7. I can't understand what all the fighting’s for

            Niestety nie było mi dane zasnąć bo naprzeciwko była właśnie impreza. Wstałam z łóżka i podeszłam do okna. W tym niedużym jednak budynku, a także dookoła niego, było mnóstwo ludzi. Właśnie leciało „Rock You Like a Hurricane” Scorpionsów, co zapewne słyszeli ludzie cztery przecznice dalej. Nie znamy się na tyle dobrze żebym im odpuściła. W dodatku nie jestem najcierpliwszą osobą, szczególnie taka zmęczona. 
        Szybko się ubrałam, zbiegłam po schodach i wyszłam z domu. Ruszyłam na drugą stronę ulicy. Nie znam pozostałej dwójki mieszkańców, więc pozostało mi liczyć, że któryś z poznanych dzisiaj chłopaków gdzieś tu jest. Stwierdziłam, że w tym tłumie znalezienie kogokolwiek będzie graniczyło z cudem. Jednak kiedy dopchałam się już do budynku dosyć szybko zlokalizowałam Duffa. Chwała bogu, że ten facet jest taki wysoki. Przebiłam się przez tabun ludzi i dotarłam do mojego celu, który właśnie lizał się z jakąś laską. Na początku szturchnęłam chłopaka ale nie zareagował, więc przerwałam ten jakże namiętny pocałunek. Oboje byli bardzo zdziwieni i nie za bardzo ogarniali co się dzieje. Dziewczyna pierwsza zwróciła na mnie uwagę i właśnie zabijała mnie wzrokiem kiedy blondyn odwrócił się w moim kierunku. Miał niesamowicie rozszerzone źrenice i ledwo trzymał się na nogach. Patrzył się na mnie zdziwiony.
    - Czy moglibyście to łaskawie ściszyć?!! - Krzyknęłam.
    - Spokojnie. Po co te nerwy? - Powiedział i podał mi butelkę piwa.
   - Nie chcę piwa, chce iść spać, więc to kurwa przyciszcie! - Chłopak patrzył na mnie bez cienia zrozumienia, jakbym mówiła co najmniej po chińsku. 
       Zmroziłam go wzrokiem, jednak szybko uznałam, że ciągnięcie rozmowy z kompletnie pijanym facetem nie ma sensu. Rozejrzałam się jeszcze mając nadzieję, że zobaczę gdzieś Saula albo Stevena, ale tak się nie stało, więc odwróciłam się i ruszyłam w stronę wyjścia. Weszłam do domu i przebrałam się z powrotem w piżamę. Potem położyłam się do łóżka i próbowałam usnąć.          Po jakiejś godzinie kręcenia się z boku na bok poddałam się. Wstałam i wzięłam akustyka. Zaczęłam grać „Changes” Black Sabbath później “Fluff”  i “Don’t Starve”. Później przerzuciłam się na Led Zeppelin. Nie wiedziałam ile czasu już grałam, ale ciężko było mi utrzymać powieki. Postanowiłam spróbować się położyć, może teraz uda mi się zasnąć pomimo muzyki. Kiedy tylko się położyłam i zamknęłam oczy od razu zasnęłam.
        Obudził mnie telefon. Przeklęłam pod nosem. Komu się znowu kurwa o mnie przypomniało? Przez chwilę miałam zamiar po prostu to olać, ale dzwonek nie ustawał, w końcu więc poczłapałam na dół. 
    - Czego?
  - To tak się teraz odbiera telefony od kochanego braciszka? - Mimowolnie uśmiechnęłam się słysząc jego śmiech.
    - Sorry, to była cholernie długa noc.
    - Impreza?
    - Ta, niestety nie byłam zaproszona. Naprzeciwko zrobili imprezę stulecia, nie mogłam spać całą noc.
    - Uu, nieciekawi sąsiedzi?
   - Nah, są spoko. Z resztą wiedziałam o tych imprezach zanim się wprowadziłam. Po prostu wczoraj był w chuj długi dzień. 
    - Zły dzień?
    - W sumie to wręcz przeciwnie, ale strasznie pracowity. Posprzątałam cały dom i rozpakowałam się.
    - Dopiero teraz?
    - Już nie przesadzaj, przedwczoraj dopiero przyjechała ciężarówka.
    - No dobra, niech Ci będzie. Chociaż chyba trochę się obijasz w tej Kalifornii. - Jego głos przybrał tak dobrze znany mi ton, którego zawsze używał jak chciał mi dokuczyć. 
    - Spadaj. Mam dach nad głową, pracę. Czego jeszcze byś chciał?
    - Oo, gdzie pracujesz?
    - W barze “Roxy”, jestem kelnerką. Nic specjalnego, ale potrzebowałam coś na szybko. Zaczynam w piątek wieczorem. 
    - Jak Ci potrzebne pieniądze to wiesz, że możesz powiedzieć. 
    - Nie, na razie sobie radzę. Ale na pewno zapamiętam tą propozycję.  - Zaśmiałam się, na co Rob odpowiedział tym samym. - A co u Ciebie?
    - Ehh, jakoś to leci. Ostatnio mam od cholery pracy i tyle głównie robię. 
    - Nuuuudyy. - Znów się zaśmialiśmy. 
   - No dokładnie. - Nagle usłyszałam w tle damski głos, co prawda nie miałam pojęcia co mówi, ale byłam zaintrygowana.
    - Uuuu, kogo to słyszę w tle? - Zapadła chwila ciszy, jakby wahał się co powiedzieć.
    - Moją dziewczynę.
    - Uuuu, no to opowiadaj. Długo jesteście razem?
    - Niezbyt.
    - To znaczy?
    - Parę miesięcy.
    - I nic nie mówiłeś?!
    - Noo, jakoś nie było okazji.
  - Ta. - Robert nigdy nie był zbyt wylewny, ale tym razem trochę przesadził. Dlaczego nie powiedział mi wcześniej? Z zamyślenia wyrwał mnie ten sam damski głos, po którym znów odezwał się Rob.
    - Będziemy siadać do kolacji, także muszę lecieć. 
    - Jasne. Smacznego. 
    - Dzięki, narazie.
    - Pa.
        Parę miesięcy znaczy się, że byli razem jeszcze przed śmiercią rodziców. Nie rozmawiamy jakoś super często, ale na pewno gadaliśmy przed tym. Nie wspomniał też słowa jak widzieliśmy się w Nowym Jorku i nie było jej na pogrzebie. Może to nic poważnego? No ale chyba nie umawiasz się z kimś kilka miesięcy tak po prostu. Muszę go trochę przyszpilić następnym razem i dowiedzieć się o co chodzi. 
         Spojrzałam na zegarek - 9:30. Nadal byłam padnięta, ale niezbyt mi się opłacało iść spać skoro o 15 umówiłam się z Rachelem. No cóż, trudno. Coś nie dane mi jest pospać w tym LA, a podobno to Nowy Jork nigdy nie śpi.
        Weszłam do kuchni zrobiłam śniadanie i kawę. Chciałam znów zjeść na tarasie, ale pogoda była raczej średnia. Słońce chowało się za chmurami, wiał chłodny wiatr i nic nie zapowiadało zmiany na lepsze. Siadłam więc przed telewizorem. Skakałam po kanałach, ale nie znalazłam nic ciekawego, więc szybko skończyłam jeść. Miałam jeszcze sporo czasu do zabicia. Spojrzałam na kilka pudeł które zostały nierozpakowane. Nie ma w nich nic ważnego, mogę sobie to spokojnie zostawić na inny dzień. Przez okno w kuchni spojrzałam na dom naprzeciwko. Dookoła nie było żywej duszy, w środku panowała zupełna cisza. Zakładam, że jeszcze śpią. Miałam ochotę trochę się zemścić. Otworzyłam więc okna w sypialni przeciągnęłam do niej piec, wzięłam gitarę i zaczęłam grać tak głośno jak się dało. 
        Zdążyłam zagrać “Rock N’ Roll” Zeppelinów, "You Ain't Got a Hold on Me" i "Little Lover" AC/DC, a później “Welcome home” Metallica. Usłyszałam dzwonek do drzwi.  Odłożyłam gitarę i zeszłam na dół. Otworzyłam drzwi i zobaczyłam chłopaka o rudych włosach i z wyjątkowo wkurwionym wyrazem twarzy. Kiedy tylko otworzyłam zaczął się na mnie wydzierać.
    - Jak byś kurwa nie wiedziała to niektórzy jeszcze śpią do cholery, więc weź to ścisz!! - Miał bardzo niski, skrzeczący głos i zmęczone oczy. Spodziewałam się wizyty, ale facet trochę przesadził. 
    - Nie drzyj na mnie mordy!! - Krzyknęłam w odpowiedzi. - Wczoraj prosiłam was o to samo i gówno to dało, także możesz się pierdolić! - Z jego twarzy wyczytałam, że zupełnie go nie ruszył mój argument, może co najwyżej jeszcze bardziej wkurwił. Już miał coś odpowiedzieć,  kiedy trzasnęłam drzwiami z całej siły tuż przed jego twarzą. Przez chwilę była cisza, chyba po prostu nie spodziewał się takiego obrotu wydarzeń i był trochę zdezorientowany. Jednak szybko znów zaczął dobijać się do drzwi. 
        Wyszłam na taras i zapaliłam papierosa. Słyszałam jak posyłał w moją stronę najróżniejsze wyzwiska, ale całkiem mi to wisiało. Zastanawiałam się, czy iść się już szykować czy może trochę jeszcze pograć. Spojrzałam na zegarek. Nie ma jeszcze nawet 11, mam od cholery czasu, więc wróciłam więc do gitary. Zamknęłam okna, żeby nie zamarznąć i nieco przyciszyłam gitarę. Po wizycie rudego czułam, że moja zemsta została spełniona. Pograłam jeszcze jakiś czas, po czym poszłam wziąć prysznic. 
     Długo stałam pod przyjemnie gorącym strumieniem. W końcu wyszłam z łazienki stwierdzając, że mam ochotę się dzisiaj wystroić. Stanęłam przed szafą i po dłuższym namyśle wybrałam obcisłą czarną spódnicę sięgającą mi połowy uda. Spojrzałam jednak za okno, niebo straszyło ciemnymi, burzowymi chmurami. W oddali widziałam drzewa uginające się pod siłą wiatru. Może to nie najlepszy dzień na spódnicę. Wróciłam do szafy i zamiast tego wyciągnęłam skórzane spodnie, które idealnie podkreślały mój tyłek, do tego wybrałam szarą koszulkę z logiem AC/DC, którą wpuściłam do spodni. Zrobiłam ciemny, ale niezbyt mocny makijaż, a usta podkreśliłam czerwoną szminką. Włosy układały mi się dzisiaj wyjątkowo dobrze w ładne loki, więc zostawiłam je rozpuszczone. Jako kolczyki wybrałam duże srebrne koła, do tego parę sporych pierścionków i naćwiekowany pasek do spodni. Założyłam glany i ramoneskę. 
            Spojrzałam na zegarek, było jeszcze wcześnie, ale i tak nie mam co robić, więc stwierdziłam, że trochę pospaceruję. Poza tym nie miałam pojęcia gdzie mam iść. Do kieszeni schowałam kartkę z adresem, szminkę, zapalniczkę i paczkę papierosów. Wzięłam klucze i wyszłam z domu. Naprzeciwko zobaczyłam Duffa, chłopak jednak nie zareagował na moją obecność i tylko stał w miejscu. Myślałam, że może jest na mnie zły za tą pobudkę rano i nie chce gadać. Jednak nie wyglądał na złego i zdecydowanie mi się przyglądał. Pomachałam mu, ale dalej jedynie stał i się patrzył. Uznając to za nieco dziwne ruszyłam w swoją stronę. Nie minęło jednak dużo czasu a usłyszałam jak mnie woła. Odwróciłam się, a chłopak był już prawie koło mnie. Nawet jakoś bardzo się nie spieszył, no ale jakbym miała takie w chuj długie nogi też bym pewnie wszędzie była dwa razy szybciej. 
    - Hej. 
   - Hej. - Myślałam, że blondyn będzie kontynuował, ale tylko mi się przyglądał. Cisza zaczynała stawać się nieco niezręczna i już miałam ją przerwać, jednak chłopak mnie wyprzedził. - Świetnie wyglądasz. Prawie Cię nie poznałem. - Uśmiechnął się i jeszcze raz zlustrował mnie wzrokiem. Jego uśmiech nieco zrzedł kiedy napotkał moją średnio zadowoloną minę. 
  - Wyjątkowo dwuznaczny komplement. - Przez chwilę był zdezorientowany i niemalże widziałam jak w jego głowie zapala się lampka zrozumienia. 
    - Niee, no nie to, że wcześniej wyglądałaś źle. Po prostu, ten, no… inaczej. 
    - Dobra, już nie kop pod sobą, załapałam. - Chłopak spojrzał na mnie dziękującym wzrokiem, po czym odchrząknął.
    - Rozumiem, że gdzieś się wybierasz. Gdzie? Może Cię odprowadzę, czy coś?
    - Później jestem umówiona, na razie idę pozwiedzać. 
    - Jeszcze lepiej. To ten, mogę iść z tobą?  - Wzruszyłam ramionami.
  - Czemu nie. - Chłopak uśmiechnął się. Miał uroczy uśmiech. Zanim zdążyliśmy ruszyć usłyszeliśmy krzyki dochodzące z jego domu. Nie trzeba było długo słuchać, żeby stwierdzić, że to rudy znowu się wydzierał. Chłopak rzucił szybkie spojrzenie w stronę domu. 
   - No dobra, to chodźmy szybciej. - Pchnął mnie do przodu, po czym wyminął narzucając takie tempo, że musiałabym biec żeby dotrzymać mu kroku. Skręcił w pierwszą ulicę po czym oparł się o ścianę i czekał aż go dogonię. Chyba widać było po mnie, że zmęczyła mnie ta pogoń, bo chłopak pozwolił mi wyrównać oddech, po czym poczęstował papierosem, którego zresztą chętnie przyjęłam. Po chwili znów ruszyliśmy, jednak już spokojnym krokiem. tym razem to ja przerwałam milczenie. 
    - No dobra, wiem dlaczego ja nie chce się spotkać z tą rudą małpą, ale dlaczego ty przed nim uciekasz? - Chłopak spojrzał na mnie zaskoczony, po czym wybuchnął śmiechem. 
    - “Rudą małpą”? Czyli poznałaś już Axla. 
    - Ciężko powiedzieć, nie przedstawił się, ale jeśli Axl to ten rudy drący mordę, to tak. Złożył mi rano wizytę. 
    - Ahh, no tak. Twój mały koncert, nieźle go wkurwił. Mi tam się podobał. - Znów rzucił mi ten uroczy uśmiech. - Jesteś dobra. Grasz gdzieś?
    - Dzięki. - Nie potrafiłam powstrzymać dumnego uśmiechu. - Niee, tylko tak dla przyjemności. Ale zmieniasz temat. Co zrobiłeś rudej małpie?
    - Nic. Coś wcześniej wspominał o próbie, a średnio mam kurwa ochotę na to jego darcie mordy dzisiaj. Przy odrobinie szczęścia, wkurwi się, pójdzie gdzieś w pizdu i do jutra go nie zobaczymy.
    - Uuuu,  uciekasz z próby? Nieładnie. - Pogroziłam mu palcem.
    - Nie, nie kurwa. Nie prawda. Nie powiedział nic kiedy będzie próba, tylko że później, czyli chuj wie kiedy. Nie przywiąże się kurwa do kaloryfera, czekając aż jaśnie Pan Axl raczy zarządzić próbę.
   - No dobra, skoro jest aż tak ciężki do zniesienia, to dlaczego do chuja z nim grasz? A tym bardziej mieszkasz? - Chłopak wzruszył ramionami. 
    - Gram, z nim bo jest naprawdę, kurwa dobry. Wytwórnia nam załatwiła dom, no to mieszkamy wszyscy razem. Zresztą, no Axl jest spoko, tylko czasem mu odpierdala. 
    - Ah, czyli dane mi było poznać tą gorszą stronę, tak?
    - No nie miałaś farta. - Zaśmiał się.
Gadaliśmy już dłuższy czas, głównie o muzyce, choć chłopak opowiedział mi też jak znalazł się w LA. W końcu spojrzałam na zegarek i aż podskoczyłam.
    - Kurwa.
    - Po tej reakcji zakładam, że musisz już iść. 
    - No niestety. 
    - Spoko. Miłego wieczoru, narazie. 
  - Narazie. - Chłopak odwrócił się i ruszył tą samą drogą którą przyszliśmy. Przeszedł już kawałek, kiedy krzyknęłam jeszcze do niego. - Miłej próby! - Odwrócił się do mnie i pokazał mi język po czym z uśmiechem ruszył dalej. Widziałam jeszcze jak wchodzi do sklepu. Odwróciłam się zrobiłam dwa kroki i nagle mnie olśniło. Nie wiem dokąd mam kurwa iść. Mogłam się zapytać Duffa, ale jak ostatni debil oczywiście zapomniałam. Już miałam go gonić, kiedy zobaczyłam, że stoję pod sklepem muzycznym, w którym pracuje Kate. Weszłam do środka i błyskawicznie zlokalizowałam dziewczynę za ladą. Podeszłam szybkim krokiem. 
    - Hej.
    - Oo, hej. - Przyciszyła nieco głos i pochyliła się w moją stronę. - Jak przyszłaś znowu pograć, to mam złą wiadomość, szef dzisiaj grasuje i jest raczej w kiepawym humorze.
    - Niee, nie. Przyszłam do Ciebie. Mam pytanie, a właściwie dwa. 
    - Strzelaj.
    - Niewiele tu znam ludzi, więc pomyślałam, że może chciałabyś gdzieś kiedyś wyskoczyć? 
  - No jasne. Zawsze chętnie. - Posłała mi szczery, szeroki uśmiech. Pośpiesznie wymieniłyśmy się numerami telefonu. - A drugie pytanie? - Wyciągnęłam z kieszeni kartkę i pokazałam dziewczynie. 
    - Wiesz gdzie to jest? - Kiwnęła twierdząco głową. - Błagam powiedz, że niedaleko.
    - Niedaleko.
    - Uff, dzięki kurwa bogu. 
Dziewczyna szybko, ale bardzo dokładnie opisała mi drogę i nie minęło długo a już stałam pod adresem, który podał mi Rachel i dzwoniłam do drzwi. Spojrzałam na zegarek - punkt 15, ale miałam kurwa farta.

Brak komentarzy:

Prześlij komentarz