Obudził mnie hałas dochodzący z domu naprzeciwko. Rozejrzałam się dookoła nieco zdezorientowana. Widocznie wypiłam wczoraj więcej niż mi się wydawało, bo przyznam, że z powrotu do domu pamiętam jedynie przebłyski.
Podeszłam do okna i spojrzałam na drugą stronę ulicy ciekawa, czym moi sąsiedzi tak hałasują od samego rana. Rzuciłam okiem na zegarek - 12:35. No dobra, czyli nie tak od samego rana. Byłam pewna, że słyszę muzykę, a dokładniej gitarę i głosy. Myślałam więc, że może ta zapowiadana wczoraj próba przeniosła się w końcu na dzisiaj. Z ciekawością otworzyłam okno, a ciepłe powietrze rozwiało mi włosy. Po chwili przysłuchiwania się stwierdziłam, że rzeczywiście ktoś gra na gitarze, jednak głosy, które słyszałam brzmiały bardziej jak kłótnia. Zaczynam podejrzewać, że to u nich codzienność.
Co prawda nie rozpoznałam granej melodii, ale podobała mi się. Jeszcze chwilę się wsłuchiwałam próbując wyłapać jak najwięcej dźwięków, po czym włączyłam elektryka i próbowałam powtórzyć to samo. Wiadomo, nie brzmiało identycznie, nie miałam aż tak dobrego słuchu, do tego tu i ówdzie dodałam coś od siebie, ale skromnie przyznam, że szło mi całkiem nieźle. Nagle muzyka na przeciwko umilkła. Nastała chwila ciszy, którą zastąpił kawałek cyrkowej melodyjki. Uśmiechnęłam się i powtórzyłam ją, dodając końcowe dźwięki.
Graliśmy tak dłuższą chwilę, na zmianę powtarzając po sobie muzykę i za każdym razem lekko ją zmieniając. Jeśli dobrze pamiętam mają dwóch gitarzystów, zastanawiałam się więc z którym z nich właśnie gram, kiedy instrument po drugiej stronie ucichł i zastąpiły go krzyki. Przyznam, że niezbyt mnie to ruszyło i grałam dalej, kiedy usłyszałam dzwonek do drzwi. Odłożyłam gitarę, a dzwonek się powtórzył. Zanim zdążyłam zejść na dół usłyszałam go po raz trzeci a po nim głośne walenie w drzwi. Wyjrzałam przez szybkę w drzwiach i zobaczyłam wkurzonego rudzielca. Normalnie deja vu. Trochę niechętnie, ale postanowiłam otworzyć, może z ciekawości, nie jestem pewna.
Kiedy tylko nacisnęłam klamkę zaczął się wydzierać, zrobił niewielki krok do przodu, tak że tym razem nie mogłam nimi trzasnąć. Krzyczał tak głośno i szybko, że nie byłam nawet do końca pewna o co mu chodzi. W końcu, dzisiaj nie jest już tak wcześnie, a ja nie grałam tak głośno. W sumie to zrozumiałam tylko że oboje jesteśmy pierdolnięci. Miałam wrażenie, że trwa to już całą wieczność, a on cały czas się drze i nie wygląda na to żeby choćby trochę się uspokajał. W pewnym momencie miałam wrażenie, że zaraz mi przypierdoli i przyznam, że nawet trochę się wystraszyłam. Nie pozwolił mi wtrącić choćby jednego słowa, więc stałam tylko jak ta głupia i się na niego gapiłam.
Nagle w tle usłyszałam drugi głos, chociaż nie potrafiłam powiedzieć do kogo należał ani co mówił, może byłam w zbyt dużym szoku, a może po prostu zagłuszały go krzyki rudej małpy. Chwilę później zobaczyłam jak Saul odciąga go od drzwi. Mulat stanął między nami i kazał Axlowi się uspokoić i zostawić mnie w spokoju. Kiedy to nic nie dało odepchnął go jeszcze trochę dalej od drzwi i powtórzył to samo podnosząc nieco głos, choć raczej nie ze złości, a po to żeby przekrzyczeć rudzielca. W końcu ten kazał się nam obojgu pierdolić i równie wkurzony ruszył na drugą stronę ulicy. Slash natomiast odwrócił się do mnie.
- Wszystko ok? - Nie odpowiedziałam, nie potrafiłam oderwać myśli od całej tej sceny. - Val? - Położył mi dłoń na ramieniu sprowadzając mnie na ziemię.
- Hmm? - spojrzałam na niego nierozumnym wzrokiem.
- Wszystko ok?
- Tak, tak. Wszystko w porządku. - Czułam na sobie jego czujne spojrzenie, jakby próbował wyczytać z mojej twarzy czy mówiłam prawdę.
- Sorry za Axla. Czasem ma takie humorki.
- Tak, już to słyszałam. Mam wrażenie, że źle używacie słowa “czasem”. Wczoraj złożył mi podobną wizytę.
- No może i prawda, ostatnio faktycznie chyba z nim gorzej. - Na chwilę się zamyślił, zaskoczyło mnie, że wydawał się szczerze zmartwiony. - No nic, jeszcze raz sorry za niego. Nie będę Ci dłużej przeszkadzał, zresztą w domu nikogo nie ma, także idę zanim nam wszystko rozpierdoli. - Lekko się uśmiechnął chociaż raczej bez przekonania.
- Jasne. Dzięki za ratunek. - Też się uśmiechnęłam, pewnie równie przekonująco.
Zamknęłam drzwi i wróciłam do środka. Moją uwagę zwróciła migająca lampka na telefonie, mówiąca, że ktoś zostawił wiadomość. Odsłuchałam ją. Była od Kate, która zaproponowała spotkanie dzisiaj. Przyznam, że mnie to ucieszyło. Co prawda już trochę późno, więc może zdążyła zaplanować coś innego, ale postanowiłam oddzwonić. Nie musiałam długo czekać zanim po drugiej stronie usłyszałam jej głos.
- Halo.
- Hej. Tu, Val. Dopiero odsłuchałam twoją wiadomość. Jeśli nadal nie masz na dzisiaj żadnych planów, to chętnie się spotkam.
- Hej. Nie, nie mam planów.
- Super. To co wpadniesz do mnie? Czy może wolisz gdzieś wyjść?
- Nie, niekoniecznie. U Ciebie będzie jak najbardziej spoko.
Umówiłyśmy się koło 16:30, podałam jej adres i pożegnałam się. Mój dzień zdecydowanie nabierał tempa. Mam 3 godziny na ogarnięcie się. To dużo czasu, także spokojnie. Do tego dopiero co wysprzątałam cały dom, także ogarniać też nic nie trzeba. Weszłam do kuchni i otworzyłam lodówkę. Powoli zaczynało w niej wiać pustkami. No i powinnam kupić coś na dzisiejszy wieczór. Także widocznie szykuje się też wycieczka na zakupy. W ten sposób czasu zrobiło się nieco mniej. Ale spokojne śniadanie nadal zdążę zjeść.
Zrobiłam kawę, jajecznicę, tosty i wyszłam na taras. W przeciwieństwie do wczorajszego dnia dzisiaj była piękna pogoda. Przyjemnie jadło się podziwiając ogród w tak słoneczny dzień. Z gorącym kubkiem przesunęłam się na krawędź tarasu tak aby padały na mnie ciepłe promienie. Na chwilę zamknęłam oczy delektując się tą chwilą, a moje myśli wróciły do wczorajszego wieczoru.
Czy rzeczywiście przeszkadzało mi to, że Rachel uważał mnie po prostu za kolejny podryw w barze? A co więcej, czy mogłam oczekiwać czegoś innego? Nigdy nie byłam przeciwna takim relacjom, nie raz sama szukałam facetów na jedną noc. Dlaczego teraz nagle mi to przeszkadza? Czy oczekiwałam od bruneta czegoś więcej? Ewidentnie tak, tylko dlaczego? Owszem, był bardzo przystojny, urody pod żadnym względem nie można było mu odmówić, do tego zabawny i wygadany. No ale w końcu nie on pierwszy i nie jedyny. Nie mogłam powiedzieć, że żywię do niego jakieś uczucia, przecież praktycznie w ogóle go nie znam.
Nie ważne jak próbowałam nie potrafiłam rozgryźć emocji, które mną targały. Potem pojawiła się inna myśl. Po spotkaniu ze Scottem spędziłam większość czasu na rozmowie właśnie z nim, pomimo tego, że przecież to Rachel mnie zaprosił i teoretycznie rzecz biorąc to z nim miałam się spotkać. Może uważał to za niemiłe? Może powinnam zadzwonić? Nie no, ja dopiero wstałam, a po tym jak wyszłam oni jeszcze bawili się w najlepsze, więc podejrzewam, że wszyscy u nich nadal smacznie śpią. Zadzwonię później. Dobra, czas się zbierać, bo w końcu nie starczy mi na wszystko czasu.
Weszłam na górę, zmyłam resztki wczorajszego makijażu, wzięłam prysznic, włosy upięłam do góry ze względu na gorącą pogodę. Zrobiłam też szybko prosty makijaż, oczy podkreśliłam czarną kredką, nałożyłam mascarę i szminkę w malinowym kolorze. Z szafy wyciągnęłam króciutkie czarne szorty i luźny, szary top na ramiączkach z logiem Ramones. Dół bluzki związałam aby trochę ją skrócić. Do tego założyłam jeszcze niewielkie złote kolczyki w kształcie grubych kółek. W drodze do drzwi złapałam klucze, ubrałam czarne trampki i ruszyłam w kierunku najbliższego sklepu.
Dość szybko dotarłam na miejsce. Kupiłam trochę jedzenia, żeby zapełnić lodówkę, jakieś ciastka, czekoladę, chipsy, butelkę Danielsa kilka piw i parę innych rzeczy, które po drodze wpadły mi w ręce. W ten sposób moje małe zakupy bardzo przybrały na wielkości i wadze. Ledwo mogłam się ze wszystkim zabrać. Dobrze, że mam niedaleko do domu. Kiedy szłam ulicą znów natknęłam się na Duffa.
- Cześć. - Powiedział z uśmiechem.
- Cześć. - Odparłam i również się uśmiechnęłam.
- Co tam?
- No niewiele się od wczoraj zmieniło. - Zaśmiałam się. Czułam jak zaraz dosłownie urwą mi się ręce.
- Widzę, że wracasz z jakichś większych zakupów.
- Tak wyszło.
- Daj pomogę Ci. - Powiedział i wyciągnął rękę, żeby wziąć ode mnie reklamówkę.
- Nie trzeba. Nie chcę Ci zawracać głowy.
- No co Ty, przecież sam zaproponowałem. To żaden problem.
- Ale… nie szedłeś przypadkiem w drugą stronę?
- Emm… - wyglądał na zmieszanego, spojrzał w stronę, z której szłam, a potem znów na mnie. - Nie. Dawaj. - Powiedział trochę surowszym tonem, jednak cały czas się uśmiechając.
Oddałam mu jedną reklamówkę. Po krótkiej kłótni, o to czy sobie poradzę czy nie, oddałam drugą, a później trzecią. W końcu została mi do niesienia jedna niewielka, lekka torba. Podczas gdy mój towarzysz był obładowany moimi zakupami. Kiedy w końcu dotarliśmy na miejsce otworzyłam drzwi, przepuściłam w nich chłopaka i wskazałam na wejście do kuchni, mówiąc żeby tam zaniósł zakupy. Posłusznie wykonał moją prośbę. Zdjęłam buty i już po chwili dołączyłam do blondyna.
- Chcesz się czegoś napić? Może piwa? - Spytałam.
- Jasne, piwa nie odmówię. - Znów rzucił w moją stronę uroczy uśmiech.
Wyciągnęłam butelkę z jednej z toreb i podałam ją Duffowi.
- Dzięki. - Włączyłam radio i zajęłam się rozpakowywaniem zakupów. Czułam na sobie jego spojrzenie.
- Grasz jeszcze na czymś oprócz gitary? - Zapytał przerywając ciszę, kiedy odkładałam ostatnie produkty.
- Na basie, skrzypcach i trochę na pianinie, ale to akurat jakoś nigdy mi za bardzo nie szło.
- Wow, to masz rozstrzał. - Wzruszyłam ramionami.
- Lubię grać, to mnie uspokaja, więc nauka zawsze sprawiała mi przyjemność. A Ty? Jeśli dobrze pamiętam grasz na basie - potwierdził kiwnięciem głową. - na czymś jeszcze?
- Perkusja i gitara.
- Też całkiem niezły wynik. - Uśmiechnęłam się.
- Czyli ogarniasz cztery instrumenty, w dodatku z tego co słyszałem jesteś naprawdę dobra, ale nie grasz w żadnym zespole ani nic takiego?
- Nie. To raczej nie dla mnie.
- Dlaczego? - Zaśmiałam się.
- A dlaczego Ty nie pracujesz w biurowcu?
- Słuszna uwaga. - Na jego twarzy pojawił się rozbawiony uśmiech.
Zaczęliśmy gadać o muzyce, Duff opowiedział mi trochę o zespole, jak przyjechał do LA i jak poznał resztę. Miał wyjątkowo przyjemny głos, mogłabym słuchać go całe godziny. Muszę przyznać, że go polubiłam, nawet bardzo. Czułam się przy nim komfortowo, rozmowa toczyła się zupełnie bez wysiłku. Miał bardzo ładne, przyjazne oczy, chociaż nie do końca potrafiłam powiedzieć jaki miały kolor. Próbowałam zdecydować czy bliżej im do zieleni czy brązu kiedy zorientowałam się, że musiała minąć już dłuższa chwila, a ja gapię się na niego jak ostatnia idiotka. Super… ehh, ja to potrafię zrobić dobre wrażenie.
Kiedy konwersacja na chwilę umilkła uśmiechnęłam się zaczepnie.
- Jak tam poszła wczorajsza próba? - Duff się zaśmiał ale jego mina szybko zrzedła.
- Ehh… szkoda gadać. Zaczęliśmy coś tam grać, ale Axl tylko wydzierał mordę i gówno z tego wyszło.
- Widziałam, że dzisiaj nie jest w lepszym humorze.
- No niestety nie. Ale skąd wiesz?
- Ahhh, ruda małpa złożyła mi wizytę również dzisiaj.
- Aj. Kiepawo to brzmi.
- No nie była to przyjemna wizyta i raczej mało towarzyska. - Zaśmiałam się i pokrótce opowiedziałam mu wcześniejsze wydarzenia.
- Cholera znam go już jakiś czas, ale on jakimś cudem nadal kurwa przechodzi samego siebie.
Nagle usłyszałam dzwonek do drzwi. I... coś mi się przypomniało. Spojrzałam na zegarek. Było piętnaście po 4. Szybkim krokiem ruszyłam w stronę drzwi. Otworzyłam je i ujrzałam Kate uśmiechniętą od ucha do ucha, ta dziewczyna chyba zawsze ma dobry humor.
- Cześć. Jestem trochę wcześniej, mam nadzieję, że to nie problem. - Przywitała mnie radosnym głosem. Miała na sobie czarną koszulkę i ciemne spodnie, na twarzy mocny makijaż. W ręce trzymała butelkę wina.
- Hej. No pewnie, że nie. Wejdź. - Powitałam ją z uśmiechem i wpuściłam do środka.
W korytarzu zdjęła buty a w tym samym momencie w drzwiach kuchni stanął Duff.
- Kate, Duff. Duff, Kate. - Przywitali się, po czym blondyn zwrócił się w moją stronę.
- To ja nie będę wam przeszkadzał. - Powiedział, znów uśmiechając się w ten uroczy sposób i ruszając w stronę wyjścia. Już złapał za klamkę kiedy obrócił się do nas.
- Robimy dzisiaj małą imprezę. Może wpadłybyście?
- No nie wiem czy to byłby dobry pomysł. Następnym razem jak zobaczę tą ruda małpę może polać się krew. - Powiedziałam i uśmiechnęłam się, chociaż tak naprawdę szczerze mnie to martwiło.
- O Axla się nie martw, - machnął ręką lekceważąco. - przejdzie mu. A w razie co to obiecuję, że was rozdzielimy. - Zaśmiał się, a ja odpowiedziałam tym samym.
- No dobra, skoro obiecujesz to może wpadniemy. O której?
- Super. Może być na siódmą?
- Pewnie.
- To do zobaczenia.
- Narazie.
Zamknęłam drzwi i zwróciłam się w stronę Kate.
- Uuuu, widzę, że zdążyłaś się już dobrze ustawić. Dobra, teraz mów kto to był. - Powiedziała cały czas się uśmiechając.
Otworzyłam nam po piwie i zaczęłam opowieść o moich muzykalnych sąsiadach. Później gadałyśmy skacząc z tematu na temat, choć rozmowa głównie kręciła się wokół muzyki. Ulubione zespoły, gitary, lokalne występy, bary i restauracje godne uwagi. Kate pomogła mi lepiej poznać miasto za co byłam wdzięczna.
Kilka piw i interesujących tematów później była już 7. Wzięłam butelkę Danielsa i razem ruszyłyśmy do domu naprzeciwko.
Brak komentarzy:
Prześlij komentarz