piątek, 22 listopada 2024

1. I got nowhere to be

Liv rzadko wstawała wcześniej niż przed południem i zdecydowanie nie lubiła kiedy się ją budziło.  Angie stwierdziła więc, że może być jeszcze za wcześnie na odwiedziny. Poszła najpierw na spacer popijając piwo. Świeże powietrze działało doskonale w odganianiu nieprzyjemnych myśli. Chodziła dosyć długo po pobliskim lesie, z pewną fascynacją oglądając otaczającą ją scenerię. Zaczynało już robić się gorąco, więc stwierdziła, że na pewno dała przyjaciółce wystarczająco dużo czasu na sen i już wkrótce była pod jej drzwiami. Zapukała i czekała aż ktoś otworzy. Po chwili w progu stanęła mama jej przyjaciółki. Miła, przyjemna, troskliwa kobieta po czterdziestce. Liv była do niej bardzo podobna, szczególnie na starych zdjęciach, które kiedyś oglądały. 
- Dzień dobry. Jest Olivia?
- Dzień dobry, Angie. Miło Cię widzieć. Tak, wejdź, zawołam ją. Właśnie miałyśmy siadać do stołu. - powiedziała i ciepło się uśmiechnęła.
Dziewczyna weszła do domu i rozejrzała się. Mimo że odwiedzała Liv, niemalże codziennie i tak zawsze dokładnie przyglądała się wnętrzu, tak jakby była tutaj po raz pierwszy. Może to dlatego że u niej w domu było inaczej. Tutaj od progu czuło się rodzinną atmosferę. Przypominało jej to czasy kiedy mama jeszcze żyła, wtedy jej dom również tak wyglądał. Na ścianach wisiały zdjęcia i obrazy, z kuchni zawsze dochodziły przepiękne zapachy świeżo przygotowanego jedzenia i wypieków.



Brak komentarzy:

Prześlij komentarz