Drzwi otworzyły się błyskawicznie i pojawił się w nich Rachel. Ewidentnie albo do nich biegł, albo właśnie pod nimi stał.
- Hej. - Uśmiechnęłam się do bruneta. Ten jednak nie odwzajemnił uśmiechu, a jedynie przyjrzał mi się od stóp do głów. Kurwa, naprawdę aż tak źle zazwyczaj wyglądam? Chyba zacznę mieć kompleksy. Po chwili w drzwiach pojawił się wysoki blondyn, którego dane mi było już raz spotkać w Roxy. Stanął obok Rachela z rękami na biodrach i zagwizdał.
- Cholera, ale z Ciebie ślicznotka. Cześć, jestem Sebastian. - Chłopak uśmiechnął się i podał mi rękę.
- Hej. Val. - Odwzajemniłam uśmiech rozbawiona faktem, że chłopak widocznie nie pamiętał, że już raz się spotkaliśmy. Nie to żeby mnie to dziwiło ledwo wtedy stał na nogach. Uścisnęłam jego dłoń, a on wciągnął mnie do środka, objął ramieniem i prowadząc korytarzem mówił dalej.
- Dobrze, że już jesteś, bo Rachel sterczy pod tymi jebanymi drzwiami już ze 20 min. Za żadną cholerę go nie mogłem odciągnąć. - W odpowiedzi brunet rzucił jedynie “Pierdol się” i nas wyminął. - Muszę powiedzieć, że Bolan trochę Ci umniejszył urody. - Nie wiedziałam co na to powiedzieć. Chłopak mówił dosyć szybko, zachowywał się w nieco nachalny sposób. Zanim zdążył kontynuować z pomocą przyszedł mi Rachel.
Brak komentarzy:
Prześlij komentarz