7. All I really want is peace

Próbowała otworzyć oczy jednak światło w pomieszczeniu było zbyt jasne, a jej powieki zbyt ciężkie. W pierwszej chwili nie mogła przypomnieć sobie co się stało, jednak wspomnienia szybko zaczęły wracać, choć bardzo nieskładnie i w urywkach. Widocznie w pewnym momencie straciła przytomność. Pomyślała, że musi leżeć przy oknie skoro słońce tak mocno świeci jej w twarz. Jednak po chwili doszła do wniosku, że leży na czymś miękkim, to na pewno nie podłoga. Czuła ból ale nie taki jak zawsze, ten był inny. Jakby stłumiony, odległy. Całe ciało miała niezwykle sztywne, w gardle zupełnie sucho. Otaczające ją dźwięki, również były dziwne - pikanie, szum, syczenie, wszystko naraz, nie potrafiła stwierdzić co może je wydawać. Nagle usłyszała nieznajomy damski głos. Wydawał się dochodzić z daleka i nie była w stanie rozszyfrować co kobieta mówiła. Ciekawość więc wygrała, postanowiła otworzyć oczy pomimo bólu powodowanego rażącym światłem. Jednak to okazało się błędem. Pomieszczenie zaczęło nagle wirować, zrobiło się jej niedobrze, a głowa odezwała się pulsującym bólem. Zamknęła więc znów oczy zanim zdążyła poznać odpowiedź na jakiekolwiek nurtujące ją pytanie i wkrótce zasnęła.
Kiedy obudziła się po raz kolejny znów spróbowała się rozejrzeć, tym razem z dużo większym sukcesem. Po chwili jej wzrok się wyostrzył i zobaczyła biały sufit, rzuciła okiem po pomieszczeniu i stwierdziła, że jest w szpitalu. Nie było co do tego wątpliwości. Wszędzie dookoła niej leżały różnego rodzaju kabelki i rurki. Po jednej stronie łóżka stało krzesło, stojak na kroplówkę i duże pudło z linią migającą na zielonym ekranie. Po drugiej stronie zobaczyła pielęgniarkę, która uśmiechnęła się ciepło widząc, że się obudziła.   
-  Witam z powrotem wśród żywych Angie. Jesteś w Lafayette Home Hospital. Jak się czujesz, skarbie? – kobieta mówiła cicho i spokojnie, miała przyjemny głos. 
-  Okej. – Wychrypiała. Kobieta zaskoczona spojrzała na nią badawczym wzrokiem.
-  Okej? Oj coś mi się wydaje, że kłamiesz skarbie. – Dziewczyna miała zupełnie zagubiony wzrok, rozglądała się po pokoju jakby jeszcze nie dotarło do niej gdzie jest i co się dzieje. 
- Nie ruszaj się, pójdę po lekarza, on Ci wszystko wytłumaczy. Dobrze? – Angie kiwnęła lekko głową niezbyt słuchając co kobieta mówiła. W swojej fascynacji otoczeniem nie zauważyła nawet, że pielęgniarka wychodząc nie spuściła z niej oka choćby na chwilę.
Choć bardzo powoli, to coraz bardziej wracała do siebie. Wykorzystała moment samotności, żeby rozejrzeć się po pokoju. Ściany miały jasny choć raczej stłumiony, zielony kolor, na podłodze były jasno-zielone kafelki. Leżała pod śnieżnobiałą pościelą, a jej łóżko otaczały metalowe barierki. Niedaleko drzwi stał stolik z segregatorami. Na parapecie widziała jakąś na wpół żywą roślinkę. Na dokładniejsze przyglądanie się zupełnie nie miała siły. 
Lekarz przywitał ją spokojnym głosem i przedstawił się. Następnie zamilkł przyglądając się dziewczynie i jej reakcji na sytuację. Ta leżała spokojnie przerzucając wzrok z jednej rzeczy na drugą jakby nie mogąc się na niczym skupić. Mężczyzna podszedł bliżej i nachylił się nieco w jej stronę.
- Angie? Słyszysz mnie? – To zwróciło jej uwagę, patrzyła teraz wprost na niego, delikatnie kiwnęła głową i otworzyła usta żeby coś powiedzieć jednak wydobył się z nich jedynie skrzek.
– Spokojnie. Długo spałaś, więc możesz być nieco ochrypła i czuć suchość w ustach, to normalne. Wkrótce wszystko wróci do normy. Możesz też czuć się osłabiona i ospała przez leki przeciwbólowe, które Ci daliśmy, to również niedługo minie. Trafiłaś do nas z raną na brzuchu i złamaną ręką, ale teraz już założyliśmy Ci gips, a ranę oczyściliśmy i zszyliśmy, wszystko jest pod kontrolą. – mówił do niej powoli i spokojnie, upewniając się, że ta nadal patrzy na niego uważnie – Leż spokojnie i odpoczywaj, to teraz najważniejsze. Jeśli będziesz miała jakieś pytania albo będziesz czegoś potrzebować śmiało mów pielęgniarce, dobrze? – Kiwnęła lekko głową. Widać było, że szatynka już się bardziej rozbudziła i była w stanie zrozumieć sytuacje. Kolejna odezwała się pielęgniarka:
- Niedługo zaczynają się godziny odwiedzin, więc na pewno będziesz miała towarzystwo. Będzie twój tata… i twoi znajomi też przychodzili codziennie. – Próbowała podnieść dziewczynę na duchu, jednak zamiast tego zauważyła w jej oczach coś dziwnego. Jakby jeszcze większy niepokój, może nawet strach. W tym momencie męczenie jej pytaniami było wykluczone, postanowiła jednak uważnie przyglądać się ich relacji.
- Dobrze, ja muszę już iść dalej. Pamiętaj żeby odpoczywać i nie ruszać się z łóżka. Zajrzę do ciebie później Angie.
Lekarz wyszedł. Dziewczyna nadal nieco zdezorientowana, a teraz dodatkowo zestresowana, leżała próbując utrzymać względny spokój. Kobieta poradziła jej żeby jeszcze się przespała, po czym zajęła się jakimiś dokumentami. Angie nie wiedziała co robić, co mówić. Czy w ogóle powinna coś mówić? To ojczym musiał zadzwonić po karetkę, a teraz miał ją niby odwiedzić. Co mógł im powiedzieć? Jakich kłamstw użyć? Czy może powinna powiedzieć wszystko pielęgniarce? Może to była jej szansa na ucieczkę, o której tak marzyła? A może nikt by jej nie uwierzył? Może tylko pogorszyła by tym swoją sytuację? W końcu stwierdziła, że jedyne co dało jej to rozmyślanie, to ból głowy i postanowiła skorzystać z rady pielęgniarki. Zamknęła oczy i niedługo później odpłynęła.
Nie odważyła się otworzyć oczu po przebudzeniu. Zastanawiała się ile czasu mogło minąć i czy jeśli teraz je otworzy to zobaczy ojczyma. Chyba nie zacząłby awantury w miejscu publicznym, ale po tym co wydarzyło się ostatnim razem nie była już całkiem pewna. W końcu stwierdziła, że udawanie nie ma sensu i uchyliła powieki. Na fotelu obok rzeczywiście ktoś siedział, jednak nie był to jej ojczym. Rozejrzała się po pokoju, kiedy nigdzie go nie zobaczyła wzięła głęboki oddech, nieco spokojniejsza. Przyjrzała się teraz mężczyźnie, który siedząc na fotelu wpatrywał się w okno. Miała wrażenie, że już gdzieś go widziała, więc oczywistą odpowiedzią było, że to lekarz. Widocznie był u niej kiedy spała, może trochę się przebudziła i dlatego go kojarzy. Szybko doszła do wniosku, że nie ma to żadnego sensu. Zresztą kitlu też na sobie nie ma, a lekarz chyba raczej nie siedziałby w środku roboty. Zorientował się, że się obudziła i pochylił się w jej stronę. Na jego twarzy malował się smutek i zmartwienie. Na pewno gdzieś już go widziała, ale nie mogła go nigdzie umiejscowić. Może tylko mignął jej gdzieś na ulicy czy w sklepie, nie była w stanie sobie przypomnieć. Wtedy mężczyzna przerwał milczenie.
-   Hej. Cieszę się, że się obudziłaś, bardzo chciałem z tobą porozmawiać. - z jej miny wywnioskował że nie ma pojęcia kim jest. Nie był tym szczególnie zaskoczony, ale tak naprawdę miał nadziej, że jednak go rozpozna. Przepełniony smutkiem i nieco zmieszany dodał: - Widzę, że mnie nie kojarzysz. Jestem twoim ojcem. - Na twarzy dziewczyny pojawiały się na przemian zaskoczenie i złość. 
-   Co? - tylko tyle zdołała w końcu wydukać.
-   Posłuchaj, nie wiem co Lisa Ci o mnie mówiła, sądząc po tym, że nawet będąc w takiej sytuacji się ze mną nie skontaktowałaś zakładam, że albo nic albo nic dobrego. Bardzo chciałbym Ci wszystko wytłumaczyć, ale to będzie długa opowieść i uważam, że teraz nie jest na nią najlepszy czas. Myślę, że będzie lepiej jak zaczniemy od rzeczy najbardziej teraźniejszych. – Dziewczyna nie odpowiedziała patrzyła pustym wzrokiem w podłogę. Z jej twarzy nie dało się nic wyczytać, nie był nawet pewien czy w ogóle go słuchała, ale nie chciał też naciskać. – Czy to będzie okej? – Angie lekko kiwnęła głową, ledwie zauważalnie. Nie wiedział czy to była odpowiedź na jego pytanie, ale mimo to kontynuował. – Zajmę się tobą, obiecuję. O nic się nie musisz martwić. Mieszkam daleko jak cholera i planowałem tam wrócić. Myślę, że taka zmiana otoczenia może Ci dobrze zrobić, ale zdaje sobie sprawę, że to byłoby również duże poświęcenie. Także jeśli chciałabyś tu zostać to rozumiem i coś wymyślę. Zupełnie się tym nie przejmuj i po prostu zastanów się co by Ci bardziej pasowało, ja się dostosuję. – zamilkł w oczekiwaniu na jakąś reakcję ze strony dziewczyny, jednak ta nie ruszyła się nawet o milimetr. Właśnie miał kontynuować, kiedy drzwi otworzyły się nagle z hukiem, a do pomieszczenia wpadła Olivia.
W pierwszej chwili nieco się speszyła widząc mężczyznę. Jednak radość z przebudzenia przyjaciółki była zbyt duża żeby zawracać sobie nim głowę. Nawet nie zauważyła kiedy zostawił je same.
- Pielęgniarka powiedziała mi, że się obudziłaś! Nareszcie! Ale się kurwa martwiłam! Wszyscy się martwili jak cholera. Coś ty myślała?! Miałyśmy wymyślić coś razem, miałyśmy znaleźć jakieś wyjście, nie pakować się do szpitala! Chociaż no niby to było jakieś wyjście… ale zupełnie nie warte ryzyka! Nic się nie martw ze wszystkim Ci pomożemy. Możesz zamieszkać u mnie na ile tylko będziesz chciała. Pomogę Ci zabrać swoje rzeczy z domu. Albo sama mogę wziąć co będziesz potrzebować, no bo może nie zbyt chcesz tam wracać? To mogę iść, tylko zrób mi listę, to wszystko znajdę i przyniosę. A za rok skończymy szkołę i możemy wyjechać gdzie tylko będziemy chciały! Myślałam nad Nowym Jorkiem, albo Chicago. Uuuu, słyszałam kiedyś, że w San Francisco jest super. Musimy to przedyskutować. - Angie w duchu ucieszyła się z tej wizyty jednak wiadomość, która przed chwilą ją uderzyła była zbyt dużym ciężarem żeby była w stanie okazać jakąkolwiek radość. Liv jednak nie zmieszała się obojętnością szatynki. Przez własną ekscytację zwyczajnie jej nie zauważyła i mówiła dalej. - Jeff na pewno wpadnie później. Widzisz, mówiłam, że Cię polubi, to naprawdę fajny chłopak. Do tej pory przychodziliśmy razem, ale dzisiaj miał coś do załatwienia. W sumie to nie wiem co, chyba nie mówił, muszę się dopytać później.
Lawina słów którą zalała przyjaciółkę nie była niczym dziwnym. Olivia zawsze lubiła mówić i miała tendencje do wypowiadania każdej myśli jaka pojawiła się w jej głowie. Szczególnie w momentach ekscytacji. Nie raz pakowało ją to w kłopoty, jednak brunetka nigdy się tym nie przejmowała i nie widziała potrzeby zmieniania w sobie czegokolwiek. Rozmowa o Jeffie sprawiła, że dziewczyna wpadła na chwilę w zamyślenie co pozwoliło Angie wtrącić się w monolog przyjaciółki.
- Brzmisz jakby Jeff nie podobał Ci się jedynie dlatego, że jest „fajny”. – wymownie spojrzała na brunetkę. Na co ta zmieszała się nieco, a nawet lekko zarumieniła, czego Angie jeszcze nigdy nie widziała.
- Nooo… jest zajebisty… miły, ale z charakterem, zabawny i lubi imprezy… no i te jego brązowe oczy, cholera mogłabym się w nie patrzeć godzinami i ni chuja by mi się nie znudziły. A jak coś gra i śpiewa to mi serducho normalnie kurwa fikołki robi…
- Mówiłaś mu to?
- Ochujałaś? Coś nie tak z główką? – urwała gwałtownie. - Emmm... a właściwie to jak się czujesz? Bo nawet nie zapytałam… normalnie zajebista ze mnie kumpela. Nikt nam za bardzo nie chciał powiedzieć co Ci jest. Ciągle powtarzali tylko, że „twój stan jest stabilny” i że trzeba czekać aż się obudzisz.
- Spokojnie, nic mi nie będzie. Wolę pogadać o tobie i Jeffie.
- Nie ma o czym gadać. Jesteśmy przyjaciółmi i tyle.
Jeszcze jakiś czas się przekomarzały, jednak Angie zaczęła się coraz bardziej wycofywać z rozmowy. Cieszyła ją wizyta przyjaciółki i miło im się rozmawiało, ale teraz bardziej interesowało ją co ma do powiedzenia ojciec. Czuła zmęczenie dzisiejszym dniem, mimo że wcale nie był on długi. Nie chciała jednak wyganiać Liv, zastanawiała się co powinna zrobić czy powiedzieć kiedy żołądek Olivii nagle dał o sobie znać. Dziewczyna powiedziała, że pójdzie coś zjeść, ale zapowiedziała swój powrót później. 
Wychodząc z pokoju brunetka zobaczyła ojca Angie rozmawiającego z pielęgniarką. To nie był pierwszy raz, widywała go już tutaj. Bez względu na to, o której godzinie przyszła to zawsze tu był, czasem w pokoju obok łóżka przyjaciółki, czasem na korytarzu przed drzwiami. Ani trochę nie są do siebie podobni, ale nie trzeba być geniuszem, żeby poskładać w całość, że to jej ojciec. Kiedy pierwszy raz to do niej dotarło była wściekła. Gdyby jej nie zostawił, to nigdy by się nie wydarzyło. Uważała go za całkowicie winnego. Już chciała na niego naskoczyć, jednak kiedy ich spojrzenia się spotkały zrezygnowała. Nie potrafiła nazwać jego wyrazu twarzy, jakby były w nim wszystkie emocje naraz. Jednak ból, który widziała w jego oczach od razu przypomniał jej Angie. Przyjaciółka często patrzyła na nią takim spojrzeniem. Nie lubiła go. Nigdy nie lubiła nic z czym nie mogła sobie poradzić, a ból, który widziała nie znikał bez względu na to jakie rozwiązanie wymyśliła. 
Nigdy z nim nie rozmawiała, zawsze tylko w ciszy mijali się gdzieś na korytarzu. Tym razem również milczała. Jego nagły powrót niepokoił ją, czuła, że nastaną ogromne zmiany, na które nie jest przygotowana.
Kiedy Angie usłyszała zamykające się drzwi przymknęła oczy i próbowała wyciszyć umysł pełny myśli, pytań, wspomnień. Wydawało jej się, że powinna czuć ulgę, patrzeć w przyszłość z nadzieją i radością. Jednak jej umysł opanowały skrajnie inne emocje. Czuła strach większy niż kiedykolwiek. Wspomnienia normalnego, rodzinnego życia wydawały jej się zupełnie nieprawdziwe, jakby oglądała film. Wcale nie czuła, że to naprawdę była jej przeszłość. Piekło w którym trwa ciągnęło się tak długo, że stało się jej codziennością. Mimo, że tak często chciała z niego uciec teraz bała się ruszyć na przód. Nie ma pojęcia jakim człowiekiem jest jej ojciec. Zupełnie go nie zna. Co jeśli nie będą się dogadywać? Już raz ją zostawił dlaczego teraz miałoby być inaczej? Może okaże się taki sam jak ojczym? Ta niepewność przerażała ją bardziej niż powrót do tego co było wcześniej. Zabroniła sobie czuć nadzieje z powodu tej sytuacji. Wiedziała, że nie ma już siły walczyć i nie wytrzyma kolejnego zawodu. Łzy powoli spływały po jej twarzy, w końcu zmęczenie wygrało i zasnęła.

Brak komentarzy:

Prześlij komentarz