Obudziła się i zdezorientowana rozejrzała po pokoju. W pierwszej chwili nie wiedziała gdzie jest, jednak szybko przypomniała sobie wczorajszy wieczór. Usiadła na łóżku i spojrzała na zegarek, 13:20. Dosyć późno, choć ostatnimi czasy rzadko wstawała wcześniej. Zaczęła się zastanawiać co zrobić teraz. Rozmyślania przerwało jej szczekanie psa. Wyjrzała przez okno i zobaczyła Jeffa idącego w kierunku domu z plecakiem na ramieniu. Zwierze oparte na płocie czekało na swojego właściciela wesoło merdając ogonem. Psina nie był duży, raczej średnich rozmiarów, najprawdopodobniej kundel. Był cały czarny, prócz lewego ucha które było bielutkie. Miał piękne brązowe, błyszczące oczy. Chłopak otworzył furtkę, przy której już czekało uradowane zwierzę. Pies zaczął skakać i szczekać wesoło. Brunet pogłaskał go i coś powiedział jednak Angie nie słyszała co. Przyglądała się jak Jeff zmierza w stronę drzwi wraz ze swoim towarzyszem i zastanawiała się czy i ona mogłaby mieć takie życie. Mieć normalną rodzinę, psa, ładny dom z zadbanym ogródkiem. Teraz to już chyba niemożliwe. Po tym co przeszła i co na pewno jeszcze będzie musiała przejść, to przegrana sprawa. Zawsze będą dręczyć ją wspomnienia. Dobrze wiedziała, że przenigdy nie zazna sielankowego życia. Jednak mimo iż była o tym przekonana zawsze wypierała takie myśli.
Brak komentarzy:
Prześlij komentarz