Niestety nie było mi dane zasnąć bo naprzeciwko była właśnie impreza. Wstałam z łóżka i podeszłam do okna. W tym niedużym jednak budynku, a także dookoła niego, było mnóstwo ludzi. Właśnie leciało „Rock You Like a Hurricane” Scorpionsów, co zapewne słyszeli ludzie cztery przecznice dalej. Nie znamy się na tyle dobrze żebym im odpuściła. W dodatku nie jestem najcierpliwszą osobą, szczególnie taka zmęczona.
Szybko się ubrałam, zbiegłam po schodach i wyszłam z domu. Ruszyłam na drugą stronę ulicy. Nie znam pozostałej dwójki mieszkańców, więc pozostało mi liczyć, że któryś z poznanych dzisiaj chłopaków gdzieś tu jest. Stwierdziłam, że w tym tłumie znalezienie kogokolwiek będzie graniczyło z cudem. Jednak kiedy dopchałam się już do budynku dosyć szybko zlokalizowałam Duffa. Chwała bogu, że ten facet jest taki wysoki. Przebiłam się przez tabun ludzi i dotarłam do mojego celu, który właśnie lizał się z jakąś laską. Na początku szturchnęłam chłopaka ale nie zareagował, więc przerwałam ten jakże namiętny pocałunek. Oboje byli bardzo zdziwieni i nie za bardzo ogarniali co się dzieje. Dziewczyna pierwsza zwróciła na mnie uwagę i właśnie zabijała mnie wzrokiem kiedy blondyn odwrócił się w moim kierunku. Miał niesamowicie rozszerzone źrenice i ledwo trzymał się na nogach. Patrzył się na mnie zdziwiony.
Brak komentarzy:
Prześlij komentarz