Szli ulicą, Olivia jak zwykle cały czas gadała, jednak żadne z towarzyszy jej nie słuchało. Pogrążeni we własnych myślach szli za dziewczyną nie zwracając na nic uwagi. Zatrzymali się przed monopolowym, a brunetka zebrała „zamówienia” przyjaciół, po czym ruszyła do sklepu. Kiedy wróciła zastała swoich znajomych, tak jak ich zostawiła. Ani dziewczyna, ani chłopak nie ruszyli się nawet o krok.
- Niesamowite! Obydwoje nadal żyjecie. - Zawołała Olivia ze śmiechem, a po chwili dodała: - Czyli jednak można was zostawić samych. - Will miał ręce wciśnięte w kieszenie kurtki, patrzył na nią jednak zdecydowanie nie było mu do śmiechu. Natomiast Angie stała kawałek dalej tępo wpatrując się w ziemię. W tym momencie była na zupełnie innej planecie. - Hej, co wy macie takie grobowe miny? Idziemy się bawić, a nie na pogrzeb. - To również niewiele dało, zrezygnowana dodała więc: - Dobra, whatever. Idziemy?
- Ta - Odpowiedział Will. Jednak szatynka nie odezwała się, nadal była całkowicie nieobecna.
- Heeej. Żyjesz? - Przyjaciółka stanęła przed nią i pomachała jej ręką przed oczami. W tym momencie dziewczyna ocknęła się i patrząc na Liv zdezorientowanym spojrzeniem powiedziała:
- Co? Sorry wyłączyłam się na chwilę.
- Idziemy?
- Ah, tak.
Wszyscy ruszyli przed siebie w nieznanym Angie kierunku. Ta podążała za nimi trzymając się kilka kroków z tyłu.
Brak komentarzy:
Prześlij komentarz