Drzwi otworzyły się błyskawicznie i pojawił się w nich Rachel. Ewidentnie albo do nich biegł, albo właśnie pod nimi stał.
- Hej. - Uśmiechnęłam się do bruneta. Ten jednak nie odwzajemnił uśmiechu, a jedynie przyjrzał mi się od stóp do głów. Kurwa, naprawdę aż tak źle zazwyczaj wyglądam? Chyba zacznę mieć kompleksy. Po chwili w drzwiach pojawił się wysoki blondyn, którego dane mi było już raz spotkać w Roxy. Stanął obok Rachela z rękami na biodrach i zagwizdał.
- Cholera, ale z Ciebie ślicznotka. Cześć, jestem Sebastian. - Chłopak uśmiechnął się i podał mi rękę.
- Hej. Val. - Odwzajemniłam uśmiech rozbawiona faktem, że chłopak widocznie nie pamiętał, że już raz się spotkaliśmy. Nie to żeby mnie to dziwiło ledwo wtedy stał na nogach. Uścisnęłam jego dłoń, a on wciągnął mnie do środka, objął ramieniem i prowadząc korytarzem mówił dalej.
- Dobrze, że już jesteś, bo Rachel sterczy pod tymi jebanymi drzwiami już ze 20 min. Za żadną cholerę go nie mogłem odciągnąć. - W odpowiedzi brunet rzucił jedynie “Pierdol się” i nas wyminął. - Muszę powiedzieć, że Bolan trochę Ci umniejszył urody. - Nie wiedziałam co na to powiedzieć. Chłopak mówił dosyć szybko, zachowywał się w nieco nachalny sposób. Zanim zdążył kontynuować z pomocą przyszedł mi Rachel. Zdjął rękę blondyna z mojego ramienia i stanął pomiędzy nami.
- Spierdalaj, Baz. - Chłopak odszedł bez słowa, jednak jakby z wyrazem zadowolenia. Było to co najmniej dziwne, jednak nie miałam zamiaru zbytnio zagłębiać się w psychikę i wybory życiowe Sebastiana. Zresztą nawet gdybym chciała to Rachel zajął mnie rozmową. - Sorry, to idiota, nie zwracaj na niego uwagi. - W odpowiedzi uśmiechnęłam się lekko czym wydawał się zadowolony i od razu go odwzajemnił. Może myślał, że będę go winić za dziwactwa kolegów. - Miło widzieć, że nie zostałaś pochowana pod stosem pudeł. - Zaśmialiśmy się.
- Tak, ja też się z tego cieszę.
- Chodź, reszta jest już na dole.
Poprowadził mnie dosyć stromymi schodami do piwnicy. Przypominały mi sceny z horrorów, z których dziewczyny wychodzą albo w kawałkach albo wcale. Nie byłam pewna czy ta myśl bardziej mnie rozbawiła czy wystraszyła. Jednak szybko usłyszałam pobrzękiwanie instrumentów przerywające rozmowy, co zdecydowanie uspokoiło moją wyobraźnię.
Na dole oprócz Sebastiana były jeszcze 3 osoby. Blondyn pochłonięty był teraz rozmową z dwójką nieznajomych. Mnie natomiast zainteresował chłopak stojący po drugiej stronie pokoju z gitarą przewieszoną przez ramię. Rachel coś chyba do mnie mówił, zapewne chciał mi przedstawić resztę zespołu. Przyznam, że nie słuchałam. Nie odrywając wzroku od długowłosego szatyna zaczęłam iść w jego stronę. Kiedy stałam już dosyć blisko byłam całkowicie pewna, że go znam.
- Scott?! - Od razu odwrócił się w moją stronę, chwilę mi się przyglądał, chyba bardziej ze zdziwienia, niż dlatego, że mnie nie poznał. Taką mam przynajmniej nadzieję, chociaż może faktycznie tak kiepsko zapisuję się w pamięci.
- Valentina?! O cholera. - Odłożył gitarę i uścisnął mnie. Jestem pewna, że rzucił spojrzeniem dookoła, zapewne szukając Letty. Nie miałam jednak zamiaru tego komentować. Odwzajemniłam jego uścisk. - Co ty cholera robisz w LA?
- No tak sobie mieszkam od niedawna. - Otworzył szeroko oczy.
- Serio? - Potwierdziłam skinieniem głowy. - To mnie zaskoczyłaś.
Chwilę mi się przyglądał widocznie niepewny co powiedzieć, jego wyraz twarzy dosyć nagle się zmienił na ten, który ostatnimi czasy tak dobrze poznałam. Od razu wiedziałam, że słyszał o moich rodzicach, nie zdziwiło mnie to. Nasze rodziny całkiem dobrze się znały, jeśli dobrze pamiętam, byli też na pogrzebie.
- Słuchaj… - Po jego minie widziałam, że zaraz polecą kondolencje, przeprosiny i tym podobne, chciałam mu przerwać, jednak Rachel mnie wyprzedził. Patrząc na Scotta pokręciłam tylko głową mając nadzieję, że zrozumie o co mi chodzi.
- Widzę, że się znacie.
- No tak się akurat składa, że tak. Dorastaliśmy niedaleko od siebie, także często obracaliśmy się w tych samych kręgach. - Raczej trochę uprościł naszą relacje, nie wspomniał też słowem Letty, a to głownie przez nią się znaliśmy. Widocznie nie miał ochoty się w to zagłębiać, nie będę narzekać, im mniej wzmianek o przeszłości tym lepiej.
- Tak, wygląda na to, że Los Angles jest wyjątkowo mikroskopijnym miastem. - Zaśmiałam się.
Reszta zespołu została mi pospiesznie przedstawiona zanim zaczęli grać. Słuchałam już dłuższą chwilę jak grali piosenka za piosenką i musiałam przyznać, że byli bardzo dobrzy. Części utworów nie znałam, zakładam, że były one ich oryginalną twórczością i tu też przyznaję, że były świetne. W pewnym momencie zarządzona została przerwa. Sebastian i Rob ruszyli na górę po coś do picia, a do mnie podszedł Rachel.
- No więc? Co myślisz?
- Cóż, chętnie czy nie muszę przyznać, że jesteście naprawdę dobrzy. - Chłopak rzucił mi uroczy uśmiech.
Zaczęłam pokrótce streszczać wszystko to co zwróciło moją uwagę, jednak ugryzłam się w język zanim rzuciłam jakąś krytykę. W końcu nie po to tu jestem, w dodatku żaden ze mnie autorytet i nie wiem czy którykolwiek z nich chciałby słuchać co ma do powiedzenia przypadkowa dziewczyna. Rachel wyglądał na szczerze zadowolonego i wdzięcznego za komentarze. W międzyczasie Rob podał mi butelkę piwa, a rozmowa zeszła na wpływy jakie zauważyłam w ich muzyce. Nie trwała ona jednak długo, bo chłopaki wrócili do grania. Szło im równie dobrze i przyznaję, że ten prywatny koncert sprawiał, że czułam się wyjątkowa. To jednak dosyć szybko przywiodło inną myśl. Jak często używali tego podrywu? Ile dziewczyn siedziało wcześniej na moim miejscu wpatrzone jak w obrazek, wychwalając muzykę? Czy tym właśnie byłam? Kolejną dziewczyną, którą Rachel poderwał w barze? W końcu nie miałam prawa myśleć, że byłam pierwsza, czy w jakiś sposób wyjątkowa.
Kiedy próba dobiegła końca szybko doszli do wniosku, że czas na wycieczkę do baru. Chętnie się zgodziłam i próbowałam zachować wcześniejszą energię, jednak teraz pytania kłębiły się w mojej głowie. Głupio było zadać je brunetowi, zwłaszcza w towarzystwie. Wyszłam więc na zewnątrz i zapaliłam papierosa starając się nie ponieść zbytnio wyobraźni. Niezbyt mi wychodziło.
Co ja właściwie sobie myślałam przychodząc tu? Przecież tak naprawdę w ogóle go nie znam. Czy chciał mnie w ten sposób zaciągnąć do łóżka? Zapewne tak, ale przecież zdawałam sobie z tego sprawę wcześniej. Nie jestem naiwna. Co więcej, nie byłby przecież pierwszy i nigdy wcześniej nie czułam się tym dotknięta. To dlaczego dopiero teraz o tym myślę? A przede wszystkim dlaczego teraz mi to przeszkadza? Pytania pojawiały się jedno po drugim i nie byłam już w stanie ich zatrzymać choćbym nie wiem jak chciała. Z rozmyślań wyciągnął mnie znajomy głos.
- Nad czym tak myślisz?
- Hmm? - Spojrzałam na szatyna nieco zaskoczona tym pytaniem. Aż tak to po mnie widać? - Nad niczym. - Chłopak lekko się zaśmiał.
- Błagam Cię, Val, takie kity to możesz wciskać reszcie. - Wskazał głowa na budynek za nami. - Zawsze robisz taką minę jak zaczynasz za dużo nad czymś myśleć. Więc… co tym razem zaprząta twoją ładną główkę? - Skrzywiłam się nieco na to pytanie.
- “Ładną główkę”? Teraz zaprząta ją to jak Cię najlepiej zabić.
- Najlepiej, czy najszybciej? Bo może mam jakieś pomysły. - Zaśmialiśmy się oboje. Na początku wydawał mi się nieco oschły, myślałam, że może jest niezbyt zadowolony z tego spotkania. Jednak w tym momencie znów poczułam się jakbym miała 16 lat, kiedy spotykaliśmy się we trójkę. Spędzaliśmy razem praktycznie każdą wolną chwilę. Razem zrywaliśmy się ze szkoły, razem chodziliśmy na imprezy, razem siedzieliśmy godzinami gadając na każdy możliwy temat. Bardzo miło wspominam ten czas, był tak pełen szczęścia i beztroski.
Siłą rzeczy nie mogłabym go winić za obojętność, czy nawet oziębłość, w końcu byliśmy blisko tylko przez Scarlett. Lubiłam go, no pewnie, był świetnym facetem, ale zawsze był raczej chłopakiem mojej najlepszej przyjaciółki niż kimś bliższym i raczej odnosiłam wrażenie, że on uważa to samo.
Nie dane było mu zadawać dalszych pytań, ponieważ z środka po kolei wychodziła reszta zespołu. Sebastian, Rob i Dave ruszyli przodem prowadząc do baru. Scott szedł razem ze mną i najwyraźniej za cel na dzisiejszy wieczór obrał sobie poprawienie mi humoru, co chwilę rzucając dowcipami. Rachel dosyć szybko znalazł się po mojej drugiej stronie i również zajmował mnie rozmową. W ten sposób nawet nie zauważyłam kiedy dotarliśmy na miejsce. Nad wejściem widniał ogromny napis “Rainbow”. Tu jeszcze nie byłam, nowi znajomi zdecydowanie poszerzali moje horyzonty.
Było jeszcze w miarę wcześnie, więc bez wielkiego trudu znaleźliśmy stolik i szybko zaczęliśmy pić. Rachel zabawiał mnie żartami i śmiesznymi historyjkami, a Scott opowiedział mi początki zespołu i jak trafił do LA. Atmosfera między tą dwójką wydawała mi się nieco dziwna, ale szatyn albo tego nie zauważał albo zwyczajnie ignorował, a ja nie miałam zamiaru w to wnikać.
Kiedy reszta już porządnie się upiła i całkowicie nie zwracała uwagi na to co działo się przy stole zaczęliśmy wspominać stare czasy. Świetnie się z nim bawiłam, jak zawsze zresztą. Niby minęło już ładnych kilka lat, ale Scotti ani trochę się nie zmienił. Nigdy do końca nie rozumiałam co się wydarzyło między nim a Letty. Miałam wrażenie, że wszystko nagle rozleciało się z dnia na dzień. Scarlett nie chciała o tym rozmawiać, nie pozwoliła mi w ogóle o to pytać i nawet kiedy była zupełnie pijana nie udało mi się nic z niej wyciągnąć. Na początku nie wymawiała nawet jego imienia, uważałam to za przesadę, ale jako najlepsza przyjaciółka, lojalnie stałam za nią. Przez to nigdy nie odezwałam się Scotta mimo, że chciałam i zawsze czułam się winna z tego powodu. Może nie byliśmy specjalnie blisko, ale uważałam, że przez czas który spędziliśmy razem zasługiwał chociaż na grzecznościowy telefon. Myślałam, że Letty szybko przejdzie ta pierwsza złość i dzięki temu nie rozszarpie mnie na strzępy jak się dowie, że się do niego odezwałam. Czekałam więc… niestety za długo. Nasi rodzice nadal czasami się spotykali i dzięki temu dowiedziałam się, że Scott wyjechał. Wtedy już całkiem straciłam z nim kontakt. Pewnie mogłam poprosić jego mamę o numer i się odezwać, ale wtedy już było mi cholernie głupio. Teraz jednak nie wydawał się mieć mi tego za złe… albo był zajebistym aktorem. W pewnym momencie Rachel poszedł zamówić kolejne drinki, a jego miejsce po mojej lewej stronie zajął Sebastian.
- To co taka ślicznotka robi sama w LA? - Widać było, że jest już kompletnie pijany, tej rozmowy może też nie będzie pamiętał. Ja natomiast pamiętałam jak zachowywał się wcześniej i jego pytanie znów wydało mi się dziwnie nachalne. Niby nie było w nim nic złego, ot zwykłe pytanie, może zadane w trochę zbyt flirciarski sposób, ale samo w sobie zupełnie naturalne. Mimo to skrzywiłam się słysząc je i nie byłam pewna co o nim sądzić, więc postanowiłam je wyminąć.
- Kto powiedział, że jestem sama?
- Noo… jest wieczór, a Ty szlajasz się z nami po barach, to chyba jesteś.
- A co powinnam być przywiązana do kaloryfera w kuchni? - Teraz on ewidentnie nie wiedział co powiedzieć. Wyglądał jakby bardzo głęboko zastanawiał się nad tą kwestią. Po czym wstając powiedział bardziej do siebie niż do mnie.
- To się Bolan kurwa zawiedzie.
Widziałam, że coś jeszcze mamrotał, jednak jego głos ginął w hałasie baru. To co usłyszałam potwierdzało jednak moje wcześniejsze przypuszczenia, że Rachel uważał mnie po prostu za swój kolejny podryw. Nie byłam pewna jak się z tym czuję. Czy liczyłam na coś więcej? Nie miałam okazji się nad tym zastanowić, bo Scott znów zajął mnie rozmową.
Po pewnym czasie i znacznej ilości alkoholu doszłam do wniosku, że na dzisiaj wystarczy. Bar coraz bardziej się kręcił, a ja czułam już zmęczenie. Chłopaki ewidentnie nie mieli ochoty jeszcze kończyć imprezy, pomimo, że dwóch z nich już odpadło i smacznie spało w rogu kanap. Wyglądało więc na to, że w drogę powrotną ruszę sama. Scott zaproponował, że mnie odprowadzi, ale nie chciałam mu psuć wieczoru. Raczej nie potrafiłabym stąd wrócić do domu, więc pomógł złapać mi taksówkę. Zanim jakaś się zatrzymała wspólnie chichotaliśmy z głupot, podtrzymując się nawzajem. Wpakował mnie do samochodu i znów zapytał czy na pewno nie jechać ze mną. Odmówiłam, zapewniając, że nie ma takiej potrzeby, więc zatrzasnął drzwi, a ja podałam swój adres kierowcy.
Brak komentarzy:
Prześlij komentarz