poniedziałek, 13 stycznia 2025

6. It’s a sunny day outside my window

            No przecież. Na mojej twarzy pojawił się ogromny uśmiech. Zerwałam się z miejsca, i podbiegłam do pudła z pamiątkami. Cudem nawet pamiętałam gdzie jest.
   - A potem mieszkałeś w Londynie. - Oznajmiłam szukając zdjęcia, ale w odpowiedzi chłopak jedynie dziwnie na mnie spojrzał, tak samo jak reszta. W końcu wygrzebałam odpowiedni album i fotografię, na której była cała rodzinka Hudson. Z jeszcze większym uśmiechem  i niezwykłą dumą podeszłam do chłopaka. Mulat chwilę przyglądał się zdjęciu, po czym aż podskoczył.
     - O kurwa. - Spojrzał na mnie z niedowierzaniem. - Tina? Cholera w ogóle Cię nie poznałem. 
   - Zmieniłeś imię. - Powiedziałam nieco z wyrzutem, gdyby przedstawił się jako Saul od razu bym skojarzyła. Przynajmniej tak sobie mówiłam. Chłopak prychnął.
    - Ty też. - Rzeczywiście, on znał mnie jako Tinę, a dziś na pewno powiedziałam “Val”.
    - Nie prawda. - Odparłam raczej bez przekonania. - Oba to skróty. - Slash spojrzał na mnie jakby zupełnie wątpił w to co mówię.
    - Niby od czego? 
  - Valentina. Rodzina zawsze mówiła na mnie ‘Tina”, ale znajomi “Val” i tego głównie używam. - Widziałam, że chciał coś powiedzieć, ale Steven go wyprzedził.
   - Czy ktoś nam wytłumaczy co tu się kurwa odpierdala? - Jednocześnie spojrzeliśmy na blondyna. W tym momencie zadzwonił telefon. Poszłam więc odebrać, zostawiając Saula wyjaśnieniom.
    - Halo?
    - No cześć, żyjesz jeszcze?





Brak komentarzy:

Prześlij komentarz