległość i wylądowali na podłodze zaraz obok łóżka. Oboje zachichotali i siedli oparci o mebel, chłopak nadal obejmował szatynkę, a ta opierała o niego głowę. Już po chwili oboje zasnęli.
        W czasie kiedy jej przyjaciele wybrali się w tą brawurową podróż na piętro brunetka ruszyła w przeciwnym kierunku i przeszukiwała kuchnię w poszukiwaniu kolejnych alkoholi. Gdy znalazła, mamrocząc coś pod nosem i śmiejąc się do samej siebie ruszyła w kierunku swojej sypialni. Wejście po schodach okazało się nie lada wyzwaniem. Po dłuższej chwili naprzemiennego śmiechu i wiązanek przekleństw weszła na piętro gdzie zobaczyła Jeffa siedzącego na korytarzu, w połowie drogi do jej pokoju. Wyglądało na to, że zasnął. Dziewczyna szturchnęła go po czym nadal się chichrając powiedziała:
    -   Jeff wstawaj idziemy do mnie. Przyniosłam piwo.
        Chłopak z trudem podniósł się z podłogi wziął butelkę od przyjaciółki i objął ją ramieniem po czym wspólnie poszli do sypialni. Chłopak otworzył drzwi do pokoju Olivii i obydwoje nagle zamilkli. Patrzyli zaskoczeni na swoich przyjaciół śpiących na podłodze, teraz już zupełnie wtulonych w siebie.
   - A nie mówiłam, że w końcu się polubią?! - Niemalże wykrzyczała i obydwoje wybuchli śmiechem.
        Następnego dnia pierwsza obudziła się Angie. Otworzyła oczy zdezorientowana i po chwili doszła do wniosku, że leży w objęciach rudowłosego chłopaka. Zszokowana zerwała się z miejsca próbując przypomnieć sobie wydarzenia wczorajszej nocy, jednak jej wysiłki spełzły na niczym. Z szafy przyjaciółki najciszej jak była w stanie wyciągnęła koszule w kratę i z okropnym bólem głowy poszła do łazienki trochę się ogarnąć. Po drodze potknęła się o leżącego na podłodze Jeffa, który przytulał się do butelki po piwie i uśmiechał przez sen. Obudził się, gdy dziewczyna omal się o niego nie przewróciła. Podniósł głowę z podłogi popatrzył na Angie, rozejrzał się po pokoju i z powrotem położył tuląc butelkę. Gdy dotarła do łazienki, przemyła twarz wodą, włosy przeczesała palcami, a swoją kurtkę zmieniła na pożyczoną od Olivii koszulę. Następnie ruszyła w stronę kuchni. Dom był pusty, a ona potwornie głodna, więc weszła do pomieszczenia, nastawiła kawę i otworzyła lodówkę.
        W pewnym momencie usłyszała kroki na schodach, a po chwili zobaczyła Willa idącego w jej kierunku.
    -   Hej.
   -  Cześć. - odpowiedziała cicho. Następnie bez słowa położyła przed nim opakowanie tabletek przeciwbólowych, które udało jej się znaleźć oraz butelkę wody. Chłopak podziękował i chętnie z nich skorzystał.
        Chwilę później w kuchni zjawił się Jeff, a zaraz po nim Liv. Szatynka podała wszystkim zaparzoną wcześniej kawę i zrobiła jajecznice. Siedli do stołu i przez kilka minut jedli w ciszy. W końcu odezwał się Jeffrey:
    -   Ej pamiętacie coś z wczoraj? 
        Szybko okazało się, że od momentu wygaśnięcia ogniska wszyscy mieli jedynie przebłyski wspomnień z poprzedniego wieczoru. Angie spojrzała na zegarek, który wskazywał 15:20. O tej godzinie pani Brown zazwyczaj jest już w domu i przygotowuje obiad. Zapytała, więc przyjaciółki:
    -   Twoich rodziców nie ma? 
    -   Nie. Wczoraj pojechali na kilka dni do babci.
        Po zjedzonym śniadaniu, Olivia rozdała wszystkim po piwie, a następnie  powędrowali do salonu, gdzie brunetka włączyła telewizor. Jedynie szatynka została w kuchni sprzątając po posiłku. Następnie bez słowa dołączyła do znajomych siadając w fotelu. Tym razem jej umysł zajmowały myśli o wczorajszym wieczorze. Próbowała przypomnieć sobie co się wydarzyło i co sprawiło, że obudziła się w objęciach Williama. Nie wierzyła, że był to przypadek, jednocześnie nie potrafiła wymyślić żadnego wytłumaczenia tego jak znaleźli się w takiej sytuacji. W czasie jak ona głowiła się nad możliwościami reszta zajęta była rozmową i skakaniem po kanałach. 
        Kiedy Angie zobaczyła, że zegar wskazuje już 17:00, wstała i wróciła na piętro. Zmieniła koszulę na własną kurtkę i zeszła na dół. Jak się okazało reszta przeniosła się do kuchni w poszukiwaniu jeszcze jakiegoś trunku.
    -   Już idziesz?
  -  Taa, kiedyś muszę wrócić do domu. - Powiedziała zabierając brunetce do połowy wypitą butelkę piwa, po czym wypiła całą jej zawartość, jednym łykiem. Pożegnała się ze wszystkimi i powolnym krokiem ruszyła do wyjścia.
        Niedługo potem dziewczyna stała już pod swoim domem. W środku było cicho, więc wyglądało na to, że jej ojczyma nie ma, jednak drzwi były otwarte. Ostrożnie weszła do domu spodziewając się kolejnej awantury. Okazało się, że dom rzeczywiście był pusty. Uspokojona tym faktem weszła na górę, wzięła prysznic, a następnie ruszyła do kuchni, żeby przygotować kolację. Podała ją ojczymowi, który wrócił właśnie do domu i chciała iść na górę, kiedy nagle usłyszała pytanie:
    -   Gdzie byłaś?
    -   Nocowałam u koleżanki.
    Dziewczyna szybko wyszła, zanim zadał następne pytanie i zanim rozpętało się piekło. Zamknęła się w pokoju i położyła na łóżku. Rozmyślała o różnych rzeczach, aż w pewnym momencie zasnęła.

Brak komentarzy:

Prześlij komentarz